Co tak naprawdę robi pisarz, kiedy pisze książkę?

A. Wchodzi do czyjejś głowy

B. Ogląda filmy

C. Dyryguje

D. Uprawia politykę

***

Wszystkie odpowiedzi są prawidłowe, z pewnością istnieje jeszcze wiele innych. Bo pisanie książek nie polega wcale na pisaniu (piórem, na maszynie, na klawiaturze). Gdyby tak było, w trakcie czytania nie czulibyśmy zaciekawienia, co zdarzy się dalej, niepokoju, kiedy nasz ulubiony bohater wpada w tarapaty, ani zaskoczenia, gdy okazuje się, że jakiś nieistniejący drań jest dobrym synem, a do tego ma fioła na punkcie swojego psa, starego jamnika.

Czytając, dajemy się ponieść sposobowi, w jaki następujące po sobie zdania układają się w melodię, która niesie nas dalej, czujemy się wodzeni za nos, gdy książka po kilkudziesięciu stronach okazuje się czymś zupełnie innym, niż się spodziewaliśmy, ale jeszcze lepszym (o ty draniu! – zwróciłem się niedawno w myślach do autora, czytając powieść, której akcję umieścił na amerykańskim Południu przed wojną secesyjną i pozwolił swoim postaciom przemieszczać się ze stanu do stanu. metrem), albo podziwiamy przemyślny sposób, w jaki łączą się jej niezwiązane pozornie części. A to wszystko oznacza, że w głowie pisarza musiały wcześniej zajść skomplikowane i tajemnicze procesy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej