Jarosław Kaczyński kazał zagłuszyć telefony komórkowe w obrębie kancelarii premiera, bo jeden z pokojów zajęły protestujące pielęgniarki.
19 czerwca przyszła pod kancelarię manifestacja pielęgniarek. Ich delegacja chciała się zobaczyć z premierem, ten jednak nie przyszedł. Cztery pielęgniarki czekały na niego w kancelarii do 26 czerwca - aż w końcu Jarosław Kaczyński się ugiął. Zachowanie pielęgniarek rząd nazwał okupacją. I by utrudnić im kontakt ze światem, użył urządzeń zagłuszających połączenia komórkowe. W efekcie w całej kancelarii przestały działać telefony.
Nieoficjalnie wiemy też, że zagłuszanie zaczęło się już 19 czerwca, a Kaczyński zlecił to BOR-owi dopiero 26 czerwca - w dniu, gdy pielęgniarki skończyły protest i wyszły z kancelarii. Pielęgniarki były więc zagłuszane bez pisemnej podkładki.
Polecenie premiera Kaczyńskiego do ówczesnego szefa BOR Andrzeja Pawlikowskiego było do niedawna opatrzone klauzulą poufności. Odtajnił je premier Donald Tusk.
"W związku z trwającą okupacją jednego z pomieszczeń w głównym budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (...) polecam podjęcie stosownych działań, także w zakresie bezpieczeństwa teleinformatycznego i łączności" - napisał Kaczyński do płk. Andrzeja Pawlikowskiego.
A jeszcze niedawno, 19 lutego, w Łodzi mówił:
- Były momenty, że komórki były zagłuszane, ale to niekoniecznie było związane z pielęgniarkami. Były inne przyczyny takich działań związane z bezpieczeństwem państwa. Nic więcej nie mogę powiedzieć.
Historia matactw w sprawie zagłuszania jest jednak dłuższa.
- Nic mi nie wiadomo o zagłuszaniu komórek - mówił w czerwcu w czasie protestu pielęgniarek Jan Dziedziczak, ówczesny rzecznik rządu, dziś poseł PiS. A Małgorzata Sadurska, wówczas sekretarz stanu w KPRM, która rozmawiała z pielęgniarkami, dziś posłanka PiS, dodawała:
- Słyszałam, jak dzwoniły telefony, jak przychodziły SMS-y. Mnie nic nie wiadomo, że coś jest nie tak z telefonami.
Kpt. Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik BOR, kategorycznie zapewniał:
- Podkreślam z całą mocą, że Biuro nie podejmowało żadnych działań w celu wyłączenia telefonów komórkowych.
Sprawa wróciła w styczniu. Janusz Kaczmarek, wyrzucony z rządu PiS szef MSWiA, w książce "Cena władzy" napisał, że zagłuszanie było. Że zaczęło się od tego, że wicepremier Przemysław Gosiewski i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro rozmawiali o problemie pielęgniarek. I Ziobro miał twierdzić, że "dobrze by było, gdyby pielęgniarki nie komunikowały się z osobami na zewnątrz. Niedługo później zagłuszanie zaczęło być stosowane".
31 stycznia nowy szef BOR gen. Marian Janicki przyznał, że to BOR zagłuszał pielęgniarki. Wtedy Zbigniew Ziobro, b. minister sprawiedliwości, oznajmił (w TVN 24): Zagłuszanie było pomysłem Kaczmarka, choć nie wiem, jak się to przełożyło na decyzje.
11 lutego Radio RMF FM podało, że zgodę na zagłuszanie komórek pielęgniarek wydał premier Kaczyński, i to po zakończeniu protestu. Dziennikarz radia poprosił b. premiera o komentarz. I Kaczyński zaatakował: - Niech media niemieckie nie prowadzą kampanii. To powinno dotyczyć wszystkich mediów, ale media niemieckie powinny być tutaj szczególnie ostrożne, bo mogą być posądzone o wtrącanie się do polskich spraw wewnętrznych.
Źródło: Gazeta Wyborcza