http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dwie Australie. Rozmowa z Chloe Hooper

Rozmawiał Mateusz Marczewski
2011-05-05, ostatnia aktualizacja 2011-05-05 12:35

- Zachodnie przeświadczenie o tym, że Aborygeni chcą wrócić do idyllicznego stylu życia, który wiedli przed przybyciem do Australii białego człowieka, jest błędne - mówi Chloe Hooper, autorka reportażu "Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee". - Aborygeni chcą tego samego, co reszta społeczeństwa, jednocześnie kultywując pamięć o swojej kulturowej tożsamości

Chloe Hooper
Fot. Monty Coles / wyd. Czarne
Chloe Hooper
Chloe Hooper,
Chloe Hooper, "Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee", przeł. z angielskiego...
Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego

Co czwartek publikujemy rozmowy z autorami najlepszych reportaży 2010 roku. 13 maja poznamy książkę laureatkę. Zwycięzca otrzyma 50 tys. zł, a jeśli zostanie nim autor zagraniczny, nagrodę - 15 tys. zł - dostanie także jego tłumacz.

Chloe Hooper, "Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee", przeł. z angielskiego Agnieszka Nowakowska, wyd. Czarne, Wołowiec

Mateusz Marczewski**: Zbierając materiały do książki "Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee" spędziła Pani sporo czasu na Palm Island, którą zamieszkuje społeczność aborygeńska. Udało się Pani nawiązać bliższe relacje z jej mieszkańcami?

Chloe Hooper*: W trakcie pobytu na wyspie zaprzyjaźniłam się z wieloma ludźmi. Oczywiście, szczególnie bliskie stosunki nawiązałam z rodziną Camerona Doomadgee'a, bohatera mojego reportażu. To naturalne: pisząc książkę, której osią jest jego tragiczna śmierć, automatycznie jej częścią stali się również ludzie mu bliscy. Od początku starałam się jednak utrzymać przejrzystą relację, która pozwoli zachować reporterski obiektywizm. Byłam tam po to, by dokumentować walkę rodziny Doomedgee'a o sprawiedliwość. Ale jednocześnie byłam pisarką ze swoim notatnikiem, rzuconą w sam środek wydarzeń. Taka rola jest jednak bardziej skomplikowana aniżeli czysta przyjaźń.

Pytam o relacje, bo o rdzennych mieszkańcach Australii krąży wiele stereotypów. Jednym z nich jest agresja i skłonność do popełniania przestępstw.

- Coś w tym jest. Rdzenni Australiczycy stanowią około dwóch procent całej populacji kontynentu, ale w niektórych regionach kraju do więzień trafia aż dwadzieścia razy więcej Aborygenów aniżeli białych obywateli. Surowość naszego systemu sprawiedliwości tylko częściowo wyjaśnia nadreprezentację ludzi, którzy czują się wykluczeni tylko z tego powodu, że należą do najbardziej marginalizowanej części społeczeństwa. Aborygeni osadzeni w więzeniach to ofiary bezdomności, uzależnień, nieleczonych chorób. Ich fatalna kondycja spowodowana jest również brakiem edukacji i możliwości ekonomicznych, których dostępność mogłaby odmienić ich życie.

"Wysoki " to opowieść o jednej śmierci i jednym procesie sądowym. Czy można powiedzieć, że jest ona metaforą dzisiejszej Australii?

- Ta książka jest pewnego rodzaju szkicem albo próbą zdokumentowania pojedynczego przypadku, który jednocześnie pokazuje szerszy problem realacji rasowych w Australii XXI wieku. Fatalne w skutkach spotkanie Camerona Doomadgee z białym policjantem Chrisem Hurleyem obrazuje zderzenie czarnej i białej Australii. Hurley utożsamia biały autorytet, Doomadgee dysfunkcję aborygeńską. W całej idei pojednania dwóch Australii gorzkim żartem jest to, że zarówno życie Doomadgee, jak i Hurleya rzekomo ważą tyle samo.

Premier Kevin Rudd przeprosił w 2008 roku społeczność aborygeńską za "Skradzione Pokolenia" - proceder siłowego odbierania rodzicom dzieci, który trwał do lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Czy ten symboliczny gest wystarczył, by zadośćuczynić niesprawiedliwości, której Aborygeni doświadczyli przez dziesięciolecia?

- Wydaje się niemożliwym zadośćuczynić rasizmowi i niesprawiedliwości, jakiej doświadczyli Aborygeni od czasu przybycia białego człowieka do Australii. Wielu Aborygenów jednak, tak jak i białych zresztą, przeprosiny premiera odebrało jako poruszające, a nawet oczyszczające. Taki publiczny gest może zyskać szersze, społeczne znaczenie, a także zwrócić uwagę zbiorowości na przeszłość. Niestety, dobra wola, a nawet poznanie historycznej prawdy nie jest w stanie w żaden sposób zlikwidować różnicy siedemnastu lat, jaka dzieli średni wiek śmierci białego i rdzennego mieszkańca Australii, a także wysokiej śmiertelności dzieci w obrębie rdzennej społeczności.

Co zatem robi rząd australijski, by im pomóc?

- Rząd Australijski ma niewiarygodnie złe wyniki w niwelowaniu niesprawiedliwości rasowej, a wiele z tragicznych posunięć, w tym siłowe odbieranie rdzennych dzieci było dokonywanych pod auspicjami rządu. Problemy, jakie stają przed Aborgenami społeczności położonych w odległych rejonach, takich jak Palm Island, są na tyle złożone, że pomoc organizacji i służb rządowych, która do nich dociera, jest nieskuteczna - starania zostają zniweczone przez biurokratczną maszynę.

Czy asymilacja to właśnie to, czego oczekuja Aborygeni?

- Większość rdzennych Australijczyków mieszka w dużych miastach. Zachodnie przeświadczenie o tym, że Aborygeni chcą wrócić do idyllicznego stylu życia, który wiedli przed przybyciem do Australii białego człowieka, jest błędne. Nie ma takiej możliwości, by przywrócić ich dawny, nomadyczny styl życia. Wymagałoby to cofnięcia wskazówek zegara i wymazania pamięci o okrucieństwach kolonializmu. Mam wrażenie, że Aborygeni chcą tego samego, co reszta społeczeństwa, jednocześnie kultywując pamięć o swojej kulturowej tożsamości.

Co Pani sądzi o szansie stworzenia jednorodnego społeczeństwa, złożonego z dwóch całkowiecie odmiennych grup kulturowych? Jak będzie wyglądać przyszłość?

- Głęboko zakorzeniony rasizm i wciąż obecne uprzedzenia dominują życie Aborygenów. Z drugiej jednak strony, co pokazuje spis ludności, coraz więcej ludzi zaczyna identyfikować się jako potomkowie Aborygenów. Wciąż tworzą się związki mieszane, tym samym coraz więcej ludzi ma krewnych wśród Aborygenów. Sądzę, że z czasem zbiorowa przemiana powoli rozmyje istniejące uprzedzenia i podziały rasowe.

* Chloe Hooper - rocznik 1973. Pisarka i dziennikarka, mieszka w Melbourne. Jej debiutancka powieść "A Child's Book of True Crime" (2002) była nominowana do brytyjskiej Orange Prize i uhonorowana przez "The New York Times" tytułem "Notable Book of the Year". Międzynarodowy rozgłos przyniósł Hooper artykuł o śmierci Camerona Doomadgee, członka aborygeńskiej społeczności Palm Island na północno-wschodnim wybrzeżu Australii, opublikowany w 2005 roku na łamach "The Monthly". Reportaż wyróżniono najbardziej prestiżową australijską nagrodą dziennikarską Walkley Award. Powstała na jego kanwie książka "Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee" łączy w sobie dokument, pełen napięcia kryminał i bogate studium historii i kultury Aborygenów.

** Mateusz Marczewski (rocznik 1976), autor aborygeńskiej opowieści "Niewidzialni" (2008). Publikuje w "Polityce", "Tygodniku Powszechnym", "Gazecie Wyborczej", "Znaku", "Przeglądzie Powszechnym".


Źródło: Gazeta Wyborcza
Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1