Nagroda im. Ryszarda KapuścińskiegoCo czwartek publikujemy rozmowy z autorami najlepszych reportaży 2010 roku. 13 maja poznamy książkę laureatkę. Zwycięzca otrzyma 50 tys. zł, a jeśli zostanie nim autor zagraniczny, nagrodę - 15 tys. zł - dostanie także jego tłumacz.
John Pomfret, "Lekcje chińskiego. Dzieci rewolucji kulturalnej i dzisiejsze Chiny", przeł. z angielskiego Jan Halbersztat, wyd. Ushuaia.pl, WarszawaMaria Kruczkowska, "Gazeta Wyborcza": Na początku lat 80. mało który student amerykański jeździł na studia do Chin. Co pana tam ściągnęło? John Pomfret *: Ówczesne Chiny to było coś najbardziej zbliżonego do podróży międzyplanetarnej, w jaką można się wybrać, nie opuszczając orbity ziemskiej. Było to naprawdę bardzo daleko.
A swoją drogą Ameryka miała obsesję na punkcie Chin przez ponad wiek przed powstaniem ChRL. Ta obsesja powróciła i nasiliła się, gdy Chiny otworzyły się na świat. A ja, młody człowiek, który w Ameryce studiował chińską historię, język, ekonomię i politykę, dałem się porwać przez tę falę.
Jakie Chiny zapamiętał pan z tego okresu?- Biedne, ale egalitarne, nadal represyjne, ale niesłychanie spragnione wiedzy o świecie. Ludzie mieli tam jeszcze czas, by przegadać całe popołudnie. Teraz już tak nie jest.
W latach 80. zaczął pan pracować jako reporter w Chinach. Po Tiananmen został pan wydalony. Czy pana rozmówcy o tym w ogóle wiedzieli i jakie to na nich robiło wrażenie?- Zostałem wydalony w 1989 r., ale już w '90 i w '91 mogłem znowu przyjechać na krótko. A w '98 dostałem akredytację jako stały korespondent "Washington Post". To mi w żadnym stopniu nie utrudniło pisania. Tamto było dawno i już się nie liczyło.
Jak pan wybierał bohaterów książki i co chciał pan przez nich opowiedzieć o Chinach?- W roczniku '82 na wydziale historii w Nankinie było nas 63. Postanowiłem skupić się na nich. W 2003 r. przeprowadziłem wywiady z 58 z nich i ograniczyłem mój wybór do piątki. Poszukiwałem postaci typowych dla ówczesnych Chin. Chciałem znaleźć:
1. chińskiego kadrowca, bo w zachodnim pisarstwie o Chinach tacy ludzie i ich życiorysy są prawie nieobecne, chociaż to właśnie oni najbardziej zmienili ten kraj;
2. biznesmena o trudnej drodze życiowej - to właśnie "Książkowy Idiota" Zhou;
3. dysydenta, którego chciałem pokazać prawdziwiej niż często heroizowany sposób, w jaki się o nich pisze na Zachodzie;
4. romantyka - to Mała Guan, jedyna postać kobieca w reportażu;
5. ofiarę.
Jak się udało przekonać Chińczyków, by tyle panu powiedzieli? - Kiedy zawęziłem grupę potencjalnych postaci do 10-15 osób, często się z nimi spotykałem. Sporo czasu przegadaliśmy - w ten sposób ich poznawałem. Wiele dowiedziałem się też od ich kolegów z roku, co dało mi kontekst do ich historii. Od niektórych studentów dostałem dzienniki, jakie prowadzili w tamtych latach, co mi naświetliło niektóre szczegóły z życia moich głównych postaci.
Nie wiem, czy pani to zauważyła, ale ludzie, z którymi przeprowadza się wywiad, zawsze dostosowują się do poziomu wiedzy rozmówcy. Więc im więcej wiedziałem o moich kolegach z klasy od ich kolegów, tym bardziej oni otwierali się przede mną.