Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce
Mariusz Urbanek
Czarne, Wołowiec

Wybieram trochę rodzynek z ciasta o wadze 302 kg, czytaj: stron. Pierwsza jest przednia, o butach. Mały Kornel ma lat 12, jego matka zostaje źle usytuowaną wdową po urzędniku wojskowym, czytaj: umiera mu ojciec. Ma sześć sióstr i jedną tylko parę butów. W Stryju bawi się nad rzeką w Indian, chce codziennie, ale codziennie nie może, mama chowa mu buty. Tak jak zdrowie niszczy się od choroby, tak buty niszczą się od chodzenia, więc im mniej będzie w nich chodził, tym dłużej. Musiał wyglądać jak cyrkowy klaun, kiedy wychodził, bo przecież jak? Musiały być za duże, jeśli miały służyć długo.

Na Gwiazdkę prezentów nie dostawał, raz tylko. Przyrzeczenie, że dostanie skarpetki, których i tak nie dostał, dzieciństwo miał więc niespełnione, albo skarpet nie miał, albo butów.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej