Dominik Uhlig: Dlaczego Polska Akcja Humanitarna obchodzi 15. rocznicę powstania 26 grudnia?
Janina Ochojska-Okońska: W 1992 r. pojechałam do Sarajewa, tam po raz pierwszy w życiu zobaczyłam co znaczy wojna. Zrobiła na mnie straszne wrażenie. To przede wszystkim krzywda ludzi, którzy muszą uciekać z domów, przeżywają utratę bliskich, tracą cały dobytek, mieszkają w pomieszczeniach dla zwierząt. Byłam tam z Francuzami, którzy w stanie wojennym pomagali Polsce.
Poczułam, że dobrze byłoby zawieźć do Sarajewa konwój z pomocą z Polski. Wróciłam do kraju i nie miałam nic, żadnego zaplecza. Pracowałam wtedy jeszcze w pracowni astrofizyki PAN w Toruniu. Spotkałam się z Konstantym Gebertem z "Gazety Wyborczej". On skontaktował mnie z Tomkiem Kowalczewskim z radiowej Trójki, który od razu dał mi głos na antenie. Weszłam na żywo, opowiedziałam o tym, co widziałam. Jako telefon kontaktowy podałam numer do Magdy Grodzkiej, którą poznałam ledwie kilka godzin wcześniej u Geberta. Ona też chciała coś zrobić dla Sarajewa. Zaraz po audycji nie mogłam się do niej dodzwonić, tak dużo ludzi ofiarowało swoją pomoc.
W niecały miesiąc przygotowaliśmy dwanaście ciężarówek z darami. Konwój wyjechał 26 grudnia 1992 r. z Krakowa.
Co dalej?
- Chciałam wysłać tylko jeden konwój i wracać na uczelnię. Ale okazało się, że trzeba wysłać drugi, bo są kolejne dary. W drugim konwoju zginęła Chantal Godinot z Francji, serbscy snajperzy ranili dwóch kierowców. Musieliśmy zdecydować, czy snajperzy nas powstrzymają. Postanowiliśmy kontynuować pomoc dla wszystkich stron konfliktu. Po roku zostałam Kobietą Europy i wiedziałam, że już nie mogę się wycofać. Po Jugosławii był Kazachstan, Czeczenia.
Jak wybieraliście miejsca, w które trzeba jechać?
- Kiedy wybuchła wojna w Czeczenii nie wiedzieliśmy, jak się zabrać za pomoc. Ale ludzie zaczęli do nas dzwonić, przynosić dary. Było dla nich oczywiste, że pojedziemy. To ludzie zdecydowali za nas.
Potem zaczęliśmy wysyłać konwoje również do Kazachstanu, z których "narodził" się pomysł organizowania pielgrzymek Polaków z Kazachstanu. Zgłaszały się na nie setki rodzin. Od 1993 r. pomagamy uchodźcom, którzy znaleźli się w Polsce. Od 2000 r. zajęliśmy się repatriacją Polaków z Kazachstanu. Potem akcja dożywiania dzieci "Pajacyk", pomoc dla ofiar klęsk żywiołowych i wojen w 35 krajach, ostatnio w Bangladeszu.
Od 1993 r. działa nasz program edukacji humanitarnej. Jest najmniej znany, ale najpotrzebniejszy. To on buduje świadomość młodych Polaków, pokazuje, ze oni sami mogą zmieniać świat.
W jaki sposób?
- Przede wszystkim pracujemy z nauczycielami i szkołami. Tysiące uczniów przeszły nasze warsztaty i szkolenia, niektórzy na trzy miesiące jadą do krajów Trzeciego Świata pracować jako wolontariusze w lokalnych organizacjach. Wydajemy pismo "Pomagamy" rozsyłane do szkół. Uczymy globalnego myślenia o świecie. Na przykład tego, że tego, że żyjemy w świecie gdzie 15-20 proc. ludności korzysta z dóbr całej Ziemi i jednocześnie zanieczyszcza cały glob, również te najbiedniejsze kraje. Albo tego, że nasz sposób życia wywiera wpływ na mieszkańców najbiedniejszych krajów. Że Unia Europejska dotując bawełnę w Hiszpanii i Portugalii wstrzymuje sprzedaż z Afryki, np. z Burkina Faso, że kupując niektóre marki odzieży zanieczyszczamy środowisko np. w Chinach i korzystamy z pracy wykorzystywanych dzieci. Ostatnio dzieci ze szkół robią symboliczne domki dla mieszkańców Bangladeszu, którzy stracili domy podczas cyklonu. Będą potem sprzedawane na aukcji. Zachwyca mnie pomysłowość dzieci. A przy okazji dowiadują się, co to jest cyklon, jakie są jego skutki i jak można pomóc. Te domki naprawdę pomogą tym ludziom, wierzę, że za pieniądze z ich sprzedaży zbudujemy kilka nowych, prawdziwych.
Zapraszam nauczycieli na stronę www.pah.org.pl, gdzie w dziale Edukacja Humanitarna znajdą scenariusze bardzo ciekawych lekcji. Chcemy pokazać, że słysząc o tragedii na drugim końcu świata nie musimy czuć się bezradni, żeby uczniowie wiedzieli, że mogą jakoś pomóc.
Są efekty?
- Wydaje mi się, że świadomość Polaków rośnie. Ale jeszcze musimy przekonać do tego firmy, polityków i dziennikarzy. Nasze media bardzo mało mówią o problemach na świecie. W CNN, BBC tych tematów jest o wiele więcej.
U nas pokazuje się bieżącą politykę, afery. No i problemy Polaków. Nie jesteśmy przecież najbogatszym krajem
- Na świecie są o wiele biedniejsze państwa! Polska jest na 34 miejscu pod względem rozwoju. Za nami jest 189 biedniejszych krajów. Polska wstępując do Unii Europejskiej podjęła się przeznaczenia na pomoc rozwojową dla najuboższych krajów 0,17 proc. PKB do 2010 r. a 0,33 do 2015 r. Jesteśmy bardzo daleko od tych liczb - w 2006 r. to było 0,09 proc. PKB.
Żeby pomagać nie trzeba wielkich pieniędzy. Ostatnio zbierałam pieniądze na pomoc dla ofiar cyklonu Sidr w Bangladeszu, po którym 9 mln osób straciło dach nad głową, uprawy, bydło. Cyklon zniszczył 4200 szkół. I podeszła do mnie pani w ubogim płaszczu, uściskała i dała 10 zł. Opowiadała, że sama ma syna narkomana, ale chce pomóc innym.
Szkołę muzyczno-plastyczną w Afganistanie odbudowaliśmy dzięki pieniądzom zebranym w 2015 szkołach. Dzieci po złotówce uzbierały ponad 100 tys. dolarów! Dzięki solidarności 400 tys. polskich dzieci, w tej szkole uczy się 200 dzieci z całego Afganistanu.
Każdy może się dzielić z innymi, np. świadomie decydując, czy 1 proc. swojego podatku przekaże państwu, czy organizacji pozarządowej.
Źródło: Gazeta Wyborcza