Gazeta Wyborcza nr 54, wydanie z dnia 04/03/2000
Rozkaz wymordowania około 22 tys. bezbronnych jeńców polskich wydany został na wniosek Berii 60 lat temu, 5 marca 1940 r. Figurują pod nim parafy Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa i Mikojana. Wykonanie rozkazu było drobiazgowo przygotowaną przez NKWD operacją techniczną. Wszystko było zaplanowane w najmniejszych szczegółach: kalendarzowy rozkład kolejnych transportów, rodzaj wagonów, miejsce wyładowania, sposób przewiezienia ofiar na miejsce kaźni, wreszcie egzekucja przypominająca mechanizm szybkiego zabijania bydła w nowoczesnych rzeźniach. Z tą jedną różnicą, że zamiast błyskawicznego porażania zwierząt prądem elektrycznym - strzał w tył czaszki.
Uniknąłem Katynia cudem. W bitwie pod Uściługiem dostałem się do niewoli niemieckiej. W dwa dni później wszyscy moi najbliżsi towarzysze broni, z kpt. Witoldem Herdegenem na czele, wpadli w ręce sowieckie. Ich nazwiska odnalazłem na liście wymordowanych.
Gdy wiosną 1943 r. oglądałem niemieckie zdjęcia trupów wydobytych z grobowych dołów, przyszło mi na myśl: jak mało brakowało, a byłbym jednym z nich. Przeżywałem w wy- obraźni moje ostatnie chwile. Nagle uprzytamniam sobie, że to egzekucja. Bolesne zaciskanie sznura, którym wiążą mi z tyłu ręce. Ostatnia myśl o najbliższych i ostatnia modlitwa. Ręka oprawcy chwyta mnie z tyłu za kark i pochyla nad dołem. I później już nic.
Katyńskie kłamstwo
Niedawno na ekranie telewizyjnym oglądałem drugi Katyń, tym razem w Czeczenii. Ciężarówki wypełnione stosami pomordowanych młodych mężczyzn z rękami związanymi z tyłu. Setki bezwładnych trupów spychanych do wykopanych zawczasu masowych grobów, natychmiast zasypywane koparkami, aby po ofiarach zniknął wszelki ślad.
Jedynymi świadkami mordu w Katyniu byli oprawcy. Dzięki telewizji czeczeński Katyń ogląda cały świat i - podobnie jak wtedy - wbrew tym naocznym dowodom odradza się katyńskie kłamstwo. Rzecznik Putina oświadcza, że zdjęcia filmowe nie są żadnym dowodem. Są prowokacją wyprodukowaną przez samych Czeczenów albo zachodnich dziennikarzy.
W roku 1943 wspólnikami kłamstwa katyńskiego byli sojusznicy. Rząd angielski otrzymał tajny raport złożony przez Owena O'Malleya, brytyjskiego ambasadora przy rządzie polskim w Londynie. Na podstawie dowodów pośrednich pochodzących od neutralnych ekspertów O'Malley wykazał niezbicie, że sprawcą zbrodni były Sowiety. Churchill, świadomy prawdy, przyjął i głosił sowieckie kłamstwo, że zbrodni dokonali Niemcy. To samo kłamstwo podtrzymywał Roosevelt.
Można uznać, że w czasie wojny z Hitlerem narzucała ten fałsz wyższa konieczność. Utrzymanie sojuszu ze Związkiem Sowieckim było niezbędnym warunkiem pokonania Hitlera. Nic jednak nie usprawiedliwia tego, że oba anglosaskie rządy podtrzymywały sowieckie kłamstwo po wojnie.
Gdy w końcu lat 70. Polacy w Londynie chcieli wznieść pomnik ofiar Katynia na Kensingtonie, w pobliżu kościoła Brompton Oratory, ówczesny premier brytyjski przeciwstawił się umieszczeniu na pomniku daty: 1940, bo dopiero w roku 1941 Katyń znalazł się pod okupacją niemiecką. Pomnik mógł stanąć tylko na cmentarzu, na wykupionej przez Polaków działce grobowej. Administracja Eisenhowera zignorowała w roku 1952 wyniki dochodzeń komisji Izby Reprezentantów Kongresu Stanów Zjednoczonych, która uznała winę Sowietów za udowodnioną.
Jedynego chwalebnego wyłomu w katyńskim kłamstwie dokonał brytyjski prokurator Międzynarodowego Trybunału w Norymberdze sądzącego hitlerowskich zbrodniarzy wojennych. Sir Hartley Shawcross odrzucił stanowczo żądanie prokuratora sowieckiego, by akt oskarżenia przeciw Niemcom objął zbrodnię w Katyniu.
