Tekst pochodzi z "Książek. Magazynu do Czytania" nr 8 (1/2013). Sprawdź nowy numer magazynu "Książki".

Madeleine, bohaterka "Intrygi małżeńskiej" Jeffreya Eugenidesa, to zagorzała czytelniczka. Gdy widzi książkę, która służyła dotąd głównie jako podstawka pod kubki z kawą, z miejsca zaczyna ją czytać, by choć trochę ulżyć jej smutnemu losowi. Z podobnym współczuciem traktuje profesora, u którego zamierza pisać licencjat. Jest 1982 r., na uczelniach triumfują teoretycy postmodernizmu i na tego starego wygę wszyscy patrzą z pogardą. Na swym kursie udowadnia on, że zwycięstwo feminizmu było pośrednią przyczyną upadku powieści. No bo czymże zajmowali się kiedyś najświetniejsi pisarze - od Jane Austen po Tołstoja - jeśli nie intrygą małżeńską, czyli podchodami, by młoda kobieta upolowała jak najlepszą partię, bo to jedyna możliwość ustawienia się na resztę życia? Konserwatyzm profesora współgra z temperamentem bohaterki - staroświeckiej czytelniczki, która przede wszystkim chce wiedzieć, co wydarzyło się dalej.

Książka zaczyna się jak typowa powieść uniwersytecka z kapitalną satyrą na studenckie i profesorskie pozy. Szybko okazuje się jednak, że ambicje Eugenidesa są większe. Chce pokazać, że można dziś na poważnie napisać powieść miłosną z intrygą małżeńską, która nie miałaby nic z taniego romansidła. Innymi słowy - udowodnić, że stary profesor nie miał racji.

W tym celu u boku Madeleine - panny na tyle zamożnej, że mogłaby w ogóle darować sobie małżeństwo - stawia dwóch zalotników, kolegów z uczelni. Leonard jest nie tylko przystojniakiem, ale ma też zadatki na genialnego naukowca. Nieśmiały marzyciel Mitchell, choć uwielbiany przez rodzinę Madeleine, wydaje się nie mieć przy nim szans. Załamany odrzuceniem wyprawia się na roczny sabbatical do Europy i Indii, gdzie pogłębiają się jego religijne skłonności. Tymczasem w życiu Leonarda dochodzi do zaskakującego zwrotu, który być może otworzy przed Mitchellem szansę na zbliżenie się do Madeleine.

Intryga, jak to intryga, w streszczeniu może wydawać się banalna. Ważne, że Eugenides potrafi nasycić ją psychologiczną wiarygodnością. Madeleine jest uczciwą dziewczyną, o niepohamowanym apetycie seksualnym, trochę rozpuszczoną, skłonną do altruizmu, ale też gotową walczyć o życiowe i zawodowe spełnienie. Mitchell to przeżywający rozterki idealista w typie Tołstojowskiego Lewina - jego duchowe poszukiwania i mistyczne zapędy idą w kąt, gdy ma szansę przespać się z ukochaną. Wszechwiedzący narrator patrzy na ich miłosne szaleństwa z życzliwego dystansu. Jakby analizował sam fenomen miłości.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej