Deniwelacja
Remigiusz Mróz
Filia, Poznań

Nie, na wakacje nie jeździ. Nie, nikogo swoim pracoholizmem nie krzywdzi. Nie („absolutnie, nie!”), pisanie go nie męczy. Nie, rynku nie psuje. Czuje satysfakcję, że niektóre jego tytuły sprzedają się lepiej niż książki mistrzów. Boli go krytyka. Zwłaszcza zarzut, że pisze na kolanie.

Pierwszą książkę zaczął pisać w podstawówce. Poruszała temat nadprzyrodzonej mocy zwierząt gospodarskich i nosiła tytuł „Superświniak”. Rękopis zaginął.

Pierwszą, którą ukończył, było „Parabellum”. Opisywała losy dwóch braci, którzy w 1939 r. tułają się po Europie. Uciekają przed faszystami, uciekają przed bolszewikami. Walczą. Zabijają. Kochają piękne kobiety.

Na odpowiedź wydawcy czekał rok.

Pierwszy raz poczuł, że odniósł sukces, gdy zobaczył w Empiku półkę zapełnioną po brzegi swoimi powieściami. Było to mniej więcej trzy lata później.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej