Życie codzienne dbającego o ekologiczny styl życia obywatela naszej planety to pełne poświęceń, niekończące się pasmo udręki. Poruszanie się niedogrzanymi autobusami miejskimi czy rowerowy slalom pośród chmur spalin to sporty nieomal ekstremalne. Krótko mówiąc - ratowanie planety kosztuje, i to dużo. Aby więc choć trochę osłodzić sobie mizerotę niełatwego stylu życia trzeba czasami poratować się biodegradowalnym trunkiem. Zanim ocieplenie klimatu sprawi, że będziemy mogli raczyć się winami wytwarzanymi w polskich winnicach musimy zadowalać się trunkami sprowadzanymi zza granicy. Co jednak wybrać powinien świadomy swego wpływu na środowisko amator win?
Dawniej wybór trunku był bardzo prosty. Mizerna oferta sklepów monopolowych nie dawała dużego pola do popisu. Dziś, wizyta w sklepach spod znaku "Alkohole Świata" potrafi przyprawić o
ból głowy. Problem wyboru wina staje się dużo bardziej skomplikowany. Kilkadziesiąt, czasami kilkaset gatunków win ze wszystkich kontynentów mocno utrudnia podjęcie decyzji. Niektórzy - parafrazując inżyniera Mamonia - "lubią te wina, których już próbowali", inni posługują się kluczem cenowym, geograficznym albo urodą naklejki. Ja proponuję mój ulubiony przelicznik - ślad węglowy.
Największy wpływ na środowiskową szkodliwość wina ma sposób w jaki zostało dostarczone do odbiorcy. Najbardziej korzystny jest transport morski - tony ładunku dostarczona do portu odległego o 1000 km to emisja 52 kg CO2, transport kołowy to pięciokrotnie wyższa wartość, natomiast lotniczy aż jedenastokrotnie! Na węglowy ślad postawionej na stole butelki ma wpływ nie tylko oddalenie miejsca pochodzenia wina, ale także sposób jego pakowania. Szkło butelki, skrzynka i palety to dodatkowy ciężar, który musimy przetransportować razem z winem - w tym przypadku opakowanie podnosi ekologiczny koszt trunku aż o 80%. Przewożone natomiast w stalowych cysternach i rozlewane w Polsce wina obciążone są tylko 20% daniną.
Zobaczmy więc jak wygląda ekologiczny ślad wina zależnie od odległości, sposobu transportu i rodzaju opakowania.
Emisja CO2 związana z transportem wina z kraju pochodzenia do portu w Gdyni i do centrum dystrubucji w Warszawie (transport morski) lub bezpośrednio do Warszawy (transport kołowy). Wartości dla butelki 0.75 l. Kliknij by powiększyćPowyższa statystyka poza ogólnym stwierdzeniem, że im bliżej znajduje się kraj produkcji wina tym niższa jest emisja CO2 zawiera w sobie także kilka interesujących paradoksów. Okazuje się, że sprowadzone w cysternie z Tbilisi w Gruzji
wino, które przyjedzie ciężarówką do Warszawy może być dużo korzystniejsze dla środowiska niż butelkowane Bordeaux sprowadzane
samochodem z Francji, czy
Malaga z Hiszpanii. Konkurencyjne dla Bordeaux może być nawet wino z odległego Chile, pod warunkiem jednak sprowadzenia go w cysternie i rozlania w kraju.
Francuskie wina dostarczane do Polski ciężarówkami ponad 2000 km są większym obciążeniem dla środowiska niż chilijskie, które przybyły na pokładzie okrętu. Wina z Kalifornii, nawet po przebyciu długiej na ponad 16 tys. km podróży, rozlewane w Polsce biją o głowę butelkowaną w Hiszpanii i wiezioną ciężarówką Malagę pomimo prawie pięciokrotnie dłuższej drogi. Podobnie jest z winem z Australii, które przemierza oceanami ponad 22 000 km. Kupno lokalnego - wydawałoby się - trunku nie zawsze jest bardziej ekologiczne od zamorskich specjałów. Reguła wydaje się prosta - wina transportowane drogą morską i rozlewane w kraju biją o głowę trunki butelkowane w kraju produkcji i przewożone ciężarówkami.
Warto zwrócić uwagę na porównanie poziomu emisji CO2 jaki występuje w przypadku położonych na wybrzeżu miast - Bordeaux i Malagi. W przypadku Malagi transport morski jest aż czterokrotnie korzystniejszy od kołowego.
Jaką więc podjąć decyzję stając przed sklepową półką? Spoglądając na naklejkę na butelce nie możemy stwierdzić jaką drogą wino trafiło do Polski. Pomimo skomplikowanych zależności pomiędzy rodzajem transportu i odległością kraju pochodzenia wina, decyzja jest dosyć łatwa. Wystarczy nam informacja o kraju pochodzenia wina oraz o miejscu, w którym wino butelkowano. To ułatwia decyzję. Im bliższy jest kraj pochodzenia alkoholu tym większa szansa, że jego ślad ekologiczny będzie mniejszy. Butelkowane wina z Australii mają emisję CO2 ponad 8-krotnie wyższą niż Egri Bikaver z Węgier.
Ponadto, niezależnie od środka transportu, butelkowanie importowanych win w Polsce obciążone jest dużo niższym śladem węglowym niż sprowadzanie ich w butelkach z kraju, w którym zostały wytworzone. Warto więc popierać lokalnych producentów i dystrybutorów. Pijmy świadomie.