Gwatemala nie jest krajem wiecznej wiosny - jest krajem wiecznej tyranii. Jesteśmy ludem gnębionym i zmuszonym do milczenia. Ludem zamkniętym w sobie, który nie rozmawia i nie śpiewa: nasze milczenie składa się z pieśni, których nie wolno nam było wyśpiewać.
Na naszej smutnej ziemi pogodna pieśń zabrzmiałaby jak wystrzał.
Luis Cardoza y Aragon ?Guatemala - las lineas de su mano? Zdaję sobie sprawę, że reportaż ten zawiera strony szokujące, uważam więc za konieczne powiedzieć, że każde jego zdanie jest oparte na dokumentach, a moje wrażenia osobiste stanowią tylko marginalną część całości. Jest to reportaż o porwaniu i śmierci hrabiego Karla von Spreti, ambasadora NRF w Gwatemali. Ale nie tylko o tym. Jest to również reportaż o zbrodni jako narzędziu panowania. A także o mechanizmach intensyfikacji terroru w kraju, w którym inne metody rządzenia i dominacji kolonialnej są już niemożliwe. Z powodu zabójstwa hrabiego von Spreti Gwatemala stała się na kilka dni krajem głośnym. Wyjątkowa to była sytuacja. W rzeczywistości prawdziwi mordercy pracują w tym kraju po cichu, a lokalna propaganda dba o to, żeby żaden krzyk nie dotarł do uszu człowieka z Europy, Afryki czy z samej Ameryki Łacińskiej. Hiszpański, socjolog Juan Maestre nazywa Gwatemalę ?Wietnamem Ameryki Środkowej?. I to jest Wietnam, tyle że na mniejszą skalę. Poza tym to jest Wietnam, do którego Stany Zjednoczone nie chcą się przyznać, żeby nie stwarzać zaraźliwego i kłopotliwego przykładu narodu walczącego o wolność wewnątrz strefy panowania Waszyngtonu. Ale mechanizm i sens wojny domowej w Gwatemali są takie same jak w Indochinach. Ofiarą tej wojny padł hrabia von Spreti. Ofiarą logiczną, daleko nie pierwszą i daleko nie ostatnią.
Już w pierwszej scenie jest cała Gwatemala: - wtorek, 31 marca, dwunasta z minutami w południe. Aleją, która nazywa się Avenida de las Americas, jedzie czarny mercedes. Za kierownicą<+> :- szofer Eduardo Hernandez. Z tyłu - starszy, siwy pan w okularach: hrabia Karl von Spreti, ambasador NRF. Jadą wolno, tydzień temu ograniczono w mieście szybkość do 30 kilometrów na godzinę. Kto będzie gazować co koń wyskoczy, może być ostrzelany. Hrabia jest w Gwatemali dopiero trzeci miesiąc i wierzy; że przepis to jest przepis. W pewnym momencie z bocznej ulicy wyjeżdżają dwa volkswagen i blokują mercedesowi drogę. Wóz ambasadora staje. Z volkswagenów wysiada sześciu młodych ludzi uzbrojonych w automaty. Podchodzą do mercedesa, otwierają drzwiczki i proszą hrabiego, żeby przesiadł się do nich. Von Spreti wykonuje polecenie. Po chwili dwa garbusy odjeżdżają. Hernandez czeka, aż samochody znikną. Włącza bieg i wraca tą samą aleją do ambasady. Na czym polega sens tej sceny? Na tym, że Avenida de las Americas jest ulicą ruchliwą. Dużo tu samochodów i pełno ludzi. Porwanie hrabiego musiało zająć trochę czasu. Teoretycznie można by oczekiwać, że ktoś się zatrzyma, zacznie się przyglądać, coś powie, coś krzyknie, pogna na policję. Można by oczekiwać, że zrobi się zbiegowisko. Że jakiś bardziej dociekliwy człowiek zapyta: ,,Chwileczkę, koledzy, o co właściwie chodzi?? Ale - nie, nic z tych rzeczy. Ruch odbywa się normalnie, tyle tylko, że szybciej. Kierowcy dodają gazu, kto idzie chodnikiem, przyspiesza kroku. Dla ludzi, którzy mijają dwa volkswagen blokujące mercedesa, jest teraz najważniejsze, żeby nie widzieć. Ci ludzie wiedzą, że są świadkami jakiegoś naruszenia, a w Gwatemali taktyka samoobrony człowieka z ulicy polega na tym, żeby nie być świadkiem niczego. Bo jeżeli było naruszenie, jakaś głowa musi polecieć. Ale rzadko jest to głowa sprawcy. Prawdziwy sprawca działa poza zasięgiem policji. A policja musi wykazać się sprawnością. Ten kraj nie zna wypadku, żeby winny nie został ujęty. Jest to podkreślone w każdym przemówieniu prezydenta. Ale jak ująć winnego, skoro gdzieś się zapadł, nie zostawił śladu? Nic to, i trzeba tylko odrobiny dobrej woli. Nie mając winnego, szukają świadków. Świadek zostanie zatrzymany do wyjaśnienia. Zatrzymani do wyjaśnienia czekają w więzieniu. Ale kto raz wchodzi do więzienia najczęściej, już żywy nie wraca. Jeżeli policja nie znajdzie przestępcy, świadek staje się przestępcą, ponieważ:, widzieć może oznaczać: brać udział. Prawda, że jest to tylko uczestnictwo wzrokowe, ale jednak jest to uczestnictwo. Widział i milczał. Dlaczego milczał? Bo był jednym z nich. Albo: widział i krzyczał. Dlaczego krzyczał? Zęby zmylić ślad. W każdym wypadku wina świadka zostaje dowiedziona. I w końcu nie jest ważne, żeby zginął ten, który zabił. Chodzi o to, że jakiś jeden zabił, więc jakiś drugi musi zginąć. Zbrodnia i kara mają w tym kraju twarze szare, anonimowe, których nie sposób od siebie odróżnić. Ale skoro za winy odpowiadają niewinni, mogę zginąć, ponieważ nie zabiłem. W ten sposób, kto bardziej niewinny - tym bardziej winny. I dlatego: kto bardziej niewinny - tym więcej się boi.