Do Warszawy przyjadą gwiazdy pianistyki: Martha Argerich, Garrick Ohlsson, Emanuel Ax. Wystąpią słynne zespoły muzyki dawnej: Concerto Köln, Orchestre des Champs-Elysées pod dyrekcją Philippe'a Herreweghe oraz Orkiestra XVIII Wieku pod dyrekcją Fransa Brüggena.
Zgodnie z hasłem tegorocznej edycji - "Od Staiera do Staiera" - jej bohaterem będzie niemiecki wirtuoz fortepianu historycznego i klawesynista Andreas Staier, który zagra aż cztery razy, dwukrotnie w duecie z wybitnym tenorem Christopherem Prégardienem.
54-letni Staier, erudyta, artysta dociekliwy i odkrywczy, kształcił się pod kierunkiem liderów ruchu muzyki dawnej: Gustava Leonhardta, Nicolausa Harnoncourta i Tona Koopmana. Jest dziś jedną z najwybitniejszych postaci wykonawstwa "historycznie poinformowanego".
* Rozmowa z Andreasem Staierem, wirtuozem fortepianu historycznego Anna S. Dębowska: Czy kolekcjonuje pan fortepiany historyczne? Andreas Staier: Mam kilka w domu w Kolonii. Służą mi do ćwiczenia. To kopie: schubertowskiego pianoforte Grafa z 1827 r., mozartowskiego pianoforte Waltera. Mam też oryginalny angielski broadwood z 1804 r. i dwa zabytkowe klawesyny.
Czy wie pan, że 5. Festiwal "Chopin i jego Europa" nosi tytuł "Od Staiera do Staiera"? - Dowiedziałem się o tym, przeglądając kalendarz koncertów. Jestem zaskoczony. W Warszawie miałem grać już rok temu, przeszkodziły mi inne zobowiązania. A ten festiwal jako bodaj jedyny w Europie z taką konsekwencją i w takiej ilości przedstawia stylowe wykonania utworów Chopina.
Program pana czterech koncertów w Warszawie ma pokazać, jaka muzyka miała wpływ na Chopina? - Do pewnego stopnia tak. Wraz z Concerto Köln zagram III Koncert fortepianowy Johna Fielda znany Chopinowi, który czerpał też wiele z Fieldowskich nokturnów. Wykonam wybór impromptus Franza Schuberta, cykl "Waldszenen" Roberta Schumanna oraz sonaty Muzio Clementiego. To również nazwiska ważne dla Chopina. Nie sposób przecenić wpływu Schuberta i Schumanna, który odkrył geniusz Chopina. Także bliższy wiekiem Haydnowi i Mozartowi Clementi mógł być ważny jako kompozytor, który wzbogacił technikę fortepianową. Nie sposób pokazać wszystkiego, dzięki czemu ukształtował się geniusz Chopina, trzeba by też uwzględnić wpływ śpiewu, włoskiej i niemieckiej opery romantycznej.
Ten zestaw to przekrój pana dorobku płytowego. - Tym bardziej że wraz z Christophem Prégardienem zgodziliśmy się na wykonanie cyklu pieśni Schuberta "Winterreise", który nagraliśmy wspólnie przed laty. Ale przedstawimy też nowy program z pieśniami Chopina i Schumanna. Przygotowanie miniatur wokalnych Chopina to niełatwe zadanie. Ponieważ tekst oryginalny jest dla nas zbyt trudny, zdecydowaliśmy się na wykonanie ich po niemiecku. Trudność polega na tym, że wpływ na nie miał rytm języka polskiego. Dlatego trudno jest zgrać niemiecki z tą muzyką.
Myślał pan o nagraniu Chopina? - Nigdy na poważnie, choć Chopin mnie fascynuje. Chętnie grywam go prywatnie, na koncertach rzadko. Pociąga mnie zwłaszcza dojrzały okres jego twórczości, takie dzieła jak Polonez Fantazja As-dur, Sonata h-moll, IV Ballada f-moll. Także mazurki, niepowtarzalne, wieloznaczne, genialne. Obawiam się, że jestem "zbyt niemiecki", by grać Chopina. To tak, jakby mówić w innym języku z bardzo silnym obcym akcentem.
Pana repertuar koncentruje się niemal wyłącznie wokół muzyki niemieckiej. - To przez Bacha, który zdeterminował moje poszukiwania. Jestem również klawesynistą i podziwiam arcydzieła muzyki francuskiej na ten instrument, np. Couperina, ale to nie jest muzyka, w której czuję się swobodnie. Chętnie natomiast grywam ją dla siebie.
Kiedy w latach 80. rozpoczynał pan swoją karierę, nurt stylowego wykonywania muzyki baroku i klasycyzmu dopiero się rozwijał. - Uważam się za jednego z pionierów tego nurtu, jego drugie pokolenie, po moich mistrzach, do których zaliczam Gustava Leonhardta, Nicolausa Harnoncourta i Tona Koopmana. To była niewielka grupa ludzi próbująca dotrzeć do tego, jak oryginalnie wykonywano muzykę baroku. Działo się to poza nurtem oficjalnym zdominowanym przez wielki XIX-wieczny repertuar solowy i symfoniczny.
Moje zainteresowanie historycznymi instrumentami zaczęło się od fascynacji Schubertem. Miałem wrażenie, że współczesny fortepian nie oddaje w pełni tego, co zapisał on w nutach, np. tego subtelnego, tajemniczego pianissima. Przełom nastąpił, gdy miałem okazję zagrać na kopii Grafa z czasów Schuberta.
Coraz więcej pianistów gra i nagrywa na dawnych fortepianach. Dlaczego? - Mam z tego powodu satysfakcję, choć powody mogą być różne. Istnieje duże zainteresowanie słuchaczy stylowymi wykonaniami, wielu wykonawców może ich próbować ze względów komercyjnych. Ale myślę, że chodzi tu też o to, że muzycy przekonali się, iż pewnych rzeczy nie da się osiągnąć, grając Beethovena, Chopina czy Brahmsa na współczesnych steinwayach czy yamahach.
Mozart pisał swoje utwory z myślą o instrumentach swoich czasów i to ich dźwięk determinował jego wyobraźnię. Różnice wynikają z odmiennej budowy - współczesne fortepiany zostały dostosowane do akustyki wielkich sal koncertowych, a nie salonów. Nie da się na nich uzyskać pewnych subtelności i jakości dźwiękowych, o które chodziło Beethovenowi czy Schubertowi. Ale stylowe wykonania to nie tylko sprawa instrumentu, lecz także dogłębnych studiów nad konwencją wykonawczą epoki, nad tempami, artykulacją, techniką wydobywania dźwięku. Wielu artystów po prostu też chce spróbować się z tym rodzajem muzykowania.