Rosnące stężenie dwutlenku węgla w atmosferze i związane z nim ocieplanie klimatu sprawia, że powoli podnosi się poziom oceanów. Dla położonych na kontynencie państw oznaczać to będzie stopniowe przenoszenie portów i miast w głąb lądu. Dokąd jednak uciekną mieszkańcy wysp, zwłaszcza tych, które nie są wyniesione wysoko ponad poziom morza? To problem z jakim niebawem zetkną się mieszkańcy tak egzotycznych wysp jak Tuwalu, Kiribiati czy - luksusowego miejsca wypoczynku Europejczyków - Malediwów.
Malediwy to archipelag prawie 1200 wysp położonych około 500 km na południe od Indii. Najwyższy punkt tego państwa znajduje się na wysokości... 2 metrów i 30 centymetrów ponad poziomem morza. Aż cztery piąte należących do archipelagu wysp wyniesione jest zaledwie metr ponad powierzchnię Oceanu Indyjskiego. Trudno więc dziwić się, że coraz częstsze doniesienia o nieuchronnej perspektywie podniesienia się poziomu oceanów budzą w tym kraju uzasadniony niepokój. Erozja wysp już się rozpoczęła. Jak mówi prezydent Malediwów Mohamed Nasheed, niektórzy z mieszkańców już dziś zmuszeni są do przenosin w inne, wyżej położone miejsca.
W akcie desperacji i z zamiarem zwrócenia uwagi na problem podnoszących się wód premier zdecydował się w 2009 roku na przeprowadzenie posiedzenia rządu na dnie oceanu. Odziani w stroje płetwonurków i wyposażeni w akwalungi ministrowie odbyli półgodzinną sesję na głębokości 5 metrów, w czasie której podpisano dokument nawołujący do ograniczenia emisji CO2. Spektakularna akcja zwróciła wprawdzie uwagę mediów na problemy małych wyspiarskich krajów, ale nie była w stanie zatrzymać cywilizacyjnego trendu. Po krótkim, wywołanym kryzysem, spadku emisji CO2, świat wrócił z wigorem na ścieżkę rozwoju. Emisja dwutlenku węgla ma się coraz lepiej.
Przewidywania naukowców różnią się co do poziomu, do jakiego podniosą się oceany w tym stuleciu. Niezależnie jednak, czy będzie to 57 cm, jak chcą niektórzy, czy 1 metr - Malediwy znajdą się pod wodą. Najprawdopodobniej jeszcze w tym stuleciu ponad trzystutysięczna populacja kraju zmuszona będzie poszukać sobie nowego schronienia. Nie będzie to tanie przedsięwzięcie. Jak mówi prezydent Malediwów utworzono niezależny fundusz, na który wpływają pochodzące z turystyki dochody. To z tego funduszu finansowany ma być zakup ziemi na terenie innych państw i pierwsza w historii świata przeprowadzka całego państwa na inne terytorium.
Jako planowane miejsca osiedlenia rozważa się
Indie, Sri Lankę oraz Australię, chociaż - jak przyznał prezydent Nasheed w rozmowie z "The
Sydney Morning Herald" - nie przeprowadzono dotychczas żadnych oficjalnych rozmów z przedstawicielami tych państw. Zapewne rząd Malediwów ma jeszcze dużo czasu na decyzję, niemniej przygotowania na najgorszy z możliwych scenariuszy trwają.
Wiemy już dziś, że nawet zatrzymanie emisji CO2 na obecnym poziomie nie zatrzyma procesu podnoszenia się poziomu morza. Rozgrzana atmosfera i cieplejsze oceany będą wpływać na topnienie lodowców jeszcze przez długie lata. Malediwy, urokliwe kameralne wyspy rodem z reklamowych folderów powoli odchodzą w przeszłość. Jak donosi CNN, rząd Malediwów podpisał umowę na budowę kilkudziesięciu pływających wysp, na których zbudowane zostaną hotele i pole golfowe. Na razie pływające wyspy zaludniać będą płacący twardą walutą turyści, ale być może w przyszłości także rdzenni mieszkańcy znikających w oceanie wysp przeniosą się do swoich nowych unoszących się na wodzie domostw.