Fragment tekstu,
całość czytaj tu (...) Domosławski podważa dominującą alternatywę postrzegania PRL-u, a w szczególności jawnego bądź tajnego w PRL zaangażowania. Do tej pory mieliśmy do wyboru lustratorów, którzy mówili, że przynależność do partii komunistycznej lub współpraca z komunistycznymi służbami były aktem kolaboracji, zdrady narodowej, a najlepszym wypadku dowodem moralnej karłowatości. Obóz antylustacyjny tłumaczył, że takie były czasy, że trzeba było żyć w tamtych czasach, aby móc się o nich wypowiadać. Że małe ustępstwa wobec reżimu przynosiły duże owoce w sferze twórczości. Domosławski mówi: a figa! Kapuściński współpracował z wywiadem PRL nie dlatego że "szedł na ustępstwa", ale dlatego że był członkiem partii, a był członkiem partii nie dla talonu na malucha, ale dlatego bo wierzył w socjalizm! I co gorsza z tej wiary do końca życia się wyleczył. Wydawało się, że terapia była skuteczna, ale przed śmiercią przyszły nawroty lewicowości.
Stąd też nerwowe głosy z jednej i drugiej strony lustracyjnego sporu. Z redaktorami Semką, czy Zarembą polemizował nie będę, bo w kwestii lustracji taka polemika jest bezcelowa. Ciekawsza jest reakcja obozu antylustracyjnego, którego wybitni przedstawiciele często mają za sobą podobną drogę polityczną co Kapuściński. I raczej nie lubią jak się o tym przypomina. (...)
Domosławski krytykowany jest za swoje dociekania, czy piesek cesarza Hajle Sellasje o rozkosznym imieniu "Lulu" mógł sikać na dworzan Zwycięskiego Lwa Plemienia Judy? Przewija się pogląd, który można streścić w ten sposób: a jakie znaczenie ma to czy sikał, ważne że mógł sikać, że doskonale oddaje tu atmosferę cesarskiego dworu Hajle Sellasje. Może i oddaje. (...) Całe rozumowanie pachnie jednak trochę orientalizmem. Czy byłoby Nam (czyt. Polakom) wszystko jedno, gdyby jakiś etiopski pisarz napisał, że piesek
Jana Pawła II sikał na jego kardynałów, że piesek Wałęsy obsikiwał podczas spotkań Komitetu Obywatelskiego kwiat opozycji, lub że piesek Jaruzelskiego obsikiwał towarzyszy-generałów z WRON-u? Burza byłaby niemała, bowiem piesek Lulu lałby na nasze narodowe świętości. Hajle Sellasje jest taką świętością dla sporej części Etiopczyków. Stąd zrozumiałe emocje tamtejszych odbiorców książek Kapuścińskiego.
(...) Domosławski (...) powiedział, że Etiopczycy, Boliwijczycy czy Meksykanie mają takie samo prawo do sprawdzania prawdziwości faktów historycznych, co Amerykanie oraz Europejczycy, w tym przeczuleni na punkcie własnej historii Polacy.