Jazda po polsku

Jesteśmy mierni

Rozmawiał Krzysztof Aładowicz
2011-04-12, ostatnia aktualizacja 2011-04-12 10:35
Stanisław Śliwa, psycholog transportu, wykładowca - instruktor nauki jazdy. Pracuje w szkole jazdy w Bydgoszczy
Stanisław Śliwa, psycholog transportu, wykładowca - instruktor nauki jazdy. Pracuje w szkole jazdy w Bydgoszczy
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta GW

Polski kierowca wierzy, że jest nieśmiertelny, a z przepisami walczy jak z zaborcą. A najgorsi są mężczyźni, bo na drodze używają tylko połowy mózgu - mówi Stanisław Śliwa*, psycholog transportu

SERWISY
Rozmowa ze Stanisławą Śliwą

Krzysztof Aładowicz: Ceni pan polskich kierowców?

Stanisław Śliwa: Tak sobie. Pan jeździ samochodem?

Jeżdżę.

- No to sam pan wie, jak jest. Jeszcze nie widziałem, żeby kierowcy jechali w jednym rządku, zgodnie z przepisami.

Zawsze choć jeden wyrywa się do przodu.

- Otóż to. Statystyki OECD mówią, że średnia prędkość na przelotówce w dużym mieście to 65 km na godzinę, a w małych miejscowościach 76 km na godzinę. A prędkość to niejedyny problem. Nieprawidłowe wyprzedzanie, ignorowanie znaków

Bo przepisy są nieżyciowe.

- Skąd! Niech pan wybierze się do Wielkiej Brytanii, do Niemiec. Tam obowiązują podobne ograniczenia. I jakoś nikt nie narzeka.

To może kary mamy za niskie?

- Kary są wystarczająco surowe. Tak naprawdę problemem jest mała nieuchronność kary. A bierze się to stąd, że na drogach mamy niewielu policjantów.

Gdzie się podziewają?

- Jadą do każdej stłuczki, nawet najdrobniejszej, bo tego wymagają towarzystwa ubezpieczeniowe. Jeśli w roku mamy około 400 tys. kolizji i wszędzie pojawia się policjant, to ma pan odpowiedź. Marnują czas na porysowane zderzaki, zamiast namierzać pijanych za kółkiem. Skoro już mówimy o grzechach polskich kierowców, to alkohol jest na drugim miejscu.

Polski kierowca pije i prowadzi, bo... ?

- Często dlatego, że jest niedouczony. Na ponad 200 tys. osób zatrzymywanych co roku za jazdę "po spożyciu" spory odsetek stanowią ci z "syndromem dnia poprzedniego". Przespanie pięciu godzin, zjedzenie śniadania czy wypicie kawy nie spowoduje, że będziemy trzeźwi, jeśli np. o pierwszej w nocy mieliśmy 1,5 promila. W takiej sytuacji auto można prowadzić dopiero następnego dnia około godz. 15. Nawet jak już alkomat wskazuje zero, to nie znaczy, że precyzyjna maszyna o nazwie "kierowca" odzyskała w pełni sprawność. Przez następną dobę tak się nie stanie.

Co pana najbardziej przeraża?

- Że jeździmy coraz nowocześniejszymi samochodami.

No coś podobnego.

- Tak jest. Coraz większe, wygodniejsze, lepiej wytłumione kabiny odsuwają nas od przesuwających się za oknem elementów tła. Pełen komfort. I to usypia. Kierowca ma słabsze wyczucie prędkości, jedzie szybciej i powoduje wypadki.

  • 35 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • Jesteśmy mierni vision-zgc 23.08.11, 10:11

    Hmm, zastanwia mnie dlaczego pan Śliwa nie uwzględnił w swojej wypowiedzi kwestii wyszkolenia kierowcy, a zdawalności na prawo jazdy, który za granicą jest dużo wyższy niż w Polsce. Może »

  • Re: Jesteśmy mierni divak2 23.08.11, 15:38

    No jesteśmy mierni.Ja na przykład jeżdżę prawie nie przekraczając ograniczeń prędkości, rzadko przekraczając 100km/h i prawie w ogóle nie wyprzedzam. I nie ma co się dziwić, bo jeżdżę od »

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1