Niedawno czytałem w "Polityce" o Mickiewiczu. Autor utyskiwał, że syn Mickiewicza zniszczył większość dowodów, które pozwoliłyby odbrązowić nieco Adama, powiedzieć prawdę o jego życiu, bo o twórczości znamy. Teraz w rolę dobrego syna próbowała wcielić się wdowa. A dlaczego ludzie nie mieliby poznać prawdy o człowieku jakim był R.K.? Skoro ktoś się na cokół wdrapywał, tworząc swoją legendę, to powinien sobie zdawać sprawę, z tego, że przeszłość może powrócić.
Pewnie książka wpisuje się w schematy współczesnych biografii, których autorzy grzebią w przeszłości bohatera, wyciągają na światło to, co on starał się przez całe życie ukrywać. Gdzieś przeczytałem "jakiego Kapuścińskiego zobaczy ktoś z pokolenia, które nie będzie potrafiło zrozumieć PRL-owskich uwikłań". Ha. Tego pokolenia PRL-owskie uwikłania nie interesują. Dla nich to będzie jeden z wielu wątków biografii.