http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Izabela Wojciechowska*: Punctum 

d
2010-03-11, ostatnia aktualizacja 2010-03-11 13:39

11 marca. Gdy czytam tę książkę to przede wszystkim rzuca się w oczy ciemność. Wszędzie - ciemność. Wszędzie próba uwiedzenia nas ciemnością zdrady.A u Kapuścińskiego inaczej. Zawsze jasność, zawsze uśmiech, uśmiech na przywitanie, na dobry początek, uśmiech ośmielający, uśmiech zwyczajnie serdeczny i taki, który nie jest maską.

Kiedy spotykam przyjaciół Ryszarda Kapuścińskiego, kiedy widzę ludzi czytających jego książki w metrze czy w kawiarni, to czuję z nimi jakąś wspólnotę. Jesteśmy jakby wycięci z jednej formy. Po prostu uśmiechamy się i patrzymy sobie w oczy.

Słyszałam, że Artur Domosławski to ten jeden z wybranych uczniów i w dodatku przyjaciel Ryszarda Kapuścińskiego. Znajdowałam potem potwierdzenie tego w jego dedykacjach, w podarowanych Mistrzowi książkach, które napisał. Teraz, z perspektywy "Kapuściński. Non-fiction", dedykacja z roku 2002 w jego książce "Świat nie na sprzedaż" nabiera szczególnego znaczenia - "Ryszardowi, mojemu Drogiemu Mistrzowi za inspirację, życzliwość i wsparcie, Artur Domosławski, 18.V.2002 r.

Świat nie na sprzedaż A jednak na sprzedaż, bo tak traktuję prewencyjną promocję biografii Kapuścińskiego jeszcze przed jej ukazaniem się, promocję, która ma zapewnić sprzedaż dużego nakładu pozwalającego wydawnictwu - i co za tym idzie autorowi - osiągnąć duży zysk.

Wiem, że pani Alicja Kapuścińska obdarzyła Artura Domosławskiego pełnym zaufaniem, potraktowała, jak przyjaciela domu. Otrzymał od niej wszelkie możliwe kontakty i pomoc, bo przecież "pisał książkę o Ryśku". Został dopuszczony do tajemnic pracowni pana Ryszarda na poddaszu. Dostawał klucz i siedział tam godzinami przez nikogo niepilnowany. Wynosił z pracowni do swojego domu wycinki i dokumenty. Piszę wynosił, nie pożyczał, ponieważ niektórych z nich do tej pory nie zwrócił Zastanawiam się, kiedy je zwróci i jak wtedy spojrzy w oczy pani Alicji Kapuścińskiej.

Nie pożądaj...

Ryszard Kapuściński w "Rwącym nurcie historii" napisał: "Prawa człowieka, dekalog, szacunek dla ludzkiego życia - nie zawsze pamiętamy, że to sprawy podstawowe". Dekalog. Dziesiąte przykazanie to bardzo trudne przykazanie. Nie pożądaj rzeczy bliźniego swego to również nie bierz czyjegoś nazwiska, nie wykorzystuj go. Nazwisko Kapuściński otworzyło Domosławskiemu wiele drzwi, gdy zbierał materiały do swojej "Non-fiction". Wszyscy chętnie udzielali mu informacji. Listę tych osób znajdziemy na końcu książki. Niektórym z nich autor nawet dziękuje. Wśród nich znajdują się pani Alicja Kapuścińska i siostra pana Ryszarda, pani Barbara. Jednak, nie jestem pewna, czy wszystkie wymienione osoby będą zadowolone z kontekstu, w jakim się znalazły. Myślę, że pan Artur Domosławski bardzo boleśnie naruszył prywatność swoich rozmówców, naruszając prywatność Kapuścińskiego. Dotyczy to szczególnie osób najbardziej bliskich Kapuścińskiemu - Żony i Córki. Wykorzystał w swojej książce prywatne rozmowy z panią Alicją Kapuścińską, nie informując jej, jaką książkę ostatecznie zdecydował się napisać. Natomiast rozdział o córce Kapuścińskiego, Zojce, napisał nie rozmawiając z główną bohaterką.

Trzy życia

Pośród cytatów, którymi Domosławski rozpoczyna swoją książkę, jest motto z Gabriela Garcii Marqueza, który tak napisał do swojego biografa Geralda Martina: "Każdy człowiek ma trzy życia: publiczne, prywatne, sekretne". Wszyscy to wiedzieliśmy, że Ryszard Kapuściński wyraźnie oddzielał swoje życie prywatne od zawodowego i miał i ma do tego prawo. Domosławski widocznie o tym zapomniał. Zapomniał także, pisząc biografię, że Kapuściński był znakomitym fotografem. To drugi, powoli odkrywany język Kapuścińskiego, z którego wiele można wyczytać o nim samym i jego stosunku do świata. To język nieprzetrawiony, to język emocji, język chwili - daleki od czasami zbyt jednoznacznej fotoreporterki.

Domosławski, zapominając o fotograficznym świecie Kapuścińskiego, nie zapomina posłużyć się jego metodą w opisie m.in. fotografii z jego prywatnego archiwum. Musi to zrobić, ponieważ chce w ten sposób uwiarygodnić swoją wiedzę o dzieciństwie i domu rodzinnym Kapuścińskiego. Robi to także z innego powodu. Nigdy nie uzyskałby zgody na opublikowanie ich w tego rodzaju biografii.

Stosuje "zapożyczoną" metodę opisu fotografii, ale kompletnie nie rozumie jej istoty. Każdy fotograf wie, że zdjęć się nie opisuje, zdjęcia się ogląda. Ryszard Kapuściński też o tym doskonale wiedział i dlatego opis fotografii w "Szachinszachu" jest świadomym i celowym zabiegiem. Odkrywa nowe narzędzie reporterskie, jakim jest wyłuskiwanie z fotografii pamięci o świecie, którego już nie ma. To genialna metoda.

Dwie fotografie

Na stronie 19 w "Non fiction" znajdujemy krótki opis dwóch fotografii z rodzinnego albumu Kapuścińskich - jedna z nich przedstawia matkę idącą z małym Rysiem ulicami Pińska. Natomiast druga fotografia to nie Pińsk, jak pisze Domosławski, to Przemyśl i przestawia ona idącego ojca pana Ryszarda z Basią, siostrą Pana Ryszarda Biograf pomylił się pisząc -"zachowało się parę późniejszych zdjęć: zimowe, jak opatulony idzie ulica trzymając ojca za rękę, w tle witryna (zakładu? sklepu?) "Józef Issak". Podobne zdjęcie - z matką, też na ulicy, w w krótkich spodenkach, lato trzydziestego siódmego, słoneczny dzień; Rysio ma pięć lat". To nawet zabawna pomyłka, wiele jednak mówiąca o rzetelności autora.

Artur Domosławski nie rozumie języka fotografii. Służy mu ona jedynie do podbicia autentyczności biografii. Przykładem tego jest fotografia jego autorstwa, którą znaleźć możemy na ostatniej stronie drugiej wkładki ze zdjęciami zamieszczonymi w książce.. Przedstawia ona sfotografowany przez Domosławskiego gabinet pisarza z biurkiem w roli głównej. Tak nie wygląda biurko Pana Ryszarda. Artur Domosławski zmienił jego wygląd dostawiając własnoręcznie globus, który ma swoje miejsce na antresoli. Ta fotografia to już nie dokument bliski reportażyście, to kreacja. Jej autor nawet nie wie, co ten globus znaczy, jaką jest pamiątką. Ryszard Kapuściński otrzymał go w Lublinie, w 2003 roku, odbierając Nagrodę Wschodniej Fundacji Kultury "Akcent". Mamy tu do czynienia z konfabulacją fotograficzną, jak z epoki PRL-u, przypominającą malowanie trawnika, by zieleń była soczystsza.

Carlotta i gen. Farusco

Żałuję, że kiedy Artur Domosławski jechał do Angoli, to wybrałam mu kilkadziesiąt (w większości niepublikowanych, z 1975 roku) angolskich fotografii autorstwa Ryszarda Kapuścińskiego, by pomogły mu odszukać tych, którzy pamiętali z tamtego okresu ich autora. To dzięki nim zapewne miał o czym rozmawiać z generałem Farusco. Specjalnie wśród nich wybrałam Domosławskiemu fotografię Carlotty. Ta fotografia sprawiła, że generał Farusco skojarzył sobie tę dziewczynę ze zdjęcia z jej opisem w "Jeszcze dzień życia". Możliwe, że upadła w ten sposób jeszcze jedna próba udowodnienia Kapuścińskiemu mijania się z prawdą. Może z tego powodu nie powinnam tego żałować.

I jeszcze jedna fotografia. Dla mnie szczególna. Dla Domosławskiego staje się zaś pretekstem do kolejnego fantazjowania.. Chodzi o tę opisywaną na stronie 17, którą tytułuje "życie w podróży". Była ona ilustracją do jego artykułu w " Dużym Formacie", dodatku "Gazety Wyborczej", który został opublikowany w drugą rocznicę śmierci Kapuścińskiego. Pisze familiarnie, a jakże lekceważąco, że ją Kapuściński "pstryknął". Trzeba mieć wiele wyobraźni i dystansu do siebie, by taką fotografię "pstryknąć". To zresztą tylko jedno ujęcie a nie epatowanie kilkunastoma ujęciami. To niezwykle ważne. Nazwałabym tę fotografię - "Obecność". To autoportret Ryszarda Kapuścińskiego, a teraz to także jego szczególna obecność w nieobecności. Teraz bardzo się cieszę, że Domosławski mnie o tę fotografię, jak i o inne fotografie Ryszarda Kapuścińskiego nie spytał, bo mogłabym się znaleźć w tej książce

Kobiety

Rzeczywiście mało jest kobiet w pisaniu Kapuścińskiego, natomiast znacznie więcej na jego fotografiach. Kobieta to jeden z najczęstszych tematów tych fotografii . Podobnie jak dzieci. Tego Artur Domosławski nie zauważa, bo chyba nie zajrzał do albumów fotograficznych swojego Mistrza. Oglądając zamieszczone tam fotografie można się wiele z nich nauczyć, o kobietach też. Są wielowarstwowym, refleksyjnym zapisem z podróży, są ich utrwaloną pamięcią. W trakcie nich Kapuściński spotykał ludzi, którzy opowiadali mu swoje historie. W liczącym bez mała dziesięć tysięcy zbiorze fotografii jego autorstwa najwięcej jest portretów. Spoglądają na nas z nich uśmiechnięci bohaterowie tych historii.

Kiedy w 2008 roku zostałam poproszona o otwarcie wystawy fotografii Ryszarda Kapuścińskiego w Instytucie Polskim w Budapeszcie i kiedy zobaczyłam tłumy ludzi, które przybyły na ten wernisaż, to raptem zrobiło mi się głupio, że stoję w miejscu , w którym powinien stać ich autor. Dlatego poprosiłam wszystkich obecnych, by odwrócili się i spojrzeli w oczy sfotografowanym przez Kapuścińskiego ludziom i poczuli się jak on, gdy im patrzył w oczy.

Patrzę na fotografie ukazujące Artura Domosławskiego. Jest ich ostatnio wiele w mediach. Szukam w nich spojrzenia, szukam oczu i nie znajduję. Może to taka nowa maniera fotograficzna? Kapuściński, we wstępie do swojego albumu "Z Afryki" pisze o "punctum" w zdjęciu. Zapytany kiedyś przeze mnie co uważa za takie "punctum" w przypadku portretu , odpowiedział, że "oczy, spojrzenie i wyraz oczu". 

*IZABELA WOJCIECHOWSKA, od 1996 roku opiekun archiwum fotograficznego Ryszarda Kapuścińskiego

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1