Tekst pochodzi z "Książek. Magazynu do Czytania" nr 20 (1/2016). Sprawdź nowy numer

W połowie szarych lat 80. wpadła mi w ręce książka "Ewolucja kosmosu i kosmologii", dzięki której mogłem na chwilę zapomnieć o tym, co się dzieje za oknem. Na brudnoniebieskiej okładce z makulatury było czarno-białe zdjęcie, na którym nic nie było widać. Od razu też rozkleiła się na wiele części.

Jedna z nich, pamiętam, zaczynała się od opowieści o Georges'u Lemaitre - młodym belgijskim księdzu katolickim, fizyku, który postawił hipotezę, że świat powstał w wyniku rozpadu jakiegoś potężnego kwantu energii albo jądra atomowego. Była to prorocza idea, zapowiadająca teorię Wielkiego Wybuchu. Przemawiały za nią świeże obserwacje uciekających galaktyk dokonane przez Edwina Hubble'a, który szczęśliwie dla kosmologii zrezygnował z kariery boksera (choć był kolejną wielką nadzieją białych na zdetronizowanie czempiona wagi ciężkiej Jacka Johnsona), żeby odkryć, że kosmos się rozszerza. A jeśli teraz się rozszerza, to znaczy, że wcześniej musiał być skurczony w mniejszej objętości.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej