Jednak nawet Martin, chociaż jako autor fantasy mógł sobie pozwolić na wszystko, nie zaczął swej sagi od kobiet. W pierwszych powieściach cyklu „Pieśni lodu i ognia” poznajemy je wyłącznie jako żony mężów i córki ojców. Pragną władzy, ale proces emancypacji trwa długo i jest równie zajmujący jak akcja pierwszego planu, gdy na naszych oczach przechodzą klasyczną drogę od małżeństwa przez wyzwalające wdowieństwo, gdy próbują drugich i trzecich związków (jak Margaery Tyrell) lub regencji (Cersei Lannister), by dojrzeć do tego, że władzę mogą sprawować osobiście.

Inną rzeczą jest, że u Martina za każdym mężczyzną stoi kilka kobiet wychodzących z cienia natychmiast po śmierci bohatera. Najbardziej spektakularnie pokazuje to wątek rodu Starków, kiedy po śmierci Neda, głowy rodu, władzę przejmuje syn, ale ostatecznie na plan pierwszy wysuwają się jego córki Arya i Sansa. Pierwsza od początku wybiera drogę buntowniczki (męską drogę!), szkoląc się na zabójczynię; druga przechodzi na naszych oczach najbrutalniejszą dworską inicjację.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej