Głód
Martin Caparrós
Przeł. Marta Szafrańska-Brandt
Wydawnictwo Literackie, Kraków

Są słowa, których nie należy używać. Zbyt duże jest ryzyko, że odłożycie tekst na potem (czytaj: na zawsze). Przecież wszystko na ten temat już wiemy. Przede wszystkim to, że nic się nie da zrobić. Poza tym - zakładamy poniekąd słusznie - nie ma sensu poddawać się emocjonalnemu szantażowi ani ulegać panice moralnej. Przecież czytelnik nie musi być specjalistą od zbawiania ludzkości.

Dlatego reporterzy boją się tych słów jak ognia. Nakombinują się, jak tu nimi złomotać czytelnika, jak go spoliczkować, jak rozbudzić w nim gniew albo współczucie wygasłe pod wpływem masowej produkcji obrazów cierpienia, i nic. Czasami udaje się im obudzić empatię. Ale najwyżej pięciominutową.

Poprosiłem Mariusza Szczygła o listę tych "zakazanych" słów. Przysłał: "Gospodarka, bezrobocie, niepełnosprawność, wolontariat. To słowa, w których skupia się cała nuda świata".

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej