http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

''Wszyscy zdradzili wojenne kobiety''. Rozmowa ze Swietłaną Aleksijewicz

Rozmawiała Lidia Ostałowska
2011-04-28, ostatnia aktualizacja 2011-05-05 12:36

- Wojna nie ma ludzkiej twarzy - mówi Swietłana Aleksijewicz. - Ale ja patrzę na wojnę oczami kobiet. Daję im prawo głosu, aby opowiedziały o swojej kobiecej wojnie, a nie o męskiej. Kobieta pamięta co innego, inaczej pamięta. Pamięta kolor, zapach, ma dużo uczuć, których nie mają mężczyźni

Swietłana Aleksijewicz, ''Wojna nie ma w sobie nic z kobiety'', przeł. z rosyjskiego Jerzy Czech, wyd. Czarne, Wołowiec
Swietłana Aleksijewicz, ''Wojna nie ma w sobie nic z kobiety'', przeł. z...
Swietłana Aleksijewicz
Fot. Margarita Kabakova
Swietłana Aleksijewicz
Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego

Co czwartek publikujemy rozmowy z autorami najlepszych reportaży 2010 roku. 13 maja poznamy książkę laureatkę. Zwycięzca otrzyma 50 tys. zł, a jeśli zostanie nim autor zagraniczny, nagrodę - 15 tys. zł - dostanie także jego tłumacz.

Swietłana Aleksijewicz, "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety", przeł. z rosyjskiego Jerzy Czech, wyd. Czarne, Wołowiec

Lidia Ostałowska, "Gazeta Wyborcza": Dla powojennego pokolenia radzieckiego opowieść o wojnie i zwycięstwie była elementem wychowania, ale i indoktrynacji. Co sprawiło, że postanowiła pani przyjrzeć się jej bliżej? Sprawdzić, czy jest pełna i prawdziwa?

Swietłana Aleksijewicz*: Wychowałam się na powojennej wsi, gdzie prawie w ogóle nie było mężczyzn. Nie pamiętam męskich głosów, pamiętam tylko kobiece. I kobiecy płacz. Kobiety bardzo dużo mówiły o wojnie, przede wszystkim o tym. W tych opowieściach była zupełnie inna wojna niż ta, o której czytałam w książkach. Ojciec o wojnie milczał, poszedł na nią, mając niespełna 18 lat, i było widać, że doznał takiego szoku, że nie wracał do tego tematu.

Babcia inaczej, szłam z nią kiedyś za rękę przez pole. Nagle powiedziała, żebym nie biegła i się nie śmiała. Dlaczego? Bo na tym polu było tylu zabitych, że niemieccy i radzieccy żołnierze leżeli na sobie. Swoich się pochowało, a Niemcy jeszcze długo leżeli pod gołym niebem, ich szczątki usunęły traktory. Babcia uczyła mnie kochać. Ostatni ręcznik dała rannemu niemieckiemu żołnierzowi, bo leciała mu z nogi krew. Dla niej to był mały chłopiec, a nie żołnierz. O takich polach nigdy nie czytałam w żadnej książce, a w szkole uczyli nienawidzić.

Kiedy dorosłam, wyjechałam do miasta. Przyjeżdżałam do rodziców (byli wiejskimi nauczycielami), widziałam, jak straszna pamięć umiera razem z ludźmi. Umierały głosy świadków.

Wojna to moja dziecięca trauma. My, dzieci, żyliśmy wśród ciągłych opowiadań o śmierci. Na białoruskiej wsi mówi się o wszystkim nie tylko w domu, ale i na ulicy, za stołami w święta. Mówi się chórem. W moich uszach do tej pory dzwoni ten chór, który czasem stawał się smutnymi białoruskimi pieśniami.

Gdy ukończyłam dziennikarstwo, próbowałam pisać o tym w gazetach, ale drukowali tam inną prawdę - o wiele mniej bólu i śmierci. Szczególnie bulwersowało redaktorów to, że kobiety "opowiadały o nie tej wojnie". Za dużo było w tych opowieściach goryczy i ludzkiego zdumienia nad tym, co jeden człowiek może zrobić drugiemu. Jak łatwo z człowieka wychodzi zwierzę. Kobiety zawsze mówiły o wojnie ze zdumieniem.

Chociaż aż milion kobiet walczyło na froncie, to mężczyźni nie dopuścili ich później do głosu. Dlaczego? I dlaczego kobiety wstydziły się swojej przeszłości, ukrywały ją? Czemu faceci nie chcieli się z nimi żenić?

- Mężczyźni uważali, że wojna to ich sprawa, ich terytorium. Ale kobiety wmieszali we wszystkie wojenne specjalizacje: były kanonierkami, pilotkami, strzelały z automatów Kobiety dały zwycięstwu ofiarę, na którą ani mężczyźni, ani społeczeństwo jako całość, nie byli gotowi.

To było radzieckie patriarchalne społeczeństwo. Kobietom przyznawano tradycyjne role: matki, kochanki, robotnicy. Ale nie mogły być równe mężczyźnie na wojnie. Chociaż państwo skorzystało z kobiet w najtrudniejszych czasach, po zwycięstwie szybko o tym zapomniano. A pierwsze, o których zapomnieli, to te, które wynosiły ich z placu boju i ognia.

Powróciwszy do domu, żenili się nie ze swoimi przyjaciółkami z frontu, które podczas wojny odwykły od chodzenia na wysokich obcasach i w sukienkach, ale z młodymi dziewczynami w pantoflach. Wszyscy zdradzili wojenne kobiety. Państwo też.

Nie zapomnę przypadku, kiedy dziewczyna wróciła z wojny z orderami - bohaterska dziewczyna. Pobyła w domu kilka dni, matka ze łzami w oczach spakowała jej torbę na drogę. "Idź. Masz jeszcze dwie siostry. Kto je weźmie za żony, jeśli ich siostra była na wojnie. Wszyscy uważają was za prostytutki".

Mężczyzn po wojnie było mało, kobiety walczyły ze sobą o kawalerów. Te, które były na wojnie, nazywano nie bohaterkami, ale materacami dla facetów frontowymi k Kto się ożeni z kobietą, która była ranna albo kontuzjowana.

Chowały swoje odznaczenia, dokumenty o ranach, chciały być jak inne. Beztrosko żartować, tańczyć Ale to nie wszystkim się udawało. Z wyglądu miały po 20-25 lat, ale dusza każdej była zmęczona - tyle wszystkiego widziały, przeżyły. Jedna z moich bohaterek, pielęgniarka asystująca przy operacjach, wspomina: "Odcięli rannemu rękę albo nogę, trzeba ją było wynieść. Mieliśmy taką specjalną jamę do tego, niesiesz jak dziecko!". Spróbuj coś takiego zapomnieć!

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety. A z mężczyzny?

- Wojna nie ma ludzkiej twarzy Ale ja patrzę na wojnę oczami kobiet. Daję im prawo głosu, aby opowiedziały o swojej kobiecej wojnie, a nie o męskiej. Kobieta pamięta co innego, inaczej pamięta. Pamięta kolor, zapach, ma dużo uczuć, których nie mają mężczyźni. Kobiety pamiętają więcej swoich emocji.

Mężczyźni pamiętają czyny, wojenne zadania. Mężczyzn od dziecka przygotowuje się do myśli, że może być wojna. Że oni będą strzelać, jeżeli będzie taka potrzeba. Kobiet się tego nie uczy. Nie są przygotowywane, żeby wykonywać taką pracę.

Źródło: Gazeta Wyborcza
Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':