Zobacz nas na Facebooku | Napisz do nas: energiakobiet@gazeta.pl
Mężczyzna na garnuszku partnerki jest postrzegany przez panów jako mniej zadowolony z życia. Kobieta utrzymywana przez partnera - zdaniem respondentek - nie czuje się z tego powodu mniej szczęśliwa - wynika z badania "Jak zależność finansowa obydwojga partnerów wpływa na ocenę ich satysfakcji z życia przez innych?" przeprowadzonego pod kierunkiem dr Joanny Roszak ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Ankietowani oceniali tylko zachowania własnej płci. Pytano m.in.: Czy z uwagi na delikat-ną naturę
kobieta powinna unikać odpowiedzialnych i stresujących stanowisk? Czy kobieta, wybierając karierę, lekceważy dobro własnej rodziny?- Im bardziej respondenci mieli partnerskie poglądy, tym wyżej oceniali nietypowe zachowania - tłumaczy dr Joanna Roszak.
Co się okazało? Badanie potwierdziło kulturowy schemat, w którym mężczyzna jako główny żywiciel rodziny jest postrzegany jako szczęśliwy i spełniony. Tradycyjna rola kobiety matki - która nie pracuje i zajmuje się domem - choć powoli ulega zmianom, wciąż ma mocną -pozycję.
To samo pokazują statystyki - według GUS w IV kwartale 2010 roku w Polsce z 16,6 mln kobiet powyżej 15. roku życia pracowało zaledwie 7 mln. Reszta była na
bezrobociu lub w ogóle nie zamierzała szukać zatrudnienia, a aż 17 proc. wycofało się z
rynku pracy, żeby w całości poświęcić się rodzinie i prowadzeniu domu.
Jednak autorzy badania widzą zmianę w tradycyjnym postrzeganiu roli kobiet - coraz więcej z nich nie chce zależeć finansowo od mężczyzny.
- Odpowiedzialność za utrzymanie rodziny powinna spoczywać na obojgu partnerów. W idealnym układzie dobrze, żeby było to po połowie - mówi Karolina, 33-letnia graficzka z Warszawy. - Ja mam inny problem. Mój mąż od pewnego czasu nie -pracu-je i to ja zarabiam na dom. Dodatkowo jestem pełnoetatową mamą. Wkurza mnie to. To niesprawiedliwe, że ja robię wszystko, a on mi nie -pomaga.
Rozmowa z dr Joanną Roszak* Marta Piątkowska: Odpowiedzi kobiet na pytanie: "Kto ma więcej satysfakcji z życia: kobieta samodzielna finansowo czy pozostająca na utrzymaniu męża?" rozłożyły się po połowie. Jako feministka nie czuje się pani zawiedziona? Dr Joanna Roszak: Czuję się zaskoczona. W dodatku pozytywnie. Poza tym, że jestem feministką, mam realistyczne podejście do życia. Zmiana społeczna w zakresie ról płciowych nie zaczęła się aż tak dawno temu, dlatego fakt, że kobiety akceptują nie tylko stary model, jest bardziej pozytywny niż rozczarowujący. Dodatkowo dlaczego miałyby popierać tylko jeden model, skoro każdy powinien mieć prawo do takiego życia, jakie sobie wybierze?
No dobrze, ale dlaczego młodym kobietom nie przeszkadza, że żyją za pieniądze męża? Tyle się mówi o znaczeniu samodzielności. - Przede wszystkim to, że kobieta pozostaje na utrzymaniu mężczyzny, jest nadal społecznie akceptowane. To może być wygodne dla tych z nas, które nie chcą bądź z różnych względów nie mogą pracować zawodowo. Nie ma aż takiego społecznego nacisku, żeby panie wyszły z domu i zaczęły zarabiać. Co więcej, w niektórych kręgach taki układ świadczy o statusie rodziny. Kobieta niepracująca to dobrze zarabiający mąż.
Jednak nie wszystkim kobietom to odpowiada. Obserwujemy przemiany społeczne, gdzie bycie niezależną finansowo stało się dla kobiet wartością na równi z rodziną. Takie kobiety doceniają fakt, że mogą -zapewnić godny byt swojej rodzinie, czują się bezpieczniejsze i mniej zależne, wzrasta ich poczucie własnej wartości.
Nie zapominajmy też o jednym - nie wszystkie kobiety zależne finansowo od partnera są z tego powodu szczęśliwe. Nie chciałabym, żeby została im przypięta łatka wygodnickich i dumnych z tego, jak się ustawiły.
Na jakie kobiety wyrosną młode dziewczyny, które dzisiaj uważają, że to nic złego być na utrzymaniu? - Jeżeli życie boleśnie nie zweryfikuje ich podejścia - na przykład związek zbudowany na tej zasadzie, się rozpadnie - to mogą wyrosnąć na kobiety bluszcze. Czyli panie uwieszone na ramieniu partnera, poddane jego osądom i władzy, nieznające realiów świata, roszczeniowe.
To nie brzmi dobrze. - Patrząc z perspektywy jednostkowej - niekoniecznie. Jeśli partnerzy się szanują, doceniają i taki układ im odpowiada, to czemu nie? Jednak siłą rzeczy kobiety w takiej relacji zwykle nie mają zbyt wielu praw. Jeśli zaczyna dziać się coś złego, na przykład w domu pojawia się przemoc, to ich sytuacja staje się bardzo nieciekawa. Nie mają zasobów finansowych, nie są też gotowe psychicznie do odejścia. Takim kobietom może brakować wiary w to, że sobie poradzą.
Poza tym tradycyjny model związku powoduje wykluczenie połowy -dorosłych osób - obywatelek - z obiegu, co przy dzisiejszych realiach ekonomiczno-społecznych jest absurdalne i wbrew pozorom nie sprzyja dobremu funkcjonowa-niu społeczeństwa. Np. w krajach skandynawskich, w których popularny jest model partnerski uwzględniający równy podział na pracę zawodową i obowiązki domowe obydwojga partnerów, -obserwu-jemy większą dzietność. W Polsce, -mimo hołubienia tradycyjnego modelu rodziny i związku,
dzieci rodzi się coraz mniej.
Co w sytuacji, kiedy kobieta utrzymanka zdecyduje się odejść lub zostanie porzucona?
- Przejdzie przyspieszoną szkołę życia. Nagle zobaczy, że nie ma pojęcia, jak sobie poradzić w świecie, z niespłaconym kredytem, niekiedy bez doświadczenia zawodowego.
* Dr Joanna Roszak, psycholożka, wykładowczyni Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, badaczka
m.in. stereotypów płciowych Badanie "Jak zależność finansowa obydwojga partnerów wpływa na ocenę ich satysfakcji z życia przez innych?" przeprowadzono w grudniu 2010 roku na grupie 80 uczestników w wieku 19-26 lat. Badanie do tej pory nie było publikowane