Męskie fantazje
Klaus Theweleit
Przeł. Michał Herer i Mateusz Falkowski
PWN, Warszawa

Raczej rzadko szanujący się eseista przedstawia własnego ojca jako "kolejarza z krwi i kości, a dopiero później człowieka", skądinąd dobrego, ale też "całkiem dobrego faszystę". Lanie, które autor pobierał od niego regularnie, stanowiło, jak mówi, pierwszą lekcję tego, czym właściwie jest faszyzm kryjący się w swojskich obrotach codzienności.

Pocztówkowe zdjęcie przedstawia pociąg jadący przez groblę Hindenburgdamm łączącą niemiecką wyspę Sylt na Morzu Północnym ze stałym lądem. Wiosennie wezbrane wody wdzierają się na torowisko, ale lokomotywa nic sobie z nich nie robi. Pędzi naprzód. Tak jak marszałek Hindenburg, który w oczach tych, którzy jego nazwiskiem nazwali groblę, stał się "żołnierskim wałem łączącym dwie Rzesze", Cesarstwo Niemieckie i totalitarne państwo Hitlera, nad wodami Republiki Weimarskiej. I jak ojciec autora, który tak dalece zapamiętał się w kolejarskim etosie, że "sam był koleją".

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej