http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polska i Izrael - zmarnowane szanse

Dawid Warszawski GAZETA WYBORCZA
2008-07-05, ostatnia aktualizacja 2008-07-04 20:12

Dla uwięzionego w bloku komunistycznym PRL-u Izrael mógł stać się oknem na świat. W 1967 roku PRL to okno zatrzasnął. Warszawski o książce Bożeny Szaynok

ZOBACZ TAKŻE


Szczecin miał być żydowski. Tak to w każdym razie wymyślił w 1946 r. gdański działacz PPS-u Mirosław Dybowski, licząc na to, że utworzona z inicjatywy Warszawy "żydowska siedziba narodowa" w zachodniopomorskim mieście umocni polskie do niego roszczenia (Moskwa wówczas nie była jeszcze zdecydowana, czy miasta nie pozostawić jednak Niemcom) zjedna Polsce sympatię Zachodu i utrudni niemiecki rewanż.

Nie był to jedyny wówczas pomysł na państwowość żydowską w Europie: Marek Edelman, w czasie okupacji jeden z dowódców Żydowskiej Organizacji Bojowej, proponował, by państwo żydowskie założyć w stosunkowo mało zniszczonej Bawarii, po wysiedleniu z niej Niemców.

Ale znakomita większość tych Żydów, którzy przeżyli, nie chciała już po Zagładzie pozostawać w Europie. Najchętniej wyjechaliby zapewne do USA, lecz wrota Ameryki pozostawały aż do 1948 r. zamknięte dla europejskich uchodźców. Dlatego też wielosettysięczna rzesza żydowskich dipisów jednoznacznie opowiedziała się za syjonistycznym postulatem utworzenia państwa żydowskiego w Palestynie, choć zaledwie dziesięć lat wcześniej pomysł ten Żydzi uważali raczej za utopijny, jeśli nie wręcz błędny.

Ta presja ofiar wojny odegrała znaczącą rolę w powstawaniu Izraela. Stanowisko syjonistów zaś, jak pokazuje Bożena Szaynok w swej najnowszej książce "Z historią i Moskwą w tle. Polska a Izrael 1944-1968", poparła też od razu Polska.

(((

Praca Szaynok jest pierwszą monografią stosunków polsko-izraelskich, od lat poprzedzających powstanie państwa Izrael do zerwania stosunków przez Warszawę w 1967 r. - po zwycięstwie Izraela w wojnie sześciodniowej - i haniebnego marcowego epilogu. Monografią znakomitą: Szaynok ma i reporterskie oko dla wymownego szczegółu (jak tej historii ze Szczecinem, zaczerpniętej z pracy Tadeusza Marczaka o granicy zachodniej), jak i talent historyka, by z masy szczegółów wyłowić te elementy, które okazały się decydujące. Autorka przekonująco udowadnia, że dla stosunków polsko-izraelskich rozstrzygające były dwa takie elementy, oba wymienione w tytule książki: historia i Moskwa.

Historia - ta najnowsza, znaczona kominami Auschwitz i Treblinki, jak i ta nieco zaledwie wcześniejsza, z gettami ławkowymi czy pogromem w Przytyku, która już po wojnie powróciła w Kielcach - jednoznacznie wskazywała na zasadność poparcia dążeń syjonistów. Przemawiało za tym zarówno współczucie dla tych, którzy przeżyli Zagładę, jak i świadomość, że w powojennej Polsce nadal groziło im niebezpieczeństwo. A zarazem - przejmujący historyczny paradoks - dokładnie tak samo uważali i wrogowie antysemityzmu, i sami antysemici, których cieszyła z kolei myśl, że syjoniści dokonają wreszcie tego, co się do końca nie udało nawet Hitlerowi - oczyszczą Polskę z Żydów.

Prosyjonistyczna, a następnie proizraelska polityka Warszawy drugiej połowy lat 40. cieszyła się więc poparciem i rządzących komunistów, i w różnym stopniu krytycznych wobec nich demokratów, i zapewne większości tak antykomunistycznie, jak i antysemicko nastawionego społeczeństwa.

Wszystko to jednak by nie wystarczyło, gdyby nie to, że powstanie Izraela popierała także, dla własnych imperialnych celów, Moskwa. Sowieci upatrywali w powstającym wbrew woli Londynu państwie żydowskim naturalnego sojusznika w dziele osłabiania "brytyjskich imperialistów". Proizraelska postawa Warszawy cieszyła się więc pełnym poparciem ZSRR.

Protestowali zaś przeciw niej, i to zajadle, polscy komuniści żydowscy. Dla nich syjoniści pozostawali burżuazyjnym wrogiem, z którym choćby taktyczna współpraca była niewyobrażalna, a co dopiero poparcie. Podobne stanowisko zajmował zresztą zrazu też Bund - lecz żydowscy socjaliści rychło zrozumieli, że dla nich na tej scenie politycznej nie ma już miejsca i że mogą się jedynie podporządkować albo komunistycznemu, albo syjonistycznemu przeciwnikowi; wybierali różnie.

Jednak żydowskimi komunistami powodował także, oprócz ideologicznej wrogości, egzystencjalny niemal lęk. W jednym z pism słanych do Biura Politycznego pisali o obawach aktorów Teatru Żydowskiego: jeśli wszyscy Żydzi wyjadą, to dla kogo będą grać? Pytanie to mogli jednak skierować także i pod własnym adresem.

(((

Wybawienie nadeszło nieoczekiwanie z Moskwy. Rozczarowany izraelską polityką, zwłaszcza tym, że Jerozolima odmówiła poparcia komunistów w wojnie koreańskiej, Stalin nagle zmienił front i Izrael niemal z dnia na dzień z sojusznika "obozu pokoju i postępu" stał się "sługusem anglo-amerykańskich imperialistów" i "przyjacielem odwetowców z Bonn".

Zarazem w Moskwie narastała antysemicka histeria: rozwiązano Żydowski Komitet Antyfaszystowski, zamordowano aktora i reżysera Salomona Michaelsa i wreszcie rozpętano sprawę "morderców w białych fartuchach" - niemal wyłącznie Żydów. Państwa bloku sowieckiego zareagowały natychmiast, rozwiązując działające jeszcze organizacje syjonistyczne i zamykając wrota emigracji; w Pradze i Budapeszcie lokalnych komunistów żydowskiego pochodzenia skazywano na śmierć w pokazowych procesach, a przeciw Izraelowi rozpętano nagonkę.

Polska też poszła tym kursem, ale z wyraźnie mniejszym entuzjazmem. Wprawdzie wszystkie organizacje żydowskie rozwiązano, tworząc na ich miejsce Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów, a emigracja od 1950 r. stała się niemal niemożliwa (poselstwo izraelskie protestowało wobec szykan, których doświadczali kandydaci do wyjazdu: ubliżano im, czasem bito), lecz do procesów pokazowych nie doszło. Aresztowany w tym czasie polski Żyd, pracownik izraelskiego poselstwa Arie Lerner, wyszedł w końcu z więzienia bez procesu.

Za szczecińskie pomysły Dybowskiemu mogły jednak teraz grozić poważne konsekwencje: w 1953 r. aresztowano przedstawiciela amerykańskiej żydowskiej organizacji charytatywnej Joint na Dolnym Śląsku Jakuba Egita. W śledztwie zarzucano mu, jakoby miał "zaplanować przekazanie Dolnego Śląska rządowi izraelskiemu i zbudowanie na tym terenie nacjonalistycznego żydowskiego państwa".

Za to, być może kompensując niedostatek antysemityzmu w polityce wewnętrznej, Warszawa szczególnie silnie piętnowała Izrael w swej propagandzie - to z początku lat 50. pochodzi porównywanie polityki izraelskiej do hitlerowskiej, które odtąd stać się miało niemal kanonem PRL-owskiej propagandy. Izraelski poseł Arie Kubowy został w 1952 r. uznany za persona non grata; pracowników poselstwa będzie się odtąd wydalać niemal regularnie co dwa lata, a jego budynek zostanie otoczony ubeckim nadzorem intensywniejszym czasami niż w przypadku dowolnej innej ambasady.

Inna rzecz, że nadzór ten przybierał czasem groteskową postać. Bożena Szaynok przytacza raporty tajniaków, którzy podwozili izraelskiego dyplomatę, bo zabrakło dla niego miejsca w samochodzie poselstwa; kiedy indziej milicja zatrzymała ten samochód, żeby dogonił go samochód wiozący śledzących go ubeków.

Agentka zatrudniona w poselstwie donosiła, że Izraelczycy interesują się zmianami personalnymi w polskich władzach i tym, w jakich miastach w Polsce żyją Żydzi. Z kolei polscy dyplomaci w Tel Awiwie informowali, że restrykcje i represje, jakich doświadczają Żydzi w Polsce, są w Izraelu źle przyjmowane.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':