Stryjeńska. Diabli nadali
Angelika Kuźniak
Czarne, Wołowiec

Zdolna bestia z tej Angeliki Kuźniak, nie powiem. Wąsa bym miał, to bym go podkręcił z ukontentowaniem, ale nie mam. Więc ona, ta Kuźniak, biografię Zofii Stryjeńskiej podaje nam jak wytrawny kelner, nie nadskakuje z prawa i lewa, nie czaruje, nie wdzięczy się, nie kokietuje stylem w sosie własnym.

Fakty serwuje tak, że nie wiadomo, kiedy i skąd one na stole. A fakty te jak krwiste steki, najczęściej smażone na łzach własnych. Tak, biografia Stryjeńskiej to instrument samogrający, dlatego narratorka wybrała optymalne wyjście, działać mianowicie w ukryciu, w czapce niewidce.

Jak na wykwintne menu przystało, "Diabli nadali" składa się ze startera (dzieciństwo), trzech dań (młodość, wiek kobiecy i starość) oraz deseru, którym tu będzie śmierć. Tym różni się właśnie biografia od restauracji.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej