http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pieśni ku chwale Mao

Leopold Unger
2011-07-04, ostatnia aktualizacja 2011-07-04 18:25

Choć różnice między Rosją a Chinami są ogromne to w obydwu krajach słychać to samo pytanie: czy rozwój gospodarczy zawsze prowadzi do demokracji?

Leopold Unger
Leopold Unger
Huk był ogromny, Pekin zamarł z przerażenia - w mniej niż sekundę plac Tiananmen stał się pustynią. Co się stało? Zleciał ogromny portret Mao, który od ponad 30 lat nie spuszcza oka ze swoich następców. Wytrzymywał wszystko, ale tego było już za dużo. Drugi raz pękło mu serce, kiedy stwierdził, że dla uzasadnienia swego prawa do rządzenia jego dziedzice bezprawnie powołują się na partię, którą założył 90 lat temu.

Portret, naturalnie, nie spadł - Mao dalej pilnuje placu i całej reszty. Rozumie, że obecni szefowie partii, zwanej komunistyczną, nie mają innego wyjścia. Na nic z przeszłości powołać się przecież nie mogą. Reforma rolna z 1950 r. zamordowała rolnictwo; Wielki Skok Naprzód z 1956 r., który miał unowocześnić Chiny m.in. poprzez wytapianie stali na gumnach, cofnął je o dziesięciolecia; a Rewolucja Kulturalna dziesięć lat później oddała władzę zdziczałym hunwejbinom, którym za całe wykształcenie starczyć miało skandowanie bzdur z Czerwonej Książeczki.

Nadszedł rok 1976. Mao przeniósł się na portret, politykę inspirował Deng, który kazał Chińczykom się bogacić, ale partii powiedział: władzy nie oddawać. Chińczycy i partia potraktowali go poważnie. Obywatele się wzbogacili, kraj zrobił ogromny skok naprzód, partia ideologię wyrzuciła, władzy nie oddała (aparat został). Z maoizmu zatrzymała policję, a jak trzeba, to i terror, cenzurę, no i współczesną formę laogai, gułagu dla dysydentów. Ale w dalszym ciągu niczym innym - poza bogaceniem się niektórych i arbitralnym powoływaniem się na Mao - utrzymania władzy w swoich rękach uzasadnić nie potrafią.

Rosja 20 lat temu była - w ogromnym uproszczeniu - w podobnej sytuacji. Bo co, prócz kosztownych zwycięstw nad nazistami, Jelcyn, a potem Putin mieli w bagażu? Pucz z 1917 r., lata czerwonego terroru, gułag, pakt z Hitlerem i ruinę przebogatego kraju. Po długich cierpieniach Putin, który jeszcze niedawno opłakiwał śmierć ZSRR, znalazł sposób: powoli pozbywać się szkieletów Stalina, Ribbentropa, Mołotowa i innych, potępić terror, oddać hołd ofiarom wszystkich Katyniów, podnieść masy z nędzy, otworzyć drogę przed klasą średnią, ale, choć partia nazywa się inaczej, dysydentów tępić i władzy nie oddawać.

W obydwu krajach, choć różnice są ogromne, słychać to samo pytanie: czy rozwój gospodarczy zawsze prowadzi do demokracji? W Rosji prezydent Miedwiediew nieśmiało o tym wspomina. W Chinach taka teza prowadzi za kraty - miliarderów jest dużo, klasa średnia to jakieś 300 mln ludzi, ale miliard żyje w nędzy, w bezprawiu, a wszyscy w korupcji. Beczka prochu.

Przepaść między aspiracjami rosnącej w siłę młodej elity naukowej i technicznej a elitą władzy już jest tam widoczna, a będzie się pogłębiać. Z internetem na dłuższą metę "komuniści" z Pekinu nie wygrają. W Rosji o tym wiedzą i, małymi ustępstwami, opóźniają godzinę prawdy. W Chinach obchodzą 90. urodziny partii fikcyjnie komunistycznej, a o reformie politycznej i powstaniu państwa prawa nie wolno wspominać. Jak długo - mówią cynicznie w Pekinie - utrzymamy dwucyfrowy wzrost gospodarczy, do utrzymania spokoju policja wystarczy. Do chwili, dodać warto, kiedy się Chiny obudzą.

A na razie, aby święta nie zmarnować, pieśni ku chwale Mao każą kuracyjnie śpiewać w domach wariatów. Bardzo prawidłowy adres.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':