http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gruby głos, cienka skóra cz.3

Anna Bikont, Joanna Szczęsna
2011-03-07, ostatnia aktualizacja 2011-03-25 10:49

Jacek Kuroń - zdjęcia zrobione tuż po aresztowaniu
Jacek Kuroń - zdjęcia zrobione tuż po aresztowaniu
ZA ZBIORÓW INSTYTUTU PAMIECI NARODOWEJ

Praca w łaźni odpowiada mi na tyle, na ile w warunkach więziennych w ogóle może mi cokolwiek odpowiadać - pisał Jacek Kuroń do naczelnika więzienia w Sztumie

Jacek Kuroń zaraz po wyjściu z więzienia, z żoną Gajką i synem Maćkiem. Zakopane, wiosna 1967 r. Był poddawany ciągłej inwigilacji. Fotografia wykonana przez SB (zbiory IPN)
ZA ZBIORÓW INSTYTUTU PAMIECI NARODOWEJ
Jacek Kuroń zaraz po wyjściu z więzienia, z żoną Gajką i synem Maćkiem...
Karol Modzelewski zaraz po wyjściu z więzienia, z żoną Bogną i córką Ewą. Warszawa, jesień 1967 r. Fotografia wykonana w ramach inwigilacji (zbiory IPN)
ZA ZBIORÓW INSTYTUTU PAMIECI NARODOWEJ
Karol Modzelewski zaraz po wyjściu z więzienia, z żoną Bogną i córką Ewą...
ZOBACZ TAKŻE
Był późny listopadowy wieczór 1991 r., gdy w opustoszałej i nagle zacichłej sali sejmowej Jacek Kuroń wyrzucił z siebie: "Kazano mi stawać nago, z ogoloną głową i płacono papierosami więźniom, żeby mnie gwałcili. Gdybym się nie wychował na ulicy, tobym już przed Wysoką Izbą nigdy nie stanął. Gdybym się wychował w salonach, gdybym nie był niegrzeczny, gdybym nie umiał bluzgać, nie, tobym już nie żył".

Choć Jacek całkiem sporo opowiadał o więzieniach, nigdy nie dramatyzował swojej sytuacji, a już na pewno nigdy nie mówił, że został w więzieniu zgwałcony. Przeciwnie, jak zauważa Padraic Kenney, amerykański historyk, którego Kuroń zainspirował do pisania książki o więzieniach w krajach komunistycznych "czuł się w więzieniu raczej komfortowo, rozumiał reguły i umiał używać ich do swoich celów. Wyraźnie widział więzienie jako miejsce, gdzie można było wyrazić szacunek i miłość do drugiego człowieka".

Takie też wrażenie chciał wywrzeć Kuroń na czytelnikach swoich wspomnień. Pewnie sam wolał taką pamięć przechować. Zdecydowana większość jego opowieści o więzieniach to barwne anegdoty o wyczynach współwięźniów z czasów, gdy byli na wolności. O sobie pisał mało, a jeszcze mniej o warunkach, w jakich siedział. Wiadomo, że nie został w więzieniu zgwałcony. Dlaczego zatem coś takiego powiedział?

Nigdy nie narzekam na los

Do dramatycznego wystąpienia w Sejmie sprowokował go konflikt z posłem Andrzejem Sidorem, wybranym jeszcze z listy PZPR, a wcześniej, w latach 60. - lekarzem więziennym w Sztumie.

Jacek siedział w Sztumie w 1965 r., po wyroku, jaki dostał wraz z Karolem Modzelewskim za "List otwarty" - manifest wieszczący robotniczą rewolucję, która obali komunistyczną biurokrację i zaprowadzi rządy rad robotniczych. Skazali go za to na trzy lata. To był jego pierwszy wyrok.

Dyrektor więzienia w Sztumie, Kazimierz Zima obiecał pokazać nam celę, w której przed laty siedział Jacek Kuroń i znaleźć ludzi, którzy pamiętają tamte czasy.

Sztum leży w dawnym zaborze pruskim, koło Malborka, więzienie zbudowali Niemcy w końcu XIX wieku. Zwiedzamy celę nr 4, w której najprawdopodobniej Kuroń spędził kilka miesięcy. Najprawdopodobniej, bo - jak nam tłumaczą - dokumentacja, kto w jakiej celi siedział, oznaczona B2, B3, czasem B5, niszczona jest odpowiednio po dwóch, trzech, najwyżej pięciu latach.

Cela nr 4 to ciasna klatka, dwa i pół na trzy metry, niski sufit, a pod sufitem małe zablindowane okno. Dziś, kiedy przepisowa powierzchnia na jednego osadzonego to 3 m2, przebywa tam dwóch więźniów, wtedy było ich pięciu: dodatkowo dwójka na górnych pryczach, jeden na ziemi na sienniku. W celi nie było bieżącej wody ani kanalizacji, wieczorem wystawiano na korytarz "bombę", metalową skrzynię z nieczystościami.

- Musiało nieźle śmierdzieć w celi? - Skądże - odpowiada Janusz Chyliński, emerytowany szef ochrony, zatrudnił się w Sztumie w 1968 r. - Oni mieli uregulowane żołądki i załatwiali się raz dziennie, na komendę, już w miejscu pracy. - Kubły miały klapę z gumową izolacją, tak że cela może nie pachniała perfumami, ale dopóki nie otworzono kubła, nie było fetoru - wyjaśnia nam później dr Sidor.

Paweł Moczydłowski, pierwszy po 1989 r. szef więziennictwa, autor książki "Drugie życie w instytucji totalnej": - Życie w więzieniu koncentruje się na życiu w jednej celi, jest się skazanym na te same twarze, w celi jest mnóstwo negatywnych energii. Każdy ma swój ochronny pęcherzyk, a więzienie jest tak przeludnione, że on jest ciągle przekłuwany. Czuje się swąd cudzego potu, smród z kloaki. Inny jest karą, źródłem frustracji. Gwałt na człowieku jest we wszystkim. Życie jest niezwykle uregulowane - pobudka, mycie, śniadanie, spacer, kolacja, w tym przemiana materii. Jak dostaje się coś nieświeżego, to skutkuje w tym samym momencie, ten, kto jest ostatni przy kiblu, często nie zdąży i zrobi w majtki. I mówi się do niego śmieciuchu, brudasie, i to będzie już ten frajer wtedy, ten cwel. Każą mu potem sprzątać klop, onanizować się, peta włożą do zupy, jest parol wypłacany, czyli taki cwel dostaje od każdego członkiem po twarzy.

Tadeuszowi de Virion, swemu obrońcy, Jacek Kuroń opowiadał: "Tam jest zimno, brudno, strasznie, bo tam są kible, wody nie ma, jest taka czerwona i pół wiaderka na pięć osób. Papierosów jest tylko 200 sztuk na wypiskę. To dla mnie, co ja potrzebuję, jest tylko połowa". "Jeszcze pan kiedyś z tego wspomnienia napisze" - pocieszał go de Virion.

Z podsłuchu rozmowy Jacka z Anielą Steinsbergową, jego drugim obrońcą:

A.S.: Jak się pan czuje?

J.K.: Ja nigdy nie narzekam na los.

A.S.: Nie narzeka pan, ale przymizerniał pan. Jak tam w tym Sztumie jest?

J.K.: Tam jest zimno.

A.S.: To może panu wysłać jakieś ciepłe rzeczy?

J.K.: Nie wiem, czy dadzą.

Poza ubraniem więziennym dostawali do pracy drelichy, kufajki i gumiaki. Musiały być jakimś koszmarem, skoro po latach w Sejmie, Kuroń opowiadał, jak obcierały mu nogi; o niewygodnych butach wspominał też jego więzienny kolega z tamtego czasu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1