Rewolucja w sex shopach: panie domu kupują wibratory

Magdalena Dubrowska
21.04.2012 , aktualizacja: 22.04.2012 16:38
A A A Drukuj
Dorota Sakowska i Marta
Niedźwiecka, założycielki
internetowego sex-shopu
Pussy Projec

Dorota Sakowska i Marta Niedźwiecka, założycielki internetowego sex-shopu Pussy Projec (fot. MONIKA BEREŻECKA)

Stałymi klientkami są dojrzałe panie. Ruszają do półek z największymi wibratorami. Mówią, że chcą wreszcie zrobić coś dla siebie, że mają dość czekania na przyjemność i czas wziąć sprawy w swoje ręce
Spotkanie jest zamknięte, tylko dla kobiet. W klubie Zwiąż Mnie na warszawskiej Pradze na kanapach rozsiadają się pracowniczka korporacji, fotografka, menedżerka, informatyczka, studentka. Czuć ogólne skrępowanie, ale po pierwszym drinku atmosfera się rozluźnia. Na stoliku lądują kolorowe, podłużne przedmioty. Wyglądają jak designerskie akcesoria kuchenne. W rzeczywistości to wibratory, dilda, kulki analne i inne zabawki erotyczne. Panie chichoczą, biorą gadżety do rąk, niektóre nieporadnie starają się je uruchomić, inne ze znawstwem sprawdzają maksymalne natężenie wibracji. Unosi się zbiorowe westchnienie zachwytu: - Jakie miłe w dotyku!

- Wibrator nie musi wyglądać jak sztywny penis z naturalistycznie odwzorowanymi żyłkami - mówi Dorota Sakowska, współzałożycielka internetowego sex-shopu dla kobiet Pussy Project. Wraz ze wspólniczką Martą Niedźwiecką od dwóch lat jeżdżą po Polsce, organizują pokazy gadżetów i zachęcają kobiety do "otwarcia się na swoje ciało i seksualność". Teraz opowiadają o poszczególnych zabawkach, pokazują, jak bez zdejmowania spodni dopasować wibrator. Mówią, że każda kobieta powinna używać kulek waginalnych, aby ćwiczyć mięśnie Kegla, które m.in. ułatwiają poród i zapobiegają opuszczaniu się narządów. Z kulkami można sprzątać, chodzić po zakupy. Dorota: - Ostatnio w Stanach Zjednoczonych pewna pani zemdlała w supermarkecie. Przyjechała karetka i okazało się, że pani miała w sobie kulkę, doznała wielokrotnego orgazmu i omdlała z rozkoszy.

Grupa jest już wyluzowana. Kobiety zadają pytania, dowcipkują.

Orgazm? Też tak mam

Dorota Sakowska ma 35 lat, pracuje w agencji fotograficznej. - Przez stulecia kobiety nie były traktowane jak istoty seksualne. Wszystkie ich problemy zrzucano na karb histerii - opowiada. - Do początku XIX w. leczono ją m.in. za pomocą masażu sromu. Kobieta przychodziła do lekarza, rozkładała nogi, a on masował tak długo, aż osiągała orgazm, zwany paroksyzmem histerycznym. Lekarze tego nie lubili. Mieli odciski na dłoniach, bóle nadgarstków. Dlatego wymyślono wibratory. Wtedy były to konstrukcje wielkości stołu. Stopniowo się miniaturyzowały, w końcu zaczęły być sprzedawane i reklamowane jako sprzęt gospodarstwa domowego, "masażery ciała", nawet w postaci jednej z wymiennych końcówek robota kuchennego. Każda pani domu miała swój wibrator.

Dziewięć lat temu Dorota pojechała z ówczesnym chłopakiem do Wiednia. Trafili do sex-shopu, który prowadziła kobieta. Miłe ciepłe wnętrze, gadżety, których nigdy nie widzieli. - W polskim sex-shopie z opakowań atakują kobiety w pozach ginekologicznych, wszystko jest zrobione pod mężczyzn, niesmaczne. Gadżetów nie wolno wyjmować, a po zakupie okazuje się, że to produkt z tandetnego sylikonu, śmierdzący gumą - narzeka.

Wróciła z Wiednia z pierwszymi superzabawkami i pomyślała, że mogłaby działać w branży erotycznej. Internetowy sklep Pussy Project powstał dwa lata temu. Dorota i Marta jeżdżą na targi erotyczne do Berlina, sprowadzają gadżety najlepszych firm, zwykle projektowane przez kobiety, produkowane w Europie, z medycznego sylikonu, niealergizujące. Same je testują.

Zanim ruszyły na podbój rynku, zrobiły research. Spotykały się w prywatnych mieszkaniach z różnymi kobietami, osiemnasto - i sześćdziesięciolatkami, hetero - i homoseksualnymi, żeby pogadać o seksie. Dorota: - Okazało się, że większość kobiet wstydzi się swojej seksualności. Mówiły: "Chyba jestem nienormalna, bo ". I wyliczały te "nienormalne" doznania, np. orgazm strefowy. Mówiłam: też tak mam. Zszokowała mnie powszechność pytania, czy masturbacja na pewno nie szkodzi. Zrozumiałam, że trzeba kontynuować te spotkania, przełamywać wstyd. Wibrator to pretekst, żeby się zająć sobą, poznać swoje potrzeby. Na początku bałam się, że nas zlinczują, ale odzew jest pozytywny, choć zdarzają się komentarze, że jesteśmy sfrustrowanymi babami albo że odzieramy seks z tajemnicy. Przecież intymność budują ludzie w związku, przygotowując razem posiłek, tuląc się do siebie po przebudzeniu. A to, że rozmawiają o waginach i penisach w sposób rzeczowy, nie oznacza, że za chwilę wyjmą listę seksualnych zadań do odhaczenia.

Dużo gry w grze wstępnej

Od spotkań w kręgu kobiet zaczynała też Joanna Keszka z zawodu dziennikarka. Dziś prowadzi sex-shop dla kobiet Love Store przy Marszałkowskiej. - Nie chciałam dać się zepchnąć w boczną uliczkę. Zależało mi, żeby kobiety nie musiały tu wchodzić chyłkiem. Żeby mogły oglądać gadżety w biały dzień, bez kotar - podkreśla.

Na białych półkach wibratory - łabędzie, kaczuszki, króliczki, takie na palec i język, podgrzewane. Są akcesoria do zabaw dla dwojga, pejczyki, miotełki, olejki jadalne i świeczki do masażu, których wosk można lać na skórę i nie parzy. - Zaglądają tu fajni ludzie. Stałymi klientkami są dojrzałe panie, tzw. zwykłe kobiety, które przychodzą pod pretekstem zakupu kulek gejszy. Gdy już mają poczucie, że zadbały o zdrowie, ruszają do półek z największymi wibratorami - śmieje się Joanna Keszka. - Mówią, że chcą wreszcie zrobić coś dla siebie, że mają dość czekania na przyjemność i czas wziąć sprawy w swoje ręce.

Joanna pisała do magazynów kobiecych. Zauważyła, że o seksie mówiło się tam w jeden sposób. - Jak sprawić, żeby jemu było dobrze, dziesięć sposobów, by on był z ciebie zadowolony, jak zrobić doskonałe fellatio - wylicza. Chciała zacząć pisać o tym, co zrobić, żeby kobiecie było dobrze, ale słyszała: "Nasze czytelniczki tego nie potrzebują".

- Seks nastawiony wyłącznie na orgazm uderza i w kobiety, i w mężczyzn - przekonuje. - Kobiety lubią atmosferę zabawy i dużo gry w grze wstępnej, a nie pięć minut miziania i pięć penetracji. Naszym głównym narządem seksualnym jest łechtaczka. Jak będziemy udawać, że jej nie ma, to jakbyśmy sobie rękę odrąbały. Mężczyźni z kolei czują presję, że muszą doprowadzić kobietę do orgazmu, ale nie bardzo wiedzą jak. Niektórzy szukają nowych podniet, zmieniając partnerki, a z każdą robią dokładnie to samo, czyli w zasadzie nic. Szybko pocierają, bo im się wydaje, że pochwa to penis odwrócony na lewą stronę. Zamierzam robić warsztaty dla mężczyzn, bo często słyszę na spotkaniach: "Fajnie, ale proszę to powiedzieć mojemu mężowi".

Joanna stworzyła własny portal Barbarella.pl. Szukała wiadomości na zagranicznych stronach. Czytała: "Idź do dobrego, kobiecego butiku z gadżetami" i otwierała oczy ze zdumienia: jakie kobiece butiki? - W polskim sex-shopie nie ma miejsca na nasze potrzeby. Raz chciałam kupić wibrator, sami faceci, ja jedyna kobieta, na wielkim telebimie ostre porno - opowiada. - Niby się tak dużo teraz mówi o seksie, a kobiety mają ciągle spełniać męskie fantazje: od krajów islamskich, gdzie chodzą zakutane od stóp do głów, po europejskie, gdzie się je rozbiera do naga.

Uznała, że samo pisanie o gadżetach, których nie można w Polsce dostać, nie wystarczy i trzeba zacząć je sprowadzać.

W pornotopii głowa nie boli

Do branży alternatywnych sklepów erotycznych dołączył Antoni Ruszkowski z Gdańska. Kilka miesięcy temu otworzył internetowy "queer sex shop" Kinky Winky. W ofercie ma m.in. dilda szklane, ceramiczne i z kamienia księżycowego. - Są to małe dzieła sztuki! Jeśli postawisz na półce, nikt się nie zorientuje, jakie jest ich przeznaczenie - zapewnia. - Nie powinno się ich nazywać sztucznymi członkami. Szczególnie że dla wielu lesbijek takie określenie jest nie do przyjęcia. A ja swoją ofertę kieruje w szczególności do osób, które postrzegają seksualność inaczej, niż narzucają nam to powszechnie obowiązujące wzorce. W tym do osób homoseksualnych i tych, które nie identyfikują się z klasycznymi tożsamościami płciowymi. To queerowe podejście przekłada się na kwestie bardzo prozaiczne. Hitem sklepu jest lejek dla kobiet służący do siusiania na stojąco. Rozwiązuje kwestię kłopotliwego oddawania moczu w publicznych toaletach bądź w plenerze.

Ma 30 lat, skończył filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim i historię na Gdańskim. Napisał pracę magisterską, która jako pierwsza w Polsce ukazała zjawisko filmowej w szerokim ujęciu kulturoznawczym. - W rodzimej nauce pornografia była słabo opisana, dlatego większość literatury musiałem sprowadzać z Zachodu - wspomina. - Interesuję się też pornografią alternatywną, feministyczną, jeżdżę na Porn Film Festival Berlin, gdzie poznaję reżyserki. Postanowiłem przejść od teorii akademickiej do biznesu.

Otworzył go z pomocą Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości, fundacji działającej przy największych uniwersytetach, która prowadzi młodych przez trudne początki pierwszej działalności gospodarczej.

Antoni zamawia u reżyserek alternatywne filmy porno. - Przez dziesięciolecia pornobiznes zdominowany był przez mężczyzn i ich potrzeby. Feministki najpierw się buntowały, walczyły z pornografią, wybijały szyby w sex-shopach - mówi. - Wreszcie rozpoczął się proces demokratyzacji "filmów dla dorosłych", którego ducha trafnie oddaje pogląd ikony branży porno Annie Sprinkle, która stwierdziła, że odpowiedzią na "złą" pornografię nie powinno być jej zwalczanie, ale stworzenie lepszej. Kobiety zaczęły brać kamerę do rąk i zmieniać reguły. Wytryski na twarz zostały zastąpione poczuciem humoru.

Według Antoniego pornografia alternatywna od tej powszechnie znanej różni się choćby tym, iż zamiast kobiet z wielkimi sylikonowymi piersiami i panami prosto z siłowni pokazuje ludzi w różnym wieku, o rozmaitych kształtach ciała czy kolorze skóry. Wplata wątki, które w tradycyjnej pornografii stanowią tabu, np. męski biseksualizm. Przedstawiony w niej świat odbiega od pornotopii (określenie literaturoznawcy Stevena Marcusa), czyli utopii erotycznej, w której każdy, niczym w seksualnym raju, jest nieustannie podniecony i gotowy na seks, w którym nigdy nikogo nie "boli głowa".

Oziębłe i rozwiązłe

Joanna Keszka z Love Store: - Polska seksuologia jest zmaskulinizowana. Dlatego z kobiecą seksualnością zadziwiająco często jest coś nie tak. Chcemy mało seksu - jesteśmy oziębłe, chcemy dużo - jesteśmy rozwiązłe. Mamy orgazm podczas masturbacji, a nie seksu z partnerem, pojawia się poczucie winy. Zwariować można! A w telewizji guru seksuologii autorytarnym tonem tłumaczy kobietom, jak mają znaleźć swój punkt G. Ja bym nie odważyła się pouczać facetów, jak się mają masturbować.

Dorota Sakowska z Pussy Project: - Ze względu na naszą budowę anatomiczną musimy wykonać pewną pracę, żeby zobaczyć swoje narządy płciowe. Mężczyźni od dziecka widzą je i dotykają. Waginy ogląda się tylko w filmach porno, ale mało kto zdaje sobie sprawę, że są one poddawane operacjom plastycznym, np. zmniejszania i wyrównywania warg sromowych, robi się im nawet makijaże. Przez to mamy spaczone wyobrażenie naszych ciał i kiedy kobieta się w końcu odważy i obejrzy swoją cipkę, jest przerażona: "Co ja mam między nogami?". A właśnie tak to wygląda! I jest piękne.

Wszystkie wymienione w tekście sklepy erotyczne zaprezenttują swoją ofertę na Dniach Cipki - sobota, UFA, ul. Nowolipki 20, godz. 14-18. Szczegóły na:www.dnicipki.blogspot.com . Wstęp wolny.

www.stadionnarodowy.org.pl

ZOBACZ TAKŻE

Energia kobiet? Uwolnijmy ją!