http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Śmierć jako metafora

Mateusz Marczewski*
2011-03-31, ostatnia aktualizacja 2011-03-31 13:20

Książka Chloe Hooper wyprowadza śmierć aborygeńskiej jednostki z kontekstu statystyki i wszechobecnego newsa. Niewielu przed Cameronem Doomadgee miało takie szczęście - większość ginęła anonimowo, po cichu, bez wskazywania winnych

Chloe Hooper ''Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee''
Chloe Hooper ''Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee''
ZOBACZ TAKŻE
Chloe HOOPER, "Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee", przeł. z angielskiego Agnieszka Nowakowska, wyd. Czarne, Wołowiec

Chris Hurley - biały policjant wierny idei pomocy "ubogim i nieobmytym", którą wpojono mu w katolickiej szkole, trafia do osady aborygeńskiej na Palm Island. Rajska nazwa wyspy jest mylna. Ten kawałek lądu leżący u wschodniego wybrzeża Australii to pobojowisko po tym, co zostało z dawnej świetności Aborygenów. Żyją tu ludzie, których zderzenie z kulturą białych siłą odrzutu umieściło gdzieś pomiędzy degeneracją a wieczną, nieutuloną nostalgią za czasami, w których wszystko było na swoim miejscu, łącznie z Bogiem. Biali takich miejsc unikają - ile można patrzeć na atrybuty świata wykluczonych: rozboje, gwałty, samobójstwa, wynikające ze skrajnej rozpaczy pogłębionej alkoholem i narkotykami. Hurley ma jednak zapał i wieloletnie doświadczenie pracy w społecznościach aborygeńskich. 19 listopada 2004 roku, w trakcie rutynowego patrolu, zatrzymuje Camerona Doomadgee za znieważenie policjanta. Doomadgee jest mocno pijany, ale trzyma się na nogach jak relacjonują świadkowie. W celi dochodzi do szarpaniny. Policjant i zatrzymany lądują na ziemi. Ranny Aborygen wzywa pomocy, nikt mu jednak nie pomaga. Chwilę później umiera. Tu zaczyna się książka Chloe Hooper "Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee".

W osadzie, o jakich policjanci mawiają, że "gdy dzieciak z piątej klasy powie o babci swego kolegi 'dziwka', robi się zadyma na trzysta osób" pojawiają się prokuratorzy, prawnicy reprezentujący rodzinę ofiary i dziennikarze. Wśród nich zjawia się i ona. Dziennikarka, pisarka, autorka debiutanckiej, świetnie przyjętej powieści przygląda się wizjom lokalnym, wysłuchuje opowieści ludzi, zagłębia się w wielwarstwowy problem życia na marginesie społeczeństwa, zostaje aż do ogłoszenia wyroku, a potem pisze "Wysokiego", gdzie relacjonuje dzień po dniu przebieg całej sprawy aż do ogłoszenia wyroku.

Smutny kres kultury Aborygenów zwykle dociera do Europejczyka w formie skondensowanej. Kilka dat i znaczących wydarzeń, osadzonych na osi czasu liczonej od momentu przybycia Jamesa Cooka do Zatoki Botanicznej w 1770 roku, mówią nam wszystko o krachu tej kultury. Łatwiej definiuje się dwustuletni konflikt poprzez kamienie milowe aniżeli los jednostki. Dlatego między innymi wstrząsem był opublikowany w 1997 roku raport "Bringing them home", w którym po raz pierwszy ujawniono relacje aborygeńskich dzieci - ofiar przymusowej asymilacji (tzw. "Skradzionych pokoleń"). Oczywiście, zdarzały się wcześniej pojedyncze przypadki śmierci, o których zrobiło się głośno: tak było na przykład z Albertem Namatjirą, aborygeńskim malarzem, którego akwarele podbiły w latach czterdziestych świat sztuki, a wśród jego wielbicieli znalazła się Królowa Elżbieta II. W dowód uznania nadano mu poszerzone prawa obywatelskie: mógł kupić dom, a także nabywać alkohol. Jako członek społeczności klanowej nadal był jednak związany niepisanymi zasadami, między innymi obowiązkiem dzielenia się z członkami swojej społeczności tym, co posiada. Poproszony kupił mężczyźnie alkohol, a ten w pijackim amoku zabił swoją żonę. Osądzony Namatijra zmarł kilka lat później dręczony wyrzutami sumienia, a jego śmierć stała się symbolem rozdarcia pomiędzy dwoma kulturami. Ale takich historii nie ma wiele.

Czytając "Wysokiego" nie sposób nie pomyśleć o książce "Z zimną krwią" Trumana Capote'a. W amerykańskim arcydziele osią narracyjną również było śledztwo rekonstruowane z matematyczną dokładnością, przeplatające się z wrażliwą obserwacją realiów, w jakich doszło do tragedii. U Hooper precyzja reportera miesza się z liryką i gdzieś na styku tego dwugłosu kształtuje się opowieść o nierówności. Intencją Hooper jednak nie jest kreślenie panoramy zawiłej relacji białych i Aborygenów, a raczej opis konkretnego wydarzenia, które staje się metaforą społecznego problemu. Czy autorka powiedziała coś szczególnego o trwającym dwieście lat koszmarze rdzennych mieszkańców Australii? Opowiedziała o jednym przypadku a "Wysoki" stał się trwałym zapisem śmierci i niesprawiedliwości, jakiej ofiarą padł Cameron Doomadgee. Książka Hooper wyprowadza śmierć aborygeńskiej jednostki z kontekstu statystyki i wszechobecnego newsa. Niewielu przed Cameronem Doomadgee miało takie szczęście - większość ginęła anonimowo, po cichu, bez wskazywania winnych. Hooper w "Wysokim" jest zainteresowana śmiercią, ale bardziej interesuje ją wina i idąca za nią odpowiedzialność, której zakres powinny ustalać sądy służące demokratycznemu społeczeństwu. Przypatrując się twarzy policjanta wchodzącego na salę rozpraw, pyta sama siebie: "a jeśli grzech jest zaraźliwy? A jeśli w walce z dzikością, samemu się dziczeje?" Wtedy, moim zdaniem, stawia zasadnicze pytanie tej książki.

* Mateusz Marczewski (rocznik 1976), autor aborygeńskiej opowieści "Niewidzialni" (2008). Publikuje w "Polityce", "Tygodniku Powszechnym", "Gazecie Wyborczej", "Znaku", "Przeglądzie Powszechnym".

Źródło: Gazeta Wyborcza
Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1