Niestety, w przypadku - jak sam wyraża się o Kapuścińskim - "Ryśka" zabrakło mu bardzo ważnej cechy: empatii. Zrozumiałem, że biografie pisarzy można i należy pisać, w sensie: nikt nikomu nie może zabronić. Sam Kapuściński wspominał w "Lapidarium", że pisanie o pisarzach to cała odrębna część współczesnej literatury. Ale Domosławski rozpoczął pracę nad książką jako osoba zaprzyjaźniona z panią Alicją Kapuścińską. Dzięki temu miał nieograniczony dostęp do archiwum pisarza. To dzięki dobrej woli pani Alicji mógł swobodnie działać i zbierać materiały. Fakt bliskiej relacji z panią Alicją ma tutaj kluczowe znaczenie: czy inny autor miałby tak dobry dostęp do materiałów źródłowych? Myślę, że nie.
Domosławski - skoro sam siebie określa jako przyjaciela Kapuścińskiego i mówi o nim per "Rysiek" - nie powinien był pisać takiej książki. Przyjacielowi nie robi się takich numerów. Nie wykorzystuje się znajomości z rodziną w taki sposób. Powinien był wycofać się z publikacji książki od razu, po otrzymaniu pierwszych negatywnych sygnałów od pani Alicji Kapuścińskiej.
Domosławski postanowił to zignorować i zrobił to, co uznał za stosowne: po odmowie wydania książki przez "Znak", znalazł innego wydawcę.
Niestety, Domosławski:
1. albo zrobił to świadomie,
2. albo się pogubił ("Widziałem najlepsze umysły mojego pokolenia zniszczone szaleństwem" Ginsberga),
3. albo chodzi o zarobienie kasy na książce o swoim "mistrzu" (sic!),
4. albo wszystko razem.
Im dłużej słucham dyskusji o książce, tym coraz bardziej skłaniam się ku opinii, że to świadoma decyzja Domosławskiego. W ciągu kilku tygodni zyskał sławę, na jaką utalentowany reporter musi pracować latami. I pieniądze: w grę wchodzą duże pieniądze. Najwyraźniej talent i przyzwoitość nie zawsze idą w parze: utalentowany Domosławski zachował się nieprzyzwoicie.
PS.
Osobiście przeszedłem w ciągu tygodnia zaskakującą metamorfozę. Od stanowiska: "pozwólcie opublikować biografię mojego ulubionego pisarza" do "po co Domosławski rani uczucia rodziny, najwyraźniej zwariował".
Z pozdrowieniami,