Zielone Wzgórze wygląda dokładnie tak, jak je sobie wyobrażałam. Bielone ściany, zielony dach i okiennice, biały płot, przy którym rosną dorodne malwy i słoneczniki. Podwórze jest sterylnie czyste, jakby przed chwilą Maryla je zamiotła, a trawnik idealnie utrzymany. Przy stodole stoi bryczka, którą Mateusz przywiózł Anię ze stacji. Rosnące przed domem drzewo co prawda we wrześniu nie kwitnie, ale od czego mamy wyobraźnię. Jest idealnie.

Wnętrze Zielonego Wzgórza, czyli pieczołowicie odrestaurowany dom krewnych Lucy Maud Montgomery w Cavendish, maleńkiej miejscowości na północnym wybrzeżu Wyspy Księcia Edwarda, jest jednak zbyt wyidealizowane. Cuthbertowie, surowi prezbiteriańscy farmerzy z końca XIX w., zamożni nie byli i przedkładali praktyczność nad urodę i zbytek. A Zielone Wzgórze, które dziś oglądam, wyposażone zostało w ciężkie drewniane kredensy, bogato zdobione sofy, ciemne tapety w psychodeliczne kwiaty i miękkie dywany bardziej pasujące do domu dobrze prosperującego prawnika czy lekarza niż do gospodarstwa. Wszystko jak spod igły, nowiutkie, niezniszczone.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej