Zobaczyć łosia. Historia polskiej edukacji seksualnej od pierwszej lekcji do internetu
Agnieszka Kościańska
Czarne, Wołowiec

Kochane „Książki”,

piszemy do Was, bo naprawdę znikąd pomocy, a problem, cóż, wstydliwy. Urodziłyśmy się w 1987 roku. Za późno, by w szkole ktoś uczył nas o seksie. Za późno? Ano tak. Bo rok naszego urodzenia był rokiem, kiedy polska edukacja seksualna poszła wspak.

Piszemy do Was, bo jak wiele i wielu przed nami to w listach (i w książkach) widzimy ostatnią deskę ratunku. Ale po kolei.

1987 rok – podręcznik, który był za dobry

To rok przełomowy nie tylko dla nas. Czas „dialogu i emancypacyjnego fermentu”, jak pisze o nim Agnieszka Kościańska, autorka „Zobaczyć łosia. Historii polskiej edukacji seksualnej od pierwszej lekcji do internetu”. To z jej książki dowiedziałyśmy się, jak wiele nas w szkole ominęło. Przede wszystkim jeden z nielicznych dobrych podręczników.

A było tak. To właśnie w 1987 roku ukazał się podręcznik „Przysposobienie do życia w rodzinie” autorstwa Wiesława Sokoluka, Dagmary Andziak i Marii Trawińskiej. Niech Was nie zwiedzie niewinny tytuł. Książka szybko zyska przydomek „Podręcznik masturbacji i defloracji”. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na dwie ilustracje – szkice pozycji seksualnych.

Jednak największy grzech podręcznika trafnie określa Kościańska. Jego autorzy po prostu „definitywnie zrywają z mówieniem o kapuście, bocianie czy wyprawach na łosie. Mówią o seksie”. Piszą o potrzebach seksualnych, o inicjacji, o seksie z perspektywy kobiety i mężczyzny. No i ta okładka – są na niej mężczyzna i kobieta n a d z y (stoją bokiem do czytelnika, ale jakie to pole dla wyobraźni).

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej