http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Turkmenia - republika na pustyni - część 1

2001-09-26, ostatnia aktualizacja 2001-09-26 18:20

Reportaż z tomu "Kirgiz schodzi z konia"

Aszchabad, spokojne miasto. Czasem ulicą przejedzie wołga. Czasem osiołek postuka kopytami o asfalt. Na ruskim rynku sprzedają gorącą herbatę. Jeden czajnik - 20 kopiejek. Ale czy można tak mierzyć wartość herbaty? Tutaj herbata to życie. Stary Turkmen bierze czajnik, nalewa dwie miseczki - jedną sobie, drugą podsuwa małemu blondasowi. "Nu - mówi do chłopca. - Oj, diadia - odpowiada mały - zawsze powtarzam, że nie mówi się nu, tylko na". Diadia śmieje się, może do tej samej myśli, która i mnie przychodzi: że nie można go już niczego nauczyć. Taki Turkmen, który dożył siwej brody. wie wszystko. Jego głowa jest pełna mądrości, jego oczy czytały księgę życia. Kiedy dostał pierwszego wielbłąda, poznał smak bogactwa. Kiedy zdechło mu stado owiec, poznał nieszczęścia nędzy. Widział wyschłe studnie, a więc wie. co to rozpacz, i widział studnie z wodą, a więc wie, co to radość. On wie, że słońce przynosi życie, ale wie również, że słońce przynosi śmierć, z czego me zdaje sobie sprawy żaden Europejczyk.

Wie, co to jest pragnienie i co to jest nasycenie.

Wie, że jak jest upał. trzeba się ciepło ubrać, w chałat i baranią czapę, a nie rozbierać się do skóry, jak to robią biali. Człowiek ubrany myśli, a rozebrany - nie. Człowiek nagi może popełnić każde głupstwo. Ci, którzy tworzyli wielkie dzieła, byli zawsze ubrani. W Sumerze i Mezopotamii, w Samarkandzie i w Bagdadzie mimo piekła upałów ludzie chodzili ubrani. Powstały tam wielkie cywilizacje, których nie sprzedawcy lekarstw, które można tu kupić na straganie, upaństwowieni bukiniści i fryzjerzy. Dużo fryzjerów, ale tylko męskich. Turkmenki plotą warkocze, do tego fryzjer niepotrzebny. Jest sprzedawca ołówków i zeszytów, tak fantastycznie mokry, zroszony, ociekający, jakby bez przerwy stał pod prysznicem, "Uzbek! - woła do sprzedawcy herbaty - daj czaju!" I pompuje w siebie gorący napój, miska po misce.

"Grażdanie! - woła za chwilę - podnoście kulturę! Kupujcie zeszyty! Kupujcie zeszyty!"

Cały rynek pokryty jest asfaltem, ulice też pokryte asfaltem. Ulicami jeżdżą trolejbusy rozgrzane jak marteny. Obie strony ulic są wysadzone drzewami, jest dużo trawników i kwiatów, widać tu wielką troskę o zieleń, miasto jest zadbane, jest czyste i umyte. Drzewa dają cień, ale spełniają też inną funkcję - psychologiczną. Obecność zieleni łagodzi męczące uczucie klaustrofobii, lęku zamkniętej przestrzeni, którego doznaje mieszkaniec oazy. Człowiek osiadły boi się pustyni, pustynia przejmuje go grozą. Tymczasem wystarczy dojść do granicy miasta, często wystarczy dojść do końca swojego podwórka: dookoła pustynia. Pustynia wdziera się do miasta, zasypuje place i ulice. Byłem w Nuakszott, leży na Saharze, gdzie regularnie usuwa się naniesione na asfalt zwały piachu, tak jak u nas usuwa się zimą śnieg z ulic. Widziałem w oazie Atar chłopów, których wysiłek polega na ciągłym odkopywaniu palm daktylowych zasypywanych po wierzchołek przez pustynię. Pustynia atakuje domy, dlatego nie mają okien albo okna są raz na zawsze zamknięte. W tym klimacie! A jednak w ten sposób człowiek chroni się przed pyłem, który niszczy mieszkanie, zapasy, dobytek.

Drzewa stwarzają łagodzące wrażenie, że oaza nie jest wysepką wiecznie atakowaną przez żywioł pustyni, ale fragmentem wielkiej ziemi przychylnej ludziom i roślinom,

Aszchabad jest miastem podwójnie młodym. Zaczął powstawać dopiero w 1881 roku, kiedy wojska rosyjskie, po złamaniu oporu Turkmenów, zbudowały tu fort wojenny. Fort zaczął obrastać w uliczki, powstało miasteczko. W 1948 roku, w czasie trzęsienia ziemi, jednego z najcięższych w historii współczesnej, w ciągu 15 sekund miasto zniknęło z powierzchni ziemi. Był jeden cmentarz, wspomina Misza, a po trzęsieniu: szesnaście. Z całego miasta pozostał nie ruszony pomnik Lenina.

Aszchabad, który ogląda się dzisiaj, jest miastem powstałym po klęsce, właściwie od podstaw. Amator antyków nie ma tu nic do zwiedzania.



Stolica Turkmenii liczy blisko ćwierć miliona mieszkańców. Leży na równinie, rozrzucona płasko i szeroko, bo taki typ zabudowy zwiększa odporność w wypadku trzęsienia ziemi. W 1962 roku do granic Aszchabadu dotarł Kanał Karakumski, w pobliżu miasta utworzono sztuczny zalew. Wielka woda w samym sercu pustyni jest widowiskiem imponującym. Byłem tu w niedzielę, kiedy nad zalew ściągała tłumy stołeczne. Woda ciepła, plaże doskonałe. Dużo mężczyzn nosi tatuaże, moda tu dosyć powszechna. Widziałem człowieka, który miał wytatuowany na piersi portret Lenina i Stalina.