Dwie rzeczy, które Ryszard Kapuściński zabierał w każdą podróż, to klucze od domu - na wypadek, gdyby wrócił pod nieobecność rodziny - i aparat fotograficzny.- Wywoływał zdjęcia sam w naszej kuchni. Obserwował, jak na papierze pojawiają się zarysy twarzy. Bardzo się z tego cieszył i bardzo to przeżywał. To były takie trochę chłopięce zabawy - wspominała Alicja Kapuścińska.
Efekty tych zabiegów pisarz chętnie prezentował żonie. Publicznie jednak swoimi zdjęciami za bardzo się nie chwalił. Za jego życia tylko kilka razy pokazywano je na wystawach.
"Zmierzch Imperium", wystawa, którą otworzyła na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego Alicja Kapuścińska, to tylko drobny wycinek zbioru liczącego blisko 10 tys. negatywów zrobionych przez reportażystę podczas podróży po byłym ZSRR. Znaleziono je trzy lata temu w prywatnym archiwum pisarza. Na wystawę wybrano 50, w większości wykonanych na początku lat 90. Jest na nich tłum maszerujący ulicami Moskwy z antykomunistycznymi transparentami, pomnik Michaiła Kalinina przemianowany na pomnik Iron Maiden czy cysterna opatrzona napisem "mleko", lecz pełna wody.
Ekspozycję można oglądać do końca listopada. Uświetnia 14. rocznicę nadania Ryszardowi Kapuścińskiemu doktoratu honoris causa Uniwersytetu Śląskiego.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice