Siadł więc i napisał, i opublikował w sieci. Bo jest to wiersz, jak by to powiedzieć, klasy samej w sobie (może pisarski stolik był brudny czy coś), ale cieszy przecież, że Durczok w obawie przed „reżimem moralnym” ucieka się do poezji, matki naszej, co to na nią wszystkie kozy skaczą.

...skaczą czy nie skaczą, a ona i tak z kolan wstaje. Nareszcie! Nareszcie! Nareszcie! A skąd o tym wiemy? A skądże by, jak nie z bloga prezydenckiego mistrza mowy polskiej Wojciecha Wencla? Pisze on urbi et orbi: „Moja poezja wróci do podręczników? Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło projekt podstawy programowej dla szkół średnich. Na liście lektur obowiązkowych dla uczniów liceów i techników (zakres podstawowy) są moje wiersze”. I nie wiadomo, co bardziej tu podziwiać. Czy ten skromny znak zapytania? Czy może dumne wtrącenie, że jednak „zakres podstawowy”, a nie jakieś tam rozszerzenia dla kujonów? Najbardziej może raduje jednak to, że kiedy się spojrzy na ową proponowaną podstawę, widać, że w ministerialnym purgatorium, z którego Wencel wyszedł nieoparzoną stopą i rześki jak prorok Daniel po wizycie w lwiej jaskini, spłonęli różni nieudaczni i nie tak zasłużeni dla polszczyzny poeci i poetki. Na przykład Jarosław Iwaszkiewicz. Na przykład Adam Ważyk. Na przykład Aleksander Wat. Na przykład Władysław Broniewski. Na przykład Jerzy Ficowski. Na przykład Tymoteusz Karpowicz. Na przykład Krystyna Miłobędzka. Na przykład Anna Świrszczyńska. Na przykład Andrzej Bursa. Na przykład Rafał Wojaczek. Na przykład, na przykład, na przykład. Bo jak mówi laotańskie przysłowie: prędzej sierp zerżnie księżyc, niż żaba zaśpiewa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej