http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak pomóc Arabom

Leopold Unger
2011-05-30, ostatnia aktualizacja 2011-05-30 18:42

Arabskim gospodarkom potrzebny jest śródziemnomorski plan Marshalla. A ich społeczeństwom - plan nastawiony na tworzenie społeczeństwa obywatelskiego, partii politycznych, niezależnej prasy, bez których nie ma demokracji

Leopold Unger
Fot. Michał Mutor / AG
Leopold Unger
Dziennikarze rzadko mają okazję do polemiki z szefami państw czy rządów. Polemika zakłada debatę, to znaczy co najmniej jedną, choćby najskromniejszą wymianę zdań: krytykę i odpowiedź. Mnie się to nie udało.

7 lutego zakwestionowałem w "Gazecie" hipotezę pani Angeli Merkel, że wydarzenia, wówczas w początkowej, ale rozgorączkowanej atmosferze, w krajach Afryki Północnej przywołują jej obrazy sprzed ponad 20 lat, gdy w 1989 r. w Europie Wschodniej nastąpił demokratyczny przełom.

Pisałem wtedy: „Zryw egipskiej młodzieży był spontaniczny, moralnie czysty, ale intelektualnie i politycznie pusty. A transformacja w Europie nie działała w próżni: była »Solidarność « i Karta 77, była pierestrojka, głasnost i był Okrągły Stół. Było społeczeństwo (nielegalne) obywatelskie, było prawdziwe państwo podziemne. Był nigdy nierozerwalny związek z Europą Zachodnią. To był fundament transformacji, którego nie ma na Bliskim Wschodzie”.

Polemiki nie było, bo nie było odpowiedzi, której się zresztą nie spodziewałem. Nie miałem złudzeń, bo wiedziałem, że moje argumenty nie przekonają pani kanclerz choćby dlatego, że ich nie przeczyta. I sprawę uznałem za zamkniętą.

Otóż nie. Ku mojemu zdumieniu w ciągu kilkunastu ostatnich dni znalazłem w internecie, i to w poważnych źródłach, powołanie się na rok 1989, na "jesień europejską". Tak jakby w ciągu czterech miesięcy nic się nie działo, nic się nie zmieniło, a "wiosna arabska" rosła i kwitła.

A tymczasem tu wracam do polemiki. Uważam, że zestawienie takie jest dziś bardziej mylące, a nawet bardziej ryzykowne niż wtedy, kiedy samospalenie się tunezyjskiego sprzedawcy w proteście przeciwko beznadziei rozpęta pożar na Bliskim Wschodzie.

Widać przecież, że spontaniczny zryw młodzieży arabskiej ożywił resentymenty i podziały, których eliminacja tkwiła właśnie u źródła ich aspiracji. Wiadomo już, że jeżeli wybory w Tunisie wygra Ennahda, partia fundamentalistów islamskich, to wojsko nie dopuści ich do władzy. W Egipcie Koptowie są jak dawniej w stałym zagrożeniu, a Bractwo Muzułmańskie tylko czeka na okazję. W Syrii zaś wojsko szyickich Alawitów morduje nadal sunnickich manifestantów, Jemen żyje albo umiera na ulicy, a po Kaddafim Libia się rozpadnie. W Libanie, jak pisze "New York Times", modlą się oddzielnie wyznawcy 18 wyznań i nawet kluby piłkarskie (i ich kibole) dzielą się wzdłuż sekciarskich linii.

Krótko mówiąc, spontaniczność skuteczna w obalaniu dyktatur jest bezradna, a nawet przeszkadza w budowaniu demokracji. Dlatego tak błędne było i jest przywoływanie jako drogowskazu europejskiego roku 1989. Spontaniczność bez bazy, bez zalążka organizacji prowadzi do chaosu, starć i może ułatwić przejęcie wspaniałego ruchu arabskiej młodzieży przez najbardziej obskuranckie siły w ich krajach.

Zamiast proponować "wiosnę" bez Wałęsy, Havla i Gorbaczowa, Europa powinna wykorzystać 40 mld (a może i więcej) dolarow właśnie obiecanych przez G8 w Deauville dla opracowania rygorystycznie realizowanego i kontrolowanego, chronionego przed korupcją (to główna plaga), prawdziwego śródziemnomorskiego "planu Marshalla".

Łatwo mówić, na razie jednak nie ma żadnej wspólnej strategii ratowania "arabskiej wiosny", zapewnienia jej przetrwania. Dlatego obok "planu Marshalla" skoncentrowanego na gospodarce powinien powstać "plan Havla czy plan Wałęsy" nastawiony na tworzenie społeczeństwa obywatelskiego, partii politycznych, niezależnej prasy, bez których nie ma demokracji. Plan polegający m.in. na uczeniu młodych Arabów gotowych umierać za wolność, jaką drogą powinni iść, aby nie umierać, ale żyć w wolności, aby z poddanych stać się obywatelami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':