Dokumenty trafiły do internetu na polecenie prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa. Prezydent Miedwiediew poinformował też w środę w Kopenhadze, że istnieją dokumenty dotyczące Katynia, które jeszcze nie zostały przekazane Polsce.
Dodał, że polecił już przeprowadzenie stosownych procedur i przekazanie tych materiałów stronie polskiej.
Jak powiedział szef Rosarchiw Andriej Artizow, do tej pory nigdy rosyjskie archiwa oficjalnie nie umieszczały na swoich stronach internetowych dokumentów wydanych przez władze. Jest to pierwszy tego typu przypadek w historii tej instytucji. Artizow dodał, że opublikowane dziś dokumenty przez długi czas pozostawały w archiwach. Zwrócił uwagę, że były one utajnione i dostęp do nich miało bardzo niewiele osób. Andriej Artizow przypomniał również, że są jeszcze osoby, które podają w wątpliwość dokumenty związane ze zbrodnią katyńską i mówią, że są one fałszywe i przygotowane na zlecenie. Utrzymują przy tym, że nigdy nie doszło do rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu. Twierdzą, że tę zbrodnię popełnili Niemcy.
Artizow powiedział, że w związku z tym podjęto decyzję o umieszczeniu na oficjalnej stronie Federalnej Służby Archiwalnej Rosji elektronicznych wersji oryginalnych dokumentów o Katyniu, które były przechowywane w Rosyjskim Archiwum Państwowym.
Nic nowego, choć to kolejny ładny gest Jak wyjaśnia nasz moskiewski korespondent Wacław Radziwinowicz dokumenty nie zawierają niczego nowego i nie są sensacją na miarę "białoruskiej listy katyńskiej".
Są to znane i publikowane już w Rosji i w Polsce fotokopie z "teczki nr 1" znajdującej się w archiwach Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. W teczce tej znajduje się podpisana przez Stalina, Berię i innych członków Biura Politycznego decyzja z 5 marca 1940 r., że więzionych przez NKWD Polaków trzeba zlikwidować. Jest również dokument powojennego szefa KGB Aleksandra Szelepina do Chruszczowa o "zamknięciu wszystkich spraw polskich obywateli, rozstrzelanych w 1940 roku".
Dokumenty te, strona rosyjska przekazała wcześniej Polakom w roku 1992 na polecenie prezydenta Borysa Jelcyna. Waga decyzji prezydenta Miedwiediewa o ich publikacji polega przede wszystkim na tym, że do tej pory ich wiarygodność była w Rosji podważana.
- Decyzja o zamieszczeniu dokumentów, które historycy znają od lat w płaszczyźnie pogłębiania naszej wiedzy nie będzie niczym nowym - mówi w rozmowie z radiem TOK FM dr Sławomir Dębski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Publikacja w internecie to dowód na to, że Rosja chce uciąć spekulacje, mity, które funkcjonują na marginesie debaty publicznej. Chce zadać kłam tym, którzy twierdzą iż dokumenty zostały sfałszowane, zmanipulowane - mówi Dębski.