Tekst pochodzi z "Książek. Magazynu do Czytania" nr 8 (1/2013). Sprawdź nowy numer magazynu "Książki".

Madeleine, bohaterka "Intrygi małżeńskiej" Jeffreya Eugenidesa, to zagorzała czytelniczka. Gdy widzi książkę, która służyła dotąd głównie jako podstawka pod kubki z kawą, z miejsca zaczyna ją czytać, by choć trochę ulżyć jej smutnemu losowi. Z podobnym współczuciem traktuje profesora, u którego zamierza pisać licencjat. Jest 1982 r., na uczelniach triumfują teoretycy postmodernizmu i na tego starego wygę wszyscy patrzą z pogardą. Na swym kursie udowadnia on, że zwycięstwo feminizmu było pośrednią przyczyną upadku powieści. No bo czymże zajmowali się kiedyś najświetniejsi pisarze - od Jane Austen po Tołstoja - jeśli nie intrygą małżeńską, czyli podchodami, by młoda kobieta upolowała jak najlepszą partię, bo to jedyna możliwość ustawienia się na resztę życia? Konserwatyzm profesora współgra z temperamentem bohaterki - staroświeckiej czytelniczki, która przede wszystkim chce wiedzieć, co wydarzyło się dalej.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej