Nie zauważyłam, że mi się przygląda. Dopiero kiedy zapytała, czy może na chwilę przeszkodzić, podniosłam głowę. Starsza pani w wełnianej czapce. - Jak się pani na tym czyta? - zapytała, wskazując mój czytnik. - Aha. A ile to kosztuje? Bo wie pani, wnuczka mnie namawia, żebym sobie taki sprawiła, ale to nie dla mnie.

Pokazałam jej, że można powiększyć czcionkę, i wytłumaczyłam, że to nie pojedyncza książka, tylko narzędzie pozwalające czytać wiele książek. - Ale te książki są już za darmo? - upewniła się.

Ludzie często są zainteresowani moim czytnikiem. Zwykle najtrudniej jest wytłumaczyć, że choć wygląda z grubsza jak pojedyncza papierowa książka, to jest zupełnie czymś innym. Wykorzystała to w swoim skeczu niemiecka komiczka Martina Hill: kończy czytać książkę na czytniku, zachwyca się jej zakończeniem, a potem... odkłada urządzenie na półkę w biblioteczce, gdzie mnóstwo innych czytników stoi koło siebie na sztorc jak książki.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej