- W archiwach są setki tysięcy fałszywek, których celem jest oczernianie Stalina i wspaniałej przeszłości naszego kraju. Archiwom nie wolno wierzyć! - przestrzega Iliuchin w swoim wideoblogu.
To właśnie w nagraniu wideo umieszczonym na stronie internetowej swej partii Iliuchin opowiedział, że zgłosił się do niego "pewien człowiek", oświadczając, że nie może już znieść kłamstw na temat Katynia. "Pewien człowiek" miał na początku lat 90. na polecenie Kremla kierować jedną z grup "znakomicie opłacanych" fałszerzy dokumentów, którzy pracowali w miejscowości Nagornyj w domu wypoczynkowym Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.
Tam właśnie rozmówca Iliuchina miał sporządzić tzw. notatkę Ławrentija Berii z marca 1940, w której szef NKWD proponował likwidację 25 tys. Polaków. Sam tekst dokumentu miał dostać z Kremla, naniósł go na oryginalny formularz z lat 40. i zaopatrzył podrobionymi podpisami Berii, Stalina i innych członków Biura Politycznego. W ten sposób miał stworzyć koronny dowód, że to właśnie przywódcy ZSRR skazali Polaków na śmierć.
Rozmówca Iliuchina miał się też przyznać do podrobienia innych kluczowych dla zbrodni katyńskiej dokumentów. Na początku lat 90. miały one zostać podrzucone do tajnego archiwum komitetu centralnego partii, a potem opublikowane dla "zatarcia prawdy" - czyli tego, że Polaków zamordowali Niemcy w 1941 r. To stała teza rosyjskich komunistów, konsekwentnie broniących dobrego imienia Stalina.
W rozmowie z tygodnikiem "Nasza Wersja" Iliuchin wezwał do wszczęcia dochodzenia przeciw fałszerzom i ich rzekomemu mocodawcy Aleksandrze Jakowlewie - byłym członku KC KPZR zwanym "ojcem pierestrojki".
- Rewelacje Iliuchina mogę skomentować jednym słowem - brednie. Stosuje on starą zasadę bolszewicką: "Dokumenty są przeciwko nam, tym gorzej dla dokumentów" - powiedział "Gazecie" Nikita Pietrow, historyk, który 20 lat temu wpadł na ślad "notatki Berii".
Źródło: Gazeta Wyborcza