Wrócilem z Afryki w 1967 roku i właściwie nie wiedziałem, co dalej będę robił. Zbliżała się 50. rocznica Rewolucji Październikowej i mój pracodawca, czyli Polska Agencja Prasowa, nie wiedząc co ze mną zrobić, postanowiła mnie wysłać do ZSRR, żebym napisał cykl reportaży związanych z rewolucją
Nie miałem ochoty pisać tych reportaży, ale nie chciałem stracić szansy wyjazdu. Wyjeżdżało się wówczas bardzo rzadko, bardzo trudno było wyjechać, więc jeżeli nadarzała się taka okazja, to człowiek chciał z niej skorzystać. I wówczas kierownik działu zagranicznego "Polityki", Henryk Zdanowski, poradził mi: "Słuchaj, jedź. Znasz drugą stronę Azji, i Pakistan, i Afganistan, i Iran, i Indie. Napisz, jak to się ma do tej części Azji, która stanowi część Związku Radzieckiego, itd." Ten pomysł mi się spodobał.
Objechałem Tadżykistan, Kirgistan, Uzbekistan, Kazachstan i pozostałe republiki. Chciałem napisać naprawdę uczciwy reportaż, lecz nie wiedziałem, jak to zrobić. Postanowiłem sobie, że nie będę pisał o polityce, tylko o wielokulturowości republik, bo uderzyło mnie, że pod tą oficjalną, sztywną skorupą Związku Radzieckiego, te kultury tam żyły, to wrzenie kulturowe było cały czas wyczuwalne. Poczucie odrębności i godności bycia Tadżykiem, czy Kirgizem, czy Uzbekiem było bardzo silne. W związku z tym przed pisaniem zagłębiłem się w studiowanie historii kultury islamu, kultury Azji.