Mimo kiepskiej aury niedzielna wycieczka, w której wzięli udział finaliści Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki, tłumacze ich książek i członkowie jury, zaczęła się od niespodzianki. Wszyscy zostali zaproszeni do pracowni pisarza w domu przy Prokuratorskiej w Kolonii Staszica na Ochocie.
- Zamieszkaliśmy tu w 1989 r., przenosząc się z małego mieszkanka przy ul. Pustola na Woli - mówiła żona Kapuścińskiego - Alicja. - Ile tu książek! To prawdziwe mieszkanie pisarza - zachwycała się Australijka Chloe Hooper, autorka książki "Wysoki", społecznego thrillera o Palm Island, tropikalnym raju australijskim, gdzie od ponad stu lat prowadzona jest brutalna polityka rasowa. - Kapuścińskiego nie znałam osobiście, ale kiedyś w Nowym Jorku byłam na jego odczycie - mówiła Hooper.
Za to pracownię mistrza dobrze zna Wojciech Górecki, autor książki o Kaukazie "Toast za przodków". - Kapuścińskiego poznałem już jako 17-latek w 1987 r. na warsztatach organizowanych przez "Sztandar Młodych" - wspomina.
- W pracowni nic się nie zmieniło od śmierci męża. Wszystkie przedmioty są tam, gdzie je pozostawił. Przybyły tylko dwie fotografie. Jedna przysłana z Hiszpanii, druga zrobiona mu przez Stasysa Eidrigeviciusa - opowiadała Alicja Kapuścińska. Odsłoniła enerdowską maszynę do pisania.
- To Kapuściński nie używał komputera? - dziwiła się tegoroczna laureatka nagrody Swietłana Aleksijewicz z Białorusi. Zaraz dodała, że sama też nie używa komputera. Pisze długopisem. Jej książka "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" to poruszające opowieści radzieckich kobiet - Białorusinek, Ukrainek, Rosjanek - z czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, jak w Rosji do dziś nazywana jest wojna z Niemcami w latach 1941-45.
- Kapuścińskiego po raz pierwszy spotkałam w Berlinie na wykładzie o Herodocie. Pamiętam, że zrobił na mnie wielkie wrażenie - mówiła Aleksijewicz.
Do niedawna mieszkała w Mińsku. Po ostatnich wyborach na Białorusi i represjach, jakie wobec opozycji rozpętał reżim Łukaszenki, wyemigrowała na Zachód.
Maszynę, książki, pracownię na swoim iPadzie skrupulatnie filmował Peter Fröberg Idling ze Szwecji, autor książki "Uśmiech Pol Pota" o Kambodży, kraju zniszczonym przez Czerwonych Khmerów.
Potem ruszyliśmy trasą codziennych spacerów Kapuścińskiego po Polu Mokotowskim. Dziś trasę tę wyznacza oddana rok temu ścieżka, jeden z najbardziej efektownych pomników warszawskich. Występujący w roli przewodnika nasz dziennikarz Darek Bartoszewicz zatrzymywał się przy kolejnych stacjach i opowiadał o pisarzu i dziejach Warszawy. Przed domkiem fińskim obok bazy MPO opowiedział, że ten skromny budynek z drewna wydawał się Kapuścińskiemu prawdziwym rajem, gdy przeniósł się tu po wojnie z ruin Warszawy. Raj trudno było sobie jednak wyobrazić, bo spadł taki deszcz, że w strugach wody niewiele było widać.