Świetny Blechacz podbija Amsterdam

Jacek Hawryluk, Polskie Radio, Amsterdam
2009-07-04, ostatnia aktualizacja 2009-07-03 18:05

Dwa koncerty Chopina podczas jednego występu - Rafał Blechacz rankami nagrywa nową płytę dla prestiżowej niemieckiej wytwórni Deutsche Grammophon, a wieczorem pokazuje publiczności to, nad czym właśnie pracuje

- Mam tu swoją publiczność - mówił po koncercie wyraźnie rozluźniony Blechacz, który w Concertgebouw w Amsterdamie, jednej z najsłynniejszych europejskich sal koncertowych, wystąpił już po raz czwarty.

Wakacje w pełni, a mimo to w czwartkowy wieczór frekwencja była stuprocentowa - owacja na stojąco już po II Koncercie f-moll op. 21, który zabrzmiał jako pierwszy. Po I Koncercie e-moll op. 11 nastąpiła prawdziwa euforia, podobna do tej, jaką pamiętam z Konkursu Chopinowskiego w 2005 r., kiedy nasz pianista bezkonkurencyjnie wygrywał.

Od wtorku (czyli od dnia 24. urodzin pianisty) przedpołudniami trwają w Concertgebouw sesje nagraniowe. Blechacz wraz z Koninklijk Concertgebouworkest rejestruje swój trzeci album dla Deutsche Grammophon. Po Preludiach Chopina i sonatach klasyków wiedeńskich znowu Chopin, bo zbliżający się jubileuszowy rok 2010 zobowiązuje. Na nowym krążku znajdą się oba koncerty fortepianowe, które poprowadzi Jerzy Semkow.

Robiąc sobie dodatkową "próbę", artyści wystąpili wspólnie, pokazując publiczności to, nad czym właśnie pracują. Każdą z części rozpoczynała uwertura Mozarta - najpierw świetnie, dynamicznie poprowadzona do "Wesela Figara", w drugiej część zaś jeszcze bardziej pędząca, pełna tureckich odniesień do "Uprowadzenia z seraju".

Już w tych drobiazgach słychać było, dlaczego Królewska Orkiestra z Amsterdamu w grudniu została uznana przez krytyków brytyjskiego miesięcznika "Gramophone" za najlepszą orkiestrę świata (wyprzedzając Berlińczyków i Wiedeńczyków). Gra wręcz zjawiskowo, poszczególne sekcje orkiestry słychać jak na dłoni, prezentując przy tym nieskazitelną intonację. Sama przyjemność, którą musi odczuwać także dyrygent - wystarczy, by zerknął na instrumentalistę i rozumieją się w lot.

Blechacz i Semkow rozpoczęli od II koncertu f-moll, czyli chronologicznie pierwszego. Słychać było, że mając do dyspozycji tak znakomity zespół, obaj chcieli go w pełni wykorzystać. Polski dyrygent prowadził partie orkiestrowe szerokim gestem, dając rozegrać się amsterdamskim instrumentalistom. Brzmienie, które osiągali, było pełne, nasycone, wręcz symfoniczne. Semkow oddał orkiestrze pełnię władzy (to propozycja całkowicie odmienna od tej, którą w 1999 r. zaproponował Krystian Zimerman z Polską Orkiestrą Festiwalową, stawiając na kameralność tych kompozycji). Blechacz zaś doskonale się w tej koncepcji sprawdził - jest wirtuozem o szlachetnym zacięciu, myślącym, niegrającym szablonowo, niezjedzonym przez rutynę, tryskającym świeżością i optymizmem, cechami wręcz idealnymi do wykonywania młodzieńczych dzieł Chopina. Słychać było, że jeszcze szuka, próbuje, testuje odpowiednie tempo rubato (zwłaszcza w finałach). Środkowe, wolne części Blechacz zagrał przepięknie - dźwięk miał delikatny, romantyczny, niemal stworzony do opowiadania takich intymnych historii. W krakowiaku z Koncertu e-moll bawił się rytmami tanecznymi, jakby podpowiadając orkiestrze, jak powinna frazować.

Sesje nagraniowe kończą się w sobotę. - Teraz przede mną ciężka praca - śmieje się Blechacz. - Wybranie tych najlepszych fragmentów i złożenie ich w całość. Będę przesłuchiwał i sugerował. Chciałbym też uczestniczyć w ostatecznym procesie przygotowywania płyty w Niemczech.

Pianista swoją precyzję w konstruowaniu repertuaru przejął chyba od Krystiana Zimermana, który zwykł niemal obsesyjnie czuwać nad zarejestrowanym materiałem.

Muzycy Królewskiej Orkiestry "Concertgebouw" najwyraźniej lubią Rafała. Czuło się między nim bliską więź. - Jak oni grają! - komplementuje Blechacz. - Waltornia grała pięknie, fagoty i flety też. Wydaje mi się, że części środkowe będą wspaniałe. Na koncercie była bardzo spontaniczna atmosfera, ale sesja nagraniowa rządzi się swoimi prawami.

Światowa premiera Koncertów już 18 września. Jeśli wypadną choćby tak jak podczas czwartkowego wieczoru w Amsterdamie, będziemy mieć z nich wiele radości. Chociaż... Wychodząc wieczorem z Concertgebouw, wszyscy mieliśmy w głowach mazurka, którego pianista pięknie zagrał na bis. A gdyby tak namówić producentów Deutsche Grammophon na nowy komplet mazurków? Dawno nie było.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów