http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

7 miliardów konsumentów

Piotr Siergiej
2011-11-02, ostatnia aktualizacja 2011-11-02 16:43

Maciej Muskat - dyrektor Greenpeace Polska mówi o zagrożeniach związanych z konsumpcją, rosnącą populacją i micie niepohamowanego wzrostu.

Niedługo będziemy mieli do czynienia z
Fot. PAWAN KUMAR REUTERS
Niedługo będziemy mieli do czynienia z "narodami kawalerów" - prognozują...
SERWISY
Piotr Siergiej: W ciągu ostatnich 40 lat ilość ludzi na Ziemi podwoiła się. Jest nas już 7 mld. Prognozy demograficzne ONZ mówią o dalszym wzroście ilości ludzi. Być może za następne 40 lat, jeśli ta liczba się podwoi będzie nas 14 mld. Taką możliwość zakłada jeden ze scenariuszy. Czy mamy się zmian populacji świata obawiać?

Maciej Muskat: Uważam że tak. Jeśli myślimy o świecie zamieszkiwanym przez 10 mld ludzi i założymy że większość z nich obierze styl życia nawet nie Amerykanów, ale choćby Polaków, to wtedy oczywiście mamy poważne powody do obaw. W ciągu roku zużywamy prawie o połowę więcej zasobów niż Ziemia jest w stanie zapewnić. Oznacza to że we wrześniu kończą nam się dostępne na obecny rok biologiczne zasoby.

Od tego dnia znajdujemy się pod kreską -w stanie ekologicznego zadłużenia. Ten fakt powinien być naszym głównym powodem do obaw, ponieważ - jak z każdym zadłużeniem - nie może ono trwać długo. Co więcej, nie ma żadnego funduszu ratunkowego, z którego można będzie skorzystać.

Jeśli mówimy o populacji to czy nie jest tak, że niewielka ale najbogatsza grupa ludzi konsumuje większość zasobów , a kraje takie jak Indie, czy Bangladesz i razem z nimi większość ubogiej ludności świata konsumuje skromny ułamek światowych zasobów?.

To pytanie dużo ważniejsze niż to o problem powiększającej się populacji. Nie ona jest naszym głównym zmartwieniem, ale zużycie zasobów, zarówno tych nieodnawialnych, jak ropa czy gaz, jak i odnawialnych, jak czysta woda. Wszyscy moglibyśmy żyć przy znaczenie mniejszej ilości konsumowanych zasobów. Mamy sytuację w której bardzo mała garstka ludzi w skali planety, konsumuje znaczącą część zasobów.

Pomiędzy 1980 i 2005 rokiem w subsaharyjskiej Afryce populacja wzrosła o ponad 18%, natomiast emisje gazów cieplarnianych wzrosły o 2.4%. W tym samym okresie w Ameryce Północnej ludność zwiększyła się o 4%, ale emisje zwiększyły się aż o 14%. Przeciętny Amerykanin zużywa prawie 2 razu więcej zasobów niż Polak, ale prawie 9 razy więcej niż mieszkaniec Indii. To proste oszacowanie pokazuje, że fundamentalnym problemem jest nie rosnąca populacja, ale wielkość konsumpcji i technologia jakiej używamy do produkcji naszych dóbr i usług.

Pokazuje to trochę sytuację o którą Pan pytał, nie daje jednak pełnego obrazu, ponieważ także w Indiach żyją ludzie, których wpływ na środowisko przewyższa wielokrotnie ślad ekologiczny przeciętnego Polaka czy Amerykanina. Mówiąc obrazowo, pewni ludzie mają jachty spalające 3000 l ropy na godzinę i podczas jednego rejsu tworzą większe szkody dla biosfery niż mieszkaniec Mali zrobi przez całe swoje życie.

Ilość ludzi na świecie będzie jednak rosła. Demografowie zgodni są co do tego faktu. Jak Pan powiedział ważna jest nie tylko liczba ludzi, ale także ich styl życia. Trudno jednak wyobrazić sobie sytuację w której bogate społeczeństwa obniżyłyby swój poziom konsumpcji. Także społeczeństwa rozwijające się szybko zmniejszają swoje cywilizacyjne zapóźnienie. Czy proces wzrostu konsumpcji na świecie da się w ogóle powstrzymać?

To sytuacja rodem z tragedii greckiej gdzie bohater widzi nadciągającą tragedię ale nie jest w stanie jej powstrzymać. Ale my jesteśmy w stanie zapobiec takiemu rozwojowi przypadków. Wymaga to jednak przemyślenia podstawowych konceptów naszej cywilizacji - musimy sobie zadać pytanie - co to znaczy rozwój. Badania dotyczące poziomu szczęścia pokazują, że po osiągnięciu pewnego pułapu dochodów i konsumpcji poziom naszego szczęścia przestaje rosnąć. W niektórych przypadkach nawet się obniża.

Jeśli zatem myślimy o szczęściu czy rozwoju, to powinniśmy pomyśleć o zapewnieniu pewnych podstaw związanych z naszymi potrzebami, które nie mają nic wspólnego z tymi kreowanymi przez przemysł reklamowy. Istnieje pewien poziom minimalny powyżej którego nasza konsumpcja ma inne przyczyny - choćby prestiżowe.

W USA po ataku 11 września, prezydent kraju wzywał do zwiększenia konsumpcji jako aktu patriotyzmu. Pokazuje to, że nawet na najwyższych stanowiskach w państwie nie ma świadomości, że dobrobyt i prawdziwy rozwój nie jest związany bezpośrednio ze wzrostem ekonomicznym. Mówi się o tym na szczęście coraz więcej nawet wśród ekonomistów.

Dopóki tej świadomości nie zmienimy podążać będziemy w bardzo złym kierunku. Problem w tym, że zmiana o jakiej mówię, nie wydarzy się szybko. Zmiana podejścia do zużycia energii czy sposobu produkcji żywności jest procesem, który według ekspertów zajmie 15-20 lat - i to w sytuacji, w której istniałaby wola polityczna dla tych zmian. Wynika z tego, że jeśli nie rozpoczniemy tych zmian odpowiednio wcześniej, możemy ponieść bardzo poważne konsekwencje.

Jedną z najpoważniejszych z nich może być sytuacja w której dochodzi do załamania się produkcji żywności na skutek zmian klimatu, co powoduje potężne wymieranie części społeczeństw. Coraz częściej mówi się o tym w środowiskach naukowych, ale jak na razie przekaz nie dociera do polityków.

Czy ograniczenie konsumpcji nie oznacza to jednak zatrzymania rozwoju świata?

To, że rozwój jest połączony ze wzrostem gospodarczym jest względnie nową ideą. Pojęcie wzrostu gospodarczego zostało wprowadzone przez amerykańskiego ekonomistę Simona Kuznetza. Miara ta powstała by mierzyć wysiłek wojenny gospodarki USA w czasie drugiej Wojny Światowej. Kuznetz już po wojnie twierdził, że nie jest to najlepszy sposób mierzenia rozwoju gospodarki. Pojęcie wzrostu gospodarczego stało się mimo to bardzo wygodnym narzędziem używanym przez ekonomistów i polityków.

Świat rozwijał się przez millennia w wielu różnych kierunkach, zanim około 200 lat temu, rozwój zaczął być kojarzony wyłącznie z rosnącą gospodarką. Z historycznego punktu widzenia obecne rozumienie rozwoju jest jedynie krótkotrwałą aberracją.

Pojęcie wzrostu gospodarczego należy do podstawowych wskaźników rozwoju. Na ile możliwe jest przestawienie 7 mld ludzi na sposób rozumowania jaki Pan przedstawił?

Mamy wybór - albo zrobimy tę zmianę sami, w sposób możliwie zaplanowany albo nie zrobimy nic i wydarzy się ona w sposób nagły, chaotyczny i przypominający biblijne opowieści. Jeśli nie znajdziemy jakiejkolwiek drogi na odwrócenie tego trendu to czeka nas powtórzenie historii upadku Wyspy Wielkanocnej.

Przypomnę tylko - mieszkająca na wyspie populacja zmalała z kilkunastu tysięcy do kilkuset, i spadła na znacznie niższy poziom cywilizacyjny, po tym, jak wyczerpała dostępne zasoby. Już dziś istnieją rozwiązania intelektualne pokazujące jak mogłaby w nowym systemie funkcjonować gospodarka, ale na razie nie ma na nie odpowiedniego zapotrzebowania.

Za jakiś czas może dojść do sytuacji w której pewne kryzysy ekonomiczne i ekologiczne połączone z jakimiś katastrofami wywołanymi zmianami klimatu sprawią, że ludzie ujrzą problem wyczerpujących się zasobów oraz skutków ich użycia w inny sposób. Przestaną wierzyć w to, co dziś wydaje się być czymś normalnym - że możemy rosnąć bez końca, że moi wnukowie będą pod względem konsumpcji mieli się znacznie lepiej niż ja.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

  • 7 miliardów konsumentów martwalitera 03.11.11, 14:28

    Niektórzy zarabiają na sianiu paniki i wątpliwych receptach zbawicielskich i tak jest w przypadku Greenpeace-u Na szczęście nikt ich nie traktuje serio ale są rozrywkowi bo lubią robić show.»

  • Re: 7 miliardów konsumentów cornice 04.11.11, 00:22

    Topnienie lodowcow jest udokumentowanym faktem.Dziury ozonowe sa udokumentowanym faktem.Wzrost zanieczyszczenia atmosfery da sie zmierzyc.Proby ograniczenia emisji CO2 przy jednoczesnym »

  • 7 miliardów konsumentów ajanek2 04.11.11, 11:43

    Założenie corocznego, nieustannego wzrostu gospodarczego, które stanowi podstawę obecnego systemu, jest moim zdaniem, sprzeczne z podstawowym zdrowym rozsądkiem i całkowicie absurdalne. »

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':