Paweł Wroński: Jak pan odebrał przemówienie premiera Rosji Władimira Putina? Czy jego słowa mogą być początkiem procesu pojednania podobnego do pojednania polsko-niemieckiego?
Prof. Władysław Bartoszewski: Nie mam jeszcze przed sobą oryginału przemówienia premiera Putina, a z punktu widzenia zawodowca wiem, że w takim przemówieniu liczą się wszelkie odcienie języka. Słyszałem jedynie raczej słabe tłumaczenie w telewizji.
Znalazły się w nim jednak bardzo istotne elementy. Po pierwsze - jasne stwierdzenie, że polscy jeńcy zginęli z rozkazu Stalina, bardzo mocne wyrazy żalu, zapewnienie o konieczności wspólnej pamięci i deklaracje, że tej zbrodni nie można ukrywać. Po drugie - Putin odwoływał się do wspólnego cierpienia Polaków i Rosjan, ofiar Stalina pochowanych w tej samej ziemi. Z tego punktu widzenia inicjatywa budowy cerkwi w miejscu zbrodni ateistycznego systemu ma charakter ekspiacyjny.
Bardzo mocno w tym kontekście zabrzmiały słowa premiera Donalda Tuska, że my, Polacy, będziemy pamiętać o każdej indywidualnej śmierci, a także o tym, że pojednanie polsko-rosyjskie będzie zwycięstwem zza grobu ofiar Katynia.
Już jednak pojawiają się głosy, że ze strony premiera Rosji zabrakło słowa "przepraszam", a było ono kluczowe w pojednaniu polsko-niemieckim.
- Jeśli już chcemy szukać analogii, to przypomnijmy, że podczas mszy pojednania w listopadzie 1989 r. w Krzyżowej nie padło ze strony kanclerza Helmuta Kohla słowo "przepraszam". Wówczas obaj politycy [z polskiej strony premier Tadeusz Mazowiecki] podczas katolickiej mszy przekazali sobie chrześcijański znak pokoju. Niedługo potem rozpoczęły się twarde negocjacje w sprawie ostatecznego uznania granic na Odrze i Nysie Łużyckiej po zjednoczeniu Niemiec, które z naszej strony mistrzowsko poprowadził minister Krzysztof Skubiszewski.
Słowo "przepraszam" wypowiedział w świetnym przemówieniu prezydent Niemiec Roman Herzog w 1994 r., na uroczystości 50. rocznicy Powstania Warszawskiego. Te deklaracje były potwierdzane przez kolejnych przywódców niemieckich, a we wrześniu 2009 r. kanclerz Angela Merkel podczas obchodów rocznicy rozpoczęcia II wojny światowej jasno wskazała, jakie skutki hitlerowska polityka przyniosła nie tylko Polsce, ale i całej Europie.
Czyli w relacjach polsko-rosyjskich jesteśmy dopiero w okolicy mszy w Krzyżowej?
- To uproszczenie. Moim zdaniem natura stosunków polsko-rosyjskich jest inna. Można powiedzieć, że przypomina sinusoidę. W 1995 r. jako szef MSZ odwiedziłem ministra Andrieja Kozyriewa i rozmawiałem z nim o zamiarze przystąpienia Polski do NATO. Rozmowa miała charakter koncyliacyjny. W 2000 r. już byliśmy w NATO, kiedy jako szef MSZ rozmawiałem z rosyjskim ministrem Igorem Iwanowem, próbując rozwiązać kryzys po wydaleniu z Warszawy dyplomatów podejrzanych o szpiegostwo. Rozmowa miała inny charakter.
W 2000 r. odbywała się wielka uroczystość otwarcia cmentarza katyńskiego - był prezydent Aleksander Kwaśniewski, premier Jerzy Buzek, marszałkowie Sejmu i Senatu. Kto był z Rosji? Przedstawiciele administracji w randze wiceministra. A teraz w Katyniu był premier Putin, możemy więc mówić o powrocie do normalnych relacji. Ważne, że zarówno premier Putin, jak i polska strona wykazują wolę poprawy wzajemnych stosunków.
We wrześniu 2009 r. wielu krytykowało wystąpienie Putina na Westerplatte [potępił wtedy pakt Ribbentrop-Mołotow o podziale Polski między nazistów i ZSRR, ale zaznaczał, że początek wojny to były spiski, intrygi i paktowanie z Hitlerem przez zachodnie demokracje, czego efektem był m.in. układ w Monachium z 1938 r.]. Trzeba być naiwnym, by wierzyć, że przemówi z punktu widzenia Polaków. Zarówno na Westerplatte, jak i w Katyniu przemawiał przede wszystkim do Rosjan. Duża część przemówienia była poświęcona rosyjskim cierpieniom. Ważne, że otwarcie wskazywał sprawców zbrodni na polskich jeńcach i w tym wspólnym cierpieniu szukał porozumienia.
Czy wobec tego, co Putin mówił na Westerplatte, dostrzegł pan wczoraj postęp?
- Istotne jest to, że Putin konsekwentnie realizuje linię zapoczątkowaną na Westerplatte. Z politycznego punktu widzenia w tym, co powiedział, znalazło się wszystko, co należy. Ton jego wypowiedzi świadczy o tym, że w dziele wzajemnego zrozumienia poszliśmy kilka kroków do przodu.
Oczywiście pozostaje kwestia uczuć i z tego punktu widzenia trudno mówić, czy każdy czuje się usatysfakcjonowany słowami rosyjskiego premiera. Jednak jeśli ktoś spodziewał się ze strony Putina aktu pokutnego, to chyba był naiwny. Przed takim optymistycznym podejściem i nakręcaniem spirali oczekiwań przestrzegał prof. Daniel Rotfeld, człowiek świetnie obeznany w relacjach polsko-rosyjskich.
Musimy sobie zdawać sprawę, że Rosja w najbliższym czasie inna nie będzie. Premier Putin jest najpopularniejszym rosyjskim politykiem, cieszy się ogromnym zaufaniem społecznym. Ważne, że i on dostrzega konieczność prowadzenia dialogu z Polską.
Źródło: Gazeta Wyborcza