Kłamstwo katyńskie powtarzały świadomie kolejne rządy PRL. Gdyby ówczesne władze wierzyły, że odpowiedzialność spada na Niemców, nie zabraniałyby głośnego wymieniania samego słowa "Katyń" nawet w nekrologach. Ten zakaz sam w sobie wskazywał, kto był winowajcą. Dopiero Wojciech Jaruzelski pod naciskiem czynnika społecznego w czasie wizyty w Moskwie w kwietniu 1990 upomniał się u towarzyszy radzieckich o ujawnienie prawdy.
Rosjanie w walce o prawdę
Walkę o przełamanie katyńskiego kłamstwa podjęła i wysunęła na plan pierwszy prasa drugiego obiegu w połowie lat 80. Skierowane do Rosjan apele o dostęp do dokumentów i ujawnianie prawdy znalazły mocny oddźwięk w środowisku rosyjskich demokratów skupionych wokół Memoriału. Już w roku 1987 działacze Memoriału z własnej inicjatywy podjęli próby dotarcia do pilnie strzeżonych, tajnych teczek.
Pionierem działającym na własną rękę był historyk wojskowości Jurij Zoria. Przez całe lata prowadził wytrwale walkę o dostęp do najgłębiej ukrytych, wydzielonych teczek, uwieńczoną odkryciem dokumentalnych dowodów, że wykonawcą zagłady było NKWD. Owocem tych, często bardzo ryzykownych, wysiłków był zbiór "Dokumentalna kronika Katynia", ogłoszony w 1989 r. w sprawozdaniu z naukowej konferencji archiwistów.
Zoria nie był odosobniony. Lista rosyjskich historyków, archiwistów, prokuratorów i dziennikarzy, którzy zdobywali i ogłaszali dokumenty albo przekazywali je bezpośrednio Polakom, jest bardzo długa. Odkrycie dokumentów i wskazanie ich lokalizacji umożliwiło stronie polskiej domaganie się ich kopii od Gorbaczowa, a później Jelcyna. Władze sowieckie, a później rosyjskie nie mogły twierdzić, że dowody nie istnieją, Polacy bowiem wskazywali, gdzie je można odnaleźć, podawali ich numerację, daty itd.
Największą zasługą działaczy Memoriału stało się odszukanie w Miednoje i w Charkowie nieznanych miejsc kaźni i masowych grobów jeńców ze Starobielska i Ostaszkowa. Prof. Rudolf Pichoja, wieloletni dyrektor archiwów państwowych, był tym, który wręczył Wałęsie corpus delicti w postaci rozkazu morderstwa z 5 marca 1940 r. Prokurator wojskowy płk Aleksander Trietecki był współautorem rzetelnego raportu Komisji Dochodzeń powołanej na użytek najwyższych władz, kończącego się wnioskiem, że wina Sowietów jest w pełni udowodniona.
W 1993 r. Trietecki został przeniesiony na wschód Rosji. Inny prokurator wojskowy Stiepan Rodziewicz, pochodzący z rodziny pisarki Marii Rodziewiczówny, oddał bezcenne usługi, przekazując stronie polskiej dowody odkryte w toku śledztwa. 17 listopada 1993 r. umówił się telefonicznie na spotkanie z konsulem generalnym RP Michałem Żórawskim. Chciał mu osobiście przekazać jakieś ważne informacje. W tym samym dniu, na krótko przed spotkaniem, zdrowy, 48-letni mężczyzna zmarł nagle na serce.
Bez aktu oskarżenia
Uwieńczeniem heroicznych zabiegów naszych rosyjskich przyjaciół w walce z katyńskim fałszem są pierwsze dwa, wydane w 1995 i 1998 r., tomy monumentalnego dzieła "Katyń. Dokumenty zbrodni". Zbiór ten wydany został po polsku przez archiwa polskie i po rosyjsku przez archiwa rosyjskie. Redakcja i opracowanie były wspólne, ale dokumenty - na tysiącu stron - wyszukali i zdobyli przeważnie Rosjanie. Bez ich udziału i pokonania przez nich oporów i przeszkód, a także bez zgody, choćby niechętnej, najwyższych władz rosyjskich w osobach Gorbaczowa i Jelcyna biała katyńska plama nie zostałaby nigdy usunięta.