Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową
Ziemowit Szczerek
Wydawnictwo Agora/Czarne, Warszawa/Wołowiec

Ideę nowej książki autora „Przyjdzie Mordor i nas zje” najlepiej objaśnia mapa na wyklejce: spory kawał Europy mniej więcej środkowej, na niej współczesne polityczne granice i cała masa przecinających się kresek. To kontury marzeń o potędze. O wielkiej Polsce, Serbii, Węgrzech, Grecji... Niektóre marzenia (wielkie Niemcy, Rosja, Turcja) są tak wielkie, że nie mieszczą się na mapie.

Szczerek, reporter klasyczny (a więc taki, który raczej w przestrzeni się porusza, a nie wśród bibliotecznych regałów), zręcznie przemieszcza się pomiędzy rzeczywistością i krainą narodowych snów o potędze. Wielokrotnie przekracza granice, by sprawdzić na własnych zmysłach, co zostało z imperialnych tęsknot, jakie ślady pozostawiają na architekturze, mentalności, języku. Jest przy tym obserwatorem idealnym, tkającym swoją postkolonialną (jak inaczej, skoro właściwie każdy kawałek Śródziemnomorza był kiedyś kawałkiem jakiejś metropolii i podbitym, skolonizowanym fragmentem jednego, a częściej wielu imperiów) opowieść z detali, strzępów rozmów, podejrzanych zachowań. Powstaje w ten sposób patchworkowata – jak śródziemnomorska mapa – i groteskowa – jak jej mieszkańcy – wizja krainy zbyt ciasnej, by pomieścić wszystkie kotłujące się w niej tęsknoty, urazy, pretensje i sny. Jeszcze niedawno żyliśmy w błogim przeświadczeniu, że te sny o powrocie do imperialnej przeszłości pozostaną na zawsze snami, że urazy udało się w miarę trwale zaleczyć. Jednak Szczerek podróżuje po Śródziemnomorzu w momencie, kiedy to, co wyparte, na nowo zaczyna kształtować rzeczywistość. Tym jest ważniejsza i tym skuteczniejsza jako podręczny przewodnik po wirtualnych na razie Mordorach, które przyjdą, żeby nas zjeść.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej