http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Krzysztof Burnetko: Nowa twarz Pana Ryszarda

d
2010-03-10, ostatnia aktualizacja 2010-03-10 17:22

9 marca. "Polityka" Niezależnie, jak oceniamy książkę Artura Domosławskiego "Kapuściński non-fiction", twórczość jej bohatera trzeba będzie teraz czytać inaczej. Czy książka zmieni wizerunek pisarza?

Fragment obszernego tekstu - całość czytaj tu

(...) Pytanie: jak traktować teraz dzieło Kapuścińskiego, staje przed jego czytelnikami niezależnie od tego, co sądzą o samej książce Domosławskiego. (...) Owszem, autor i wydawnictwo powinno dłużej zastanowić się, czy opowieść o stosunku bohatera do kobiet jest istotna dla analizy fenomenu Kapuścińskiego. Oraz - co ważniejsze - czy można upubliczniać takie detale z prywatnego życia bohatera, jeśli wciąż może to razić członków jego rodziny? Nawet jeśli jest to ważny element opisu jego charakteru, a najbliżsi mieli tego od dawna świadomość. Już na pewno zaś należało zrezygnować z upubliczniania historii o młodzieńczej "wpadce" (i jej konsekwencji) kogoś z kręgu licealnego młodego Ryśka - wszak akapit ten brzmi jak obrzydliwa sugestia, nie mówiąc już, że zdarzenie to nijak się ma do tematu książki.

(...) Niestety, dotychczasowa dyskusja nad "Kapuściński non-fiction" koncentruje się na obyczajowo-lustracyjnej warstwie książki. Tymczasem, na dłuższą metę, dużo ważniejsze są te partie, które tyczą samego dzieła Ryszarda Kapuścińskiego.

(...) Domosławski punkt po punkcie dowodzi, że jego - i całych pokoleń polskich dziennikarzy - mistrz od początku dość swobodnie traktował faktograficzną stronę swojej twórczości. Efekt i dramatyzm narracji przeważały często nad wiernością faktom.

(...) W efekcie takich zabiegów musimy zacząć traktować twórczość reporterską Kapuścińskiego z dystansem. Owszem, opis bywa mistrzowski, tyle że odbiorca powinien zostać uprzedzony o przyjętej konwencji i, by tak rzec, niefrasobliwym podejściu do faktów.

I tu właśnie pojawia się największy kłopot: otóż Ryszard Kapuściński nie potrafił uwolnić się od swojego wizerunku nieustraszonego reportera, rodzaju Indiany Jonesa z notatnikiem, który obserwował walki na dwunastu frontach i był świadkiem ponad dwudziestu rewolucji czy zamachów stanu oraz któremu cztery razy groziło rozstrzelanie. Tworzył ten obraz sam, lecz po części tworzyliśmy i my - jego czytelnicy. Oraz my dziennikarze, którzy mając okazję do kontaktów z Kapuścińskim, jakoś nie zadawaliśmy mu trudnych pytań: z onieśmielenia?, z grzeczności?, ze strachu przed nadkruszeniem mitu? Choć jeśli chodzi o sprawy prywatne, to z dyskrecji i przyzwoitości. Nie zadał mu ich także Domosławski.

Innymi słowy: wszystkie wczesne teksty Kapuścińskiego, które uchodziły za reportaże czy korespondencje, musimy odtąd siłą rzeczy czytać tak, jak czytamy "Cesarza" czy "Szachinszacha" - jako rodzaj paradokumentalnych jedynie, lecz w istocie literackich opowieści czy traktatów literacko-intelektualnych na temat zachowań ludzkich w obliczu biedy, rewolucji, opresji itd. Choć znakomicie oddają klimat opisywanych miejsc, czasów i wydarzeń, nie mogą służyć jako kanoniczne źródło wiedzy o, chociażby, Afryce czy Ameryce Południowej. A dla tysięcy rodaków - a pewnie i dla wielu miłośników "Kapu" na całym świecie - takim niepodważalnym źródłem przez lata były.

(...) Śmiało za to Kapuściński może służyć za wzór nie tylko doskonałego pisarza (ze sztandarowymi dziełami właśnie w postaci "Szachinszacha" czy "Cesarza"), ale też myśliciela potrafiącego błyskotliwie weryfikować akademickie rozważania teoretyków własnymi obserwacjami zdobywanymi podczas wypraw w charakterze... reportera.

(...) Istnieje prosty sposób na poradzenie sobie teraz z dorobkiem Kapuścińskiego: wystarczy zacząć traktować go przede wszystkim jako pisarza, eseistę, myśliciela, a nie dziennikarza. Samemu Kapuścińskiemu by to zresztą pewnie bardzo odpowiadało. Sam pamiętam, jak mawiał, że tak naprawdę to chciałby, by ludzie mieli go nie za reportera, lecz pisarza, a najlepiej, by docenili go jako poetę. Po czym, już niemal szeptem, zdradzał, że tak naprawdę najpełniej realizuje się w fotografii (faktycznie, zdjęcia jego autorstwa są rewelacyjne).

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1