http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Domosławski: Jak spiskowałem z Jerzym Illgiem

Artur Domosławski
2010-03-01, ostatnia aktualizacja 2010-03-01 00:15

Nie nadużyłem niczyjego zaufania. Chciałem przedstawić prawdziwą historię człowieka uwikłanego, z którym byłem w przyjaźni. Tymczasem chciano mnie potraktować jako osobę do wynajęcia. Podjąłem ryzyko napisania prawdy.

Artur Domosławski
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Artur Domosławski

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Zima/wiosna 2007: Koleżanka z redakcji "Gazety" Ania Bikont namawia mnie do podjęcia wspólnej pracy nad biografią Kapuścińskiego. Waham się czy chcę, mam chwilowo inne plany, ale po namyśle mówię: TAK. Przecież przez ostatnie dziewięć lat życia Ryśka często u niego bywałem, przegadaliśmy dziesiątki godzin, byliśmy w przyjaźni. Pozostał w mojej pamięci jako ktoś bliski, drogi, jako mój mistrz.

Razem z Anią chcemy poprosić panią Alicję Kapuścińską o dostęp do archiwum, jednak Ania jest u pani Kapuścińskiej "spalona". Chwilę temu przeprowadziła wywiad dla "Gazety Wyborczej" z Izabellą i Jerzym Nowakami, najbliższymi przyjaciółmi Ryśka. Pani Alicja jest wściekła na Nowaków i na Anię: zarzuca im kilka - kompletnie nieznaczących - pomyłek (np. Nowakowie mówią, że w Afryce Rysiek zachorował na gruźlicę a potem na malarię, a kolejność była odwrotna).

A wywiad jest fascynujący, po raz pierwszy ktoś powiedział o Ryśku jako człowieku coś naprawdę! Kapuścińska ma tymczasem pretensje, że mówią, że Rysiek był typem macho, albo że kiedyś powiedział coś "po kielichu". Zdaniem wdowy, tak o jej mężu mówić nie można.

Idę więc na rozmowę z panią Kapuścińską sam. Informuję, że pracujemy z Anią nad biografią Ryśka i proszę o udostępnienie archiwum. Pani Alicja wyraża niechęć do mojej koleżanki, wypowiada surowe zasłyszane sądy o jej - napisanej wspólnie z Joanną Szczęsną wybitnej w moim przekonaniu książce - "Lawina i kamienie"; krytykuje jej wywiad z Nowakami. Nie chce, żebym pracował razem z Anią. Odpowiadam na to stanowczo, że nie mogę przystać na to żądanie, umówiłem się z Anią, że pracujemy razem i tak będzie. Pani Alicja mięknie, mówi, że w takim razie traktuje mnie jako gwaranta, że książka będzie napisana z empatią dla Ryśka. To dla mnie oczywiste.

W rozmowie pani Alicja wyraża też pragnienie, aby nasza książka była poświęcona recepcji zagranicznej twórczości Kapuścińskiego. Odpowiadam, że piszemy biografię, a wątek recepcji zagranicznej twórczości oczywiście się w niej pojawi. Pani Kapuścińska mówi, że OK i udostępnia mi archiwum.

Zaczynam tam przychodzić dopiero późną jesienią 2007 roku w trakcie pracy nad tekstem o pracowni Kapuścińskiego, który na łamach "Gazety Wyborczej" zapowiem jako fragment nowo powstającej książki.

Przez kilka pierwszych miesięcy niewiele się dzieje: sporo rozmawiamy z Anią o przyszłej książce, ale coś się to wszystko ślimaczy. Jestem zbyt zajęty bieżącą pracą dla "Gazety".

Pierwszy mail od Illga

Coś drgnęło po publikacji mojego artykułu o pracowni Ryśka w "Gazecie Wigilijnej". Jeszcze w noc wigilijną dostaję email od redaktora naczelnego "Znaku" Jerzego Illga z propozycją podpisania umowy na książkę o Kapuścińskim. W e-mailu Illg spekuluje, że taka mogłaby być wola zmarłego (tj., żeby taka książka ukazała się w "Znaku", co wydaje mi się humorystyczne, ale przecież każdy lubi chwalić swoje). W e-mailu Illga pojawia się nazwa wydawnictwa Świat Książki w negatywnym kontekście, co odbieram jako zagrywkę przeciwko konkurencji.

Negocjuję warunki umowy na książkę równocześnie ze Znakiem i Światem Książki. Mniej więcej w tym czasie Ania rezygnuje ze wspólnej pracy nad biografią i - jak mi wówczas wyznaje - chce się zająć innymi, swoimi tematami.

Decyduję się na "Znak": dają lepsze warunki, mają częściowo sfinansować moje podróże zagraniczne. Super! 29 kwietnia 2008 r. podpisujemy umowę na BIOGRAFIĘ Ryszarda Kapuścińskiego. Jerzy Illg się cieszy.

Wtedy właśnie - wiosną 2008 - zaczynam częściej przychodzić do pracowni (archiwum) Ryśka. Często rozmawiam z panią Alicją - o Ryśku, o ich córce, o książkach, które o Ryśku wychodzą, o spotkaniach pani Alicji z czytelnikami jej męża.

Co jakiś czas - i ku mojemu zaskoczeniu - wraca temat charakteru książki, jaką piszę: pani Alicja podtrzymuje pragnienie, żeby książka, nad którą pracuję była poświęcona recepcji zagranicznej twórczości Kapuścińskiego. Odpowiadam to samo, co wcześniej: piszę biografię, a w/w aspekt recepcji zagranicznej dzieła będzie w niej obecny. Pani Alicja przytakuje, dalej wpuszcza mnie do archiwum. Za jakiś czas rozmowa taka powtórzy się znowu i znowu.

Dzielę się wątpliwościami z przyjaciółmi, a także z moim ówczesnym wydawcą Jerzym Illgiem: co mam zrobić z oczekiwaniami pani Alicji, uważającej się za strażniczkę legendy Ryśka, której nie chcę urazić - w sytuacji gdy z każdej strony "wypływają" w trakcie moich poszukiwań nowe wiadomości, nieznane fakty? Nie wygłupiaj się, mówią wszyscy, pracujesz nad książką o Ryśku. Nikt nie ma prawa cię kontrolować. Kropka. Do spokojnej dalszej pracy nad biografią namawia mnie również Jerzy Illg. Wiem, że chcę napisać o Ryśku książkę prawdziwą.

Czerwiec 2008

Moje rozterki rozwiązuje sama pani Alicja. Za jej wiedzą i z jej rekomendacji lecę do Vancouver rozmawiać z mieszkającą tam siostrą Kapuścińskiego. Mamy rozmawiać o dzieciństwie, latach wojny, domu rodzinnym Kapuścińskich, jej relacjach z Ryśkiem i rodzicami, decyzji o emigracji i reakcjach na to Ryśka. Uff, uważam, że pani Alicja przyjęła w końcu do wiadomości, że to będzie książka o Ryśku jako człowieku, w której będzie mowa zarówno o jego życiu, jak i twórczości. Cieszę się, że nie będziemy więcej prowadzić jałowych rozmów w tej sprawie.

Sprawa teczkowa

Jednak tuż przed lub tuż po powrocie z Kanady pojawia się zupełnie inny problem. Pani Alicja wyraża oburzenie tym, że w innej książce o Kapuścińskim, którą również ma wydać "Znak" (Beaty Nowackiej i Zygmunta Ziątka) będzie poruszona sprawa współpracy Ryśka z wywiadem PRL. Pani Alicja pomstuje na Illga, który - jak mi zrelacjonowała - powiedział jej, że sprawy teczkowej nie można przecież "zamieść pod dywan", gdyż jest publicznie znana po publikacjach "Newsweeka" z 2007 roku. Pani Alicja wypowiada do mnie taką oto myśl: po co wspominać o sprawie "teczkowej"; za 20 lat ktoś tę książkę weźmie do ręki i się dowie, że taka sprawa w ogóle była.

W czasie tej rozmowy zapala mi się światełko ostrzegawcze: powracają myśli, że trudno będzie o napisanie prawdziwej biografii Ryśka, nie stroniącej od tzw. kontrowersyjnych wątków i pozostanie w zgodzie z panią Alicją. Bo skoro protestuje przeciwko wspomnieniu samego faktu współpracy Kapuścińskiego z wywiadem PRL, na dodatek w książce jednoznacznie pozytywnej o jej mężu... Uświadamiam sobie, że gdy w czasie naszych spotkań wypływa jakiś temat drażliwy, pani Alicja nie podejmuje rozmowy.

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1