http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po lekturze opinii "Kapuściński bez znieczulenia" czuję się umysłowo skarlała i głupiutka

Z.J.
2010-03-01, ostatnia aktualizacja 2010-03-01 15:21

Lubię czytać w ogóle, a reportaże w szczególności. Były (do sprawy Ryszarda K.) oknem na świat i namiastką dalekich podróży. . Były...

ZOBACZ TAKŻE
Pozwalały nie tylko bywać w różnych zakątkach świata, ale dzięki pisarskim umiejętnościom autorów także poczuć zapachy, szum wiatru, piekielne gorąco, trzaskający mróz. Poznawałam niemalże fizycznie ludzi, słyszałam ich śmiech i płacz, czułam radość, strach, obojętność, widziałam ubóstwo lub bogactwo. Reportaże były dla mnie ważnym źródłem wiadomości o świecie. Były...

Dziś, po lekturze opinii "Kapuściński bez znieczulenia" z "GW" czuję się umysłowo skarlała i głupiutka jak dziewczątko z karczmy. Okazuje się bowiem, według słów Pana Leszczyńskiego, że należę do grona naiwnych czytelników, którzy wierzą reportażystom. A gdy jeszcze przeczytałam: "Można się na tę naiwność i prostoduszność zżymać, ale nie wypada jej wykorzystywać." - poczułam się winna wszystkich konfabulacji, we wszystkich reportażach świata. No bo gdybym ich nie czytała, to Oni by nie pisali...

Dziękuję Panu Leszczyńskiemu, że z troską pochylił się nad moim umysłowym ograniczeniem, że wziął w obronę przed intelektualnymi wykorzystywaczami. Bardzo dziękuję za pogłaskanie sierotki po główce, ale byłabym stokrotnie wdzięczniejsza, gdybym mogła poznać "reguły, którymi posługuje się reporter".

 Dla mnie, drażniąco naiwnej, była i jest tylko jedna reguła - obrazowe przedstawianie PRAWDY ! Jako prostoduszna czytelniczka uważam reportaż za publicystyczną literaturę faktu. Nie wyobrażam sobie, aby reportażysta, ceniący siebie, swoją pracę i czytelnika "wpychał rzeczywistość w ramy swojej wizji literackiej". Reportaż bowiem, to nie powieść, nowelka czy baśń. Jeśli zaś reportażysta czuje się literacko niewyżyty, jeśli ma wizje, niech napisze choćby nową "Starą baśń". Tylko niech nie nazywa jej reportażem z życia Wisza, jego rodu i sąsiadów.

Bowiem to co u pisarza nazwać można twórczą wyobraźnią, u reportażysty będzie konfabulacją.

Zgadzam się z Panem Leszczyńskim w jednym - Pan Domosławski swoją książką rzeczywiście zburzył zaufanie do polskich reportażystów. Uświadomił mi, jako szaremu odbiorcy, że dzisiaj, przy odrobinie talentu, można stworzyć fantastyczny reportaż nie ruszając się z domu.

Na pewno, Pan Domosławski, pozbawił mnie radości z czytania reportaży, a już zupełnie pewnym jest, że przestaną one być dla mnie źródłem wiedzy. Mam jednak nadzieję, że reportażyści też się czegoś nauczą podczas lektury tej książki. Może zadrży im ręka przed ubarwianiem swego opisu wymyślonymi zdarzeniami. Pozdrawiam Pana Domosławskiego i bardzo dziękuję Jemu za książkę.

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1