Życie orkiestry Fredi Müller: Niektórzy cię lubią, inni mniej... to wielkie, przypadkowe towarzystwo. Sztuka polega na tym, by odłożyć na bok indywidualizm, swoje "ja" i powiedzieć: "Teraz robimy muzykę wspólnie!"
Simon Rattle: Aby grać z powodzeniem w wielkiej orkiestrze, trzeba mieć niezwykle silną osobowość. Ponadto, niezbędna jest samokontrola. Napięcie między tymi dwoma biegunami jest źródłem problemów dla każdego muzyka, ale jednocześnie - źródłem tajemnicy danej orkiestry.
Klaus Stoll: Gdyby kazano nam uformować równy szereg, dostosować się do hierarchii, czy pracować z dyrygentem despotą, utrzymanie zespołu w wysokiej formie byłoby w tych czasach niemożliwe. Orkiestra to kosmos złożony z wielu żywiołów i tak właśnie funkcjonuje.
Franz Schindlbeck: Dla nas to decydujący czynnik: muzyka jest interakcją, a nie odtworzeniem wyćwiczonego do perfekcji utworu. Dlatego w zespole doskonałość jest nieosiągalna.
Harmonia Götz Teutsch: Osiemdziesiąt osób nie gra razem po to, by brzmieć jak jedna. To zderzenie odmiennych osobowości i styli gry tworzy brzmienie orkiestry. Każdy daje odrobinę indywidualizmu i w ten sposób powstaje cudowna, żywa muzyka. Zdarzyły się takie występy, podczas których myślałem: "Boże, pozwól mi teraz umrzeć, bo to najszczęśliwsza chwila mojego życia."
Simon Rattle: Relacja, która łączy dyrygenta z tą grupą ludzi - nie opiera się wyłącznie na muzyce... Głęboka więź z muzyką i poszczególnymi osobami, przeżywanie wszystkiego jako część całości i świadomość własnego wpływu na nią jest totalnie... To po prostu narkotyk, który nie ma sobie równych. I z radością pozostanę ćpunem do końca moich dni.
Azjatyckie tournee Götz Teutsch: Byłem pod wrażeniem niewiarygodnej prędkości, z jaką tamtejsi ludzie żyją, innym upływem czasu. W miastach takich jak Hong Kong czy Szanghaj czasem z rozczuleniem myślałem o naszej kochanej starej Europie.