Tekst z "Książek. Magazynu do czytania" nr 5. Sprawdź nowy numer

DOROTA WODECKA: Koledzy przysłali mi esemesa, że Cracovia znów przegrała i jest na dnie tabeli. Mam współczuć?

JERZY PILCH: Przegrali, ale jeszcze nie spadli. Nie ukrywam: gdy już spadną, będzie to ulga. Od kilku lat niczego nie zaznawałem poza przedostatnimi miejscami. Dlatego spokój upragniony. I żenująca nadzieja, że lepiej być w niższej lidze w czołówce niż w ekstraklasie na końcu.

Wyrzekł się pan ich na początku "Dziennika"

- Co po dwóch latach odszczekałem. Zapamiętuje się pierwsze drużyny, które się oglądało. I tak wedle mojej pamięci najpierw jest A-klasowy Start w Wiśle, obecnie świetnie przez Irka Kościelniaka prowadzona czwartoligowa Wisła Ustronianka, a zaraz potem Cracovia, którym kibicował będę zawsze. Ma się rozumieć, pamiętam skład Cracovii z początku lat 60

Sprawdzam!

- Na bramce Michno. Obrona: Konopelski, Rewilak, Durniok. Pomocnicy: powiedzmy Malarz i Szymczyk. Atak: Hausner, Kowalik i Mikołajczyk. Jeszcze dwóch łączników: Jarczyk i Mazur. Plus szereg rezerwowych typu: Tabor, Ankus, Suder, Frasek etc.

Niehonorowo było się wyrzekać.

- Nie czas na honor, kiedy 11 nieudaczników co tydzień sobie z honoru jaja robi.

Wiem, że prawdziwy kibic stoi przy swoim klubie bez względu na wszystko, ale tu zostały przekroczone wszelkie granice, uważałem, że dalsze stanie przy Cracovii jest uporem debila, tak jak też wydawało mi się, że za stary jestem na takie psychiczne wytrwałości. Okazałem się jednak zbyt słaby wewnętrznie, by własnemu słowu sprostać, i w istocie nie spuszczałem drużyny z oka. Czy honor odzyskałem, nie wiem, ale upewniłem się nie bez sentymentu, że miłość do klubu należy do zanikającej kategorii uczuć do grobowej deski.

Pamięta pan swój pierwszy miłosny zachwyt?

- Pierwszy zachwyt tyczył koszulek. Byłem dzieckiem, nie wiedziałem, że rządzi Gomułka i panuje zgrzebność. Wszelako widząc te ekskluzywne pasy, poczułem instynktownie wyższość estetyczną Cracovii nad rywalem. Z tego zachwytu chodziłem nawet na ich treningi, podawałem piłki, oglądałem mityczne sparingi noworoczne.

I wciąż pan jeździ oglądać ich na żywo?

- Jak byłem w dobrej formie, to owszem, ale ostatnio to za duże koszta duchowe. Ekspres Warszawa - Kraków, Hotel Francuski, więc niby pełny relaks wyjazdu na mecz, do czasu wszakże, aż znajdziesz się na stadionie. Oczywiście Cracovia przegrywa, w drugiej połowie zaczyna lać deszcz i cała wyprawa staje się koszmarem. Wracasz do hotelu bez parasola, bo nie wziąłeś, nie zapowiadało się. Tak jak się nie zapowiadało, że przegrają 4:2, bo przecież, kurwa, prowadzili 2:0. Nie zapowiadało się, ale też się zapowiadało, bo przecież oni przegrywają zawsze. Dlaczego? A dlatego że rozaniela ich początkowe 0:0. Jedenastu krasych byków co tydzień wychodzi na boisko i minimalnym wysiłkiem próbuje bronić bezbramkowego remisu Szkoda gadać. Tak czy tak, wracasz w mokrych butach, a że nie masz żadnych szans na ich zmianę, suszysz je suszarką do włosów. Suszarka się psuje, po czym następuje pasmo kolejnych katastrof.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